Fotowoltaika i pompy ciepła to nie są drobne zakupy impulsowe ze sklepowego koszyka, ale potężne inwestycje wymagające sporych nakładów finansowych.
Kot w worku z nieokreśloną datą ważności
Konsument, wyciągając z kieszeni dziesiątki tysięcy złotych (lub często się kredytując), oczekuje twardych konkretów: co dokładnie kupuje i kiedy sprzęt zacznie generować oszczędności.
Tymczasem praktyki Energy, zdaniem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), mocno mijały się z rynkowym standardem rzetelności.
Przede wszystkim spółka nie podawała w umowach precyzyjnych terminów realizacji. Zamiast konkretnej daty montażu, klienci otrzymywali jedynie enigmatyczne zapewnienia o późniejszym ustaleniu terminu drogą telefoniczną lub mailową. Jak łatwo przewidzieć, deklarowane maksymalne terminy rozpoczęcia prac były wielokrotnie przekraczane, a zniecierpliwieni klienci odbijali się od infolinii.
Co więcej, w dokumentach dostarczanych przed podpisaniem umowy brakowało podstawowych danych technicznych urządzeń. Konsumenci szli na transakcję niemal w ciemno, nie mając szans na rzetelne porównanie parametrów zestawu z ofertami konkurencji. To absolutne zaprzeczenie transparentności.
Zobacz również: Zmowa przewoźników i sieciowego giganta doprowadziła do patologii na rynku pracy? UOKiK wkroczył z kontrolą
Pułapki prawne i iluzja rezygnacji
Jeszcze ciekawszy (i zarazem bardziej niepokojący) jest wątek dotyczący prawa do rezygnacji z usługi. Polskie i unijne prawo daje konsumentom 14 dni na bezprzyczynowe odstąpienie od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa. Columbus Energy stworzyło jednak mechanizm, który w oczach UOKiK sztucznie tę furtkę zamykał.
Według zakwestionowanych zapisów wystarczyło rozpoczęcie pierwszych prac technicznych, aby klient automatycznie tracił prawo do rezygnacji. Regulator przypomina jednak, że zarówno pompy ciepła, jak i panele fotowoltaiczne to infrastruktura, którą w razie potrzeby można zdemontować, a sam fakt rozpoczęcia montażu nie pozbawia konsumenta ustawowych uprawnień.
Dodatkowo w osobnym dokumencie ukrywano zapisy sugerujące, że klient sam domagał się natychmiastowego startu prac przed upływem 14 dni. Taki prawniczy majstersztyk miał skutecznie zablokować konsumentom drogę odwrotu, zanim w pełni przemyślą swoją decyzję.
Zobacz również: UOKiK oskarża firmy z Dolnego Śląska! Milionowe kary grożą im za ustalanie płac, benefitów i nie tylko
Zwrot środków? „Proces trwa”, czyli finansowa zamrażarka
Gdy klientom udawało się już skutecznie odstąpić od umowy, zaczynał się kolejny etap drogi przez mękę: odzyskiwanie pieniędzy. Zgodnie z przepisami spółka ma obowiązek zwrócić wpłacone środki niezwłocznie, najpóźniej w ciągu 14 dni. Do urzędu napłynęła jednak fala skarg wskazująca, że Columbus Energy czynił z tego procesu prawdziwy maraton cierpliwości.
Klienci na zwrot zaliczek czekali miesiącami, otrzymując w odpowiedzi na reklamacje wygenerowane szablony o treści: „proces rozliczenia i zatwierdzenia zwrotu trwa”. Bez konkretnych dat, bez deklaracji, za to z zamrożonym kapitałem.
Prawo do odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem jest jednym z podstawowych uprawnień konsumenta. Przedsiębiorca nie powinien konstruować treści postanowień w sposób, który może prowadzić klientów do przekonania, że prawo to wygasa wcześniej, niż wynika to z przepisów — powiedział prezes UOKiK, Tomasz Chróstny.
Jeśli zarzuty Prezesa UOKiK się potwierdzą, na Columbus Energy może zostać nałożona kara sięgająca do 10% rocznego obrotu spółki.
Dla przedsiębiorstwa operującego na tak konkurencyjnym rynku to potężny cios finansowy i wizerunkowy, z którego wyjście na prostą może zająć długie kwartały.
Akcje Columbus Energy spadają w poniedziałek, 27 lipca o 1,21% do poziomu 2,45 PLN.
Wykres. Kurs akcji Columbus Energy

Źródło: TradingView.
Zobacz również: Akcje Dino na 28-procentowej przecenie. UOKiK uderza w giganta! Warunki pracy w sieci pod lupą
Źródło: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję