Zielony prąd znika, rachunek zostaje
Polski miks energetyczny zmienia się szybciej niż sposób zarządzania nim. W 2025 r. OZE dostarczyły 54,7 TWh z 174,3 TWh krajowej produkcji energii elektrycznej brutto. Wiatr wyprodukował 23,8 TWh, a fotowoltaika 20,3 TWh. W najlepszych godzinach udział obu źródeł dochodził do 73 proc.
I tu pojawia się kłopot, bo fotowoltaika produkuje najwięcej w słoneczne południe, wiatr w sprzyjających warunkach, a zapotrzebowanie nie zawsze rośnie w tym samym rytmie. Gdy brakuje odbiorców, magazynów i źródeł zdolnych szybko ograniczyć pracę, operator redukuje produkcję OZE.
Jak zwrócił uwagę w jednym z ostatnich materiałów serwis Spidersweb, skala zjawiska przestała być marginalna, bo tylko od stycznia do końca czerwca 2025 r. ograniczono 879 GWh energii z wiatru i słońca o nominalnej wartości około 375 mln zł. Liczba godzin z cenami ujemnymi wzrosła do 315. To już nie anomalia, a sygnał, że system ma energię, lecz nie ma gdzie jej skierować.
Ciepłownia jako zawór bezpieczeństwa
Rozwiązaniem jest połączenie elektroenergetyki z ciepłownictwem. Technologie Power-to-Heat, kotły elektrodowe, kotły oporowe, wielkoskalowe pompy ciepła i magazyny ciepła mogą zamieniać chwilowy nadmiar zielonego prądu w ciepło dla miast.
Mechanizm przypomina ładowanie zasobnika wtedy, gdy energia jest dostępna, i wykorzystanie jej później. Ciepłownia zwiększa pobór w godzinach wysokiej produkcji z PV lub wiatru, przetwarza prąd na ciepło i przechowuje je do chwili, gdy odbiorcy go potrzebują. Nie produkuje wtedy energii elektrycznej. Pobiera ją w kontrolowany sposób, stając się dla systemu „ujemnym źródłem mocy”.
Potencjał jest duży. Produkcja ciepła koncesjonowanego odpowiada około 60 proc. krajowej produkcji energii elektrycznej, a ciepło dostarczane sieciowo około 34 proc. To odbiorca wystarczająco duży, by przejąć część nadwyżek, które dziś przepadają.
Zamiast płacić dwa razy, połączenie systemów?
Sector coupling daje podwójną korzyść, gdyż ogranicza marnowanie energii z OZE i przyspiesza odchodzenie ciepłownictwa od węgla, który nadal odpowiada za około 57 proc. energii chemicznej paliw zużywanych w koncesjonowanych źródłach ciepła.
Dziś system wyłącza wiatraki i fotowoltaikę, a ciepłownie spalają paliwo. Po integracji nadwyżka prądu staje się ciepłem, magazyn przejmuje je na później, a miasta zużywają mniej paliw kopalnych. Ta sama energia pracuje dla dwóch sektorów.
Przy kosztach transformacji szacowanych na 299–466 mld zł Polska nie może wybierać rozwiązań wyłącznie według ceny pojedynczej instalacji. Liczy się koszt całego systemu.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
5 godzin temu
A kto zaplaci za inwestycje? Wikusia, w trosce o dobro planety? Czy radosnie podwyzszymy rachunki Kowalskiemu, zeby za dobrze nie bylo?