Na giełdzie spadek liczby klientów zmusza firmy do walki o konsumentów, podczas gdy na rynku nieruchomości mechanika ta zdaje się działać zupełnie odwrotnie.
Algorytmy bankowe kontra demografia
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że od 2000 roku populacja Polski zmniejszyła się o ponad 800 tys. mieszkańców.
To tak, jakby z mapy kraju nagle wyparowało drugie co do wielkości miasto, czyli Kraków.
Czytaj także: Nieruchomości już nie schodzą. W miesiąc zerwano 40 tys. umów sprzedaży, mieszkania zalegają na rynku przez 60 dni
Teoretycznie popyt powinien słabnąć, a instytucje finansowe ułatwiać zakup mieszkań. Rzeczywistość jednak brutalnie weryfikuje te założenia.
Analiza Credipass i Metrohouse pokazuje bolesną sprzeczność. Z jednej strony słyszymy o katastrofie demograficznej, z drugiej natomiast system bankowy nakłada finansowe sankcje na osoby decydujące się na dzieci.
Marta Żółkowska, Country Manager DH Group, wskazuje, że pojawienie się potomka generuje natychmiastowe trudności w procesie zakupowym nieruchomości.
Zamiast premii za ratowanie demografii, rodziny zderzają się ze ścianą kryteriów, co zmusza je do kompromisów dotyczących metrażu lub lokalizacji.
Bezdzietna para generująca miesięczny dochód na poziomie 8 000 PLN netto dysponuje obecnie maksymalną zdolnością kredytową na poziomie około 586 000 PLN.
Jednak, jeśli w arkuszu analitycznym pojawi się pierwsze dziecko, automatyczny system scoringowy momentalnie redukuje tę kwotę do około 475 000 PLN.
To nagły spadek o 111 000 PLN!
W miastach takich jak Katowice, Olsztyn, Kielce czy Bydgoszcz, gdzie średnia cena metra na rynku wtórnym wynosi 8000-9000 PLN, ta różnica odpowiada utracie około 11-12 m2 nieruchomości.
Narodziny dziecka oznaczają zatem konieczność rezygnacji z jednego pokoju. Zamiast przestrzeni dla noworodka, algorytm funduje młodym rodzicom ciasnotę.
Co ciekawe, podobną korektę notuję single działający na rynku samodzielnie. Singiel zarabiający 6500 PLN netto ma szansę na kredyt w wysokości 547 000 PLN. Gdy ta sama osoba samotnie wychowuje jedno dziecko, bank pożyczy już tylko 500 000 PLN.
Strata 47 000 PLN w dużych miastach to często równowartość miejsca postojowego w podziemnym garażu. Posiadanie dziecka drastycznie utrudnia więc życie nie tylko rodzicom, ale także singlom z dziećmi.
Zobacz również: Pęknięcie na rynku nieruchomości. „Rok 2026 zapowiada się jako dobry na zakup mieszkania”
Nawet wysoki kapitał traci udziały w rynkowej wycenie
Czy wyższy poziom kapitału chroni przed tym zjawiskiem? Choć wyższe zarobki amortyzują uderzenie systemu, to nie zatrzymują algorytmu całkowicie.
Para bez dzieci osiągająca 12 000 PLN netto miesięcznie ma zdolność kredytową na poziomie około 1 100 000 PLN.
Jedno dziecko obniża tę zdolność do 963 000 PLN, a w przypadku dwójki dzieci, aż do 911 000 PLN.
Sektor bankowy nie odcinak jednak finansowania zupełnie bezwzględnie i teoretycznie stara się uwzględnić naturalne zmiany życiowe u swoich klientów.
Jak podkreśla Tomasz Przyrowski, prezes zarządu Credipass, większość banków w pełni akceptuje dochody uzyskiwane podczas urlopu macierzyńskiego oraz zwolnień lekarskich przed porodem.
Ponadto świadczenie 800 plus jest traktowane przez systemy scoringowe jako stabilny zastrzyk gotówki podnoszący zdolność finansową.
Niestety w połączeniu z faktem, że Polska nadal ma jedne z najdroższych kredytów w Unii Europejskie, jest to raczej gorzkie pocieszenie.
Więcej o tym pisaliśmy w artykule: Kredytowy koszmar w Polsce. Raty należą do najdroższych w UE. Płacimy więcej niż większość Europy
Zobacz również: Brutalne dane z rynku nieruchomości. Sprzedaż mieszkań nagle runęła o niemal 20%
Źródła: Credipass, Metrohouse.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję