Coraz większa ilość Amerykanów zwyczajnie nie może pozwolić sobie na własną nieruchomość. Jak zauważają eksperci, to efekt głównie dwóch zbieżnych w czasie czynników.
Coraz mniej transakcji na rynku nieruchomości
Jak wynika z najnowszych danych, liczba podpisanych umów wstępnych dotyczących zakupu nieruchomości na amerykańskim rynku wtórnym (Pending Home Sales) spadła w styczniu względem grudnia o 4,6%. Jeśli z kolei będziemy chcieli zestawić te dane w odniesieniu do roku ubiegłego, wtedy możemy mówić o jeszcze większym spadku, dokładnie rzędu 5,2%.
Co ciekawe, jeśli rozbijemy Stany Zjednoczone na regiony, okaże się, że nie w każdym odnotowano spadek podpisanych umów wstępnych. Więcej takich transakcji względem grudnia dopięto na przykład w północno-wschodnich stanach, gdzie leżą takie aglomeracje jak Nowy Jork czy Boston. W przypadku innych obszarów było już gorzej. Największy spadek odnotowano w stanach południowych, do których zaliczyć można Teksas, Luizjanę czy Florydę.
Prawdziwą wagę tym danym nadaje jednak nie tyle kontekst geograficzny, co historyczny. National Association of Realtors, czyli związek zrzeszający tych, którzy zajmują się handlem nieruchomościami, prowadzi statystykę podpisanych umów wstępnych od 2001 roku. W tym czasie nie było niższego odczytu niż ten najświeższy ze stycznia.
Czytaj także: Rynek nieruchomości w USA zapchany. Mieszkania nie schodzą, deweloperzy przestają budować
Zima zaskoczyła rynek?
Skąd taka nieciekawa sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości? Przedstawiciel wspomnianego wyżej związku, Lawrence Yun, tłumaczył mediom, że na tak niski wynik w styczniu wpłynąć mogła zima. Ta bowiem uznawana jest za najostrzejszą, jakiej Stany Zjednoczone doświadczyły w tym wieku.
W związku z tym Yun spodziewa się, że gdy zima się zakończy, w kolejnych miesiącach na danych będzie widoczne odreagowanie tego zjawiska, co powinno się przełożyć na więcej podpisywanych umów. Ich liczba nie zależy jednak tylko od pogody.
Yun zwraca uwagę, że zima mogła tylko pogłębić dołek, ale prawdziwe źródła pogarszającej się sytuacji są inne. Chodzi o rosnące średnie oprocentowanie kredytów hipotecznych, a także o idące w tym samym kierunku ceny nieruchomości.
Jeszcze w 2021 roku średnie oprocentowanie 30-letniego kredytu hipotecznego w USA wynosiło 3,25%. W tym roku zdążyło już natomiast przebić pułap 7%. Oznacza to, że kredyty są znacznie droższe niż jeszcze przed kilkoma laty.
Sporo droższe są też same mieszkania. Jak wynika z danych FRED (Federal Reserve Economic Data), mediana ceny nieruchomości w 2021 roku wynosiła nieco mniej niż 320 tys. dolarów. Z kolei w ostatnim kwartale 2024 roku ta sama mediana miała już wartość nieznacznie mniejszą od 420 tys. dolarów. Mówimy tu więc o ponad 30% zmianie na niekorzyść kupującego.
Czytaj także: Ceny mieszkań już zupełnie odjechały. 56 lat - tyle ma statystyczny kupujący
Deweloperzy mniej budują
Nieciekawa kondycja rynku nieruchomości w USA przejawia się także w inny sposób. W styczniu odnotowano również znaczny spadek rozpoczętych inwestycji mieszkaniowych. Tych jest aż o niecałe 10% mniej niż w grudniu. W przypadku samych tylko nieruchomości wielorodzinnych jest jeszcze gorzej. Tam spadek wyniósł 13,5%.
Warto zaznaczyć, że rynkowi obserwatorzy spodziewali się spadku, ale na pewno nie aż takiego. Prognozy mówiły bowiem o -7%, a tymczasem zmiana była większa o 3 punkty procentowe. Taki spadek rozpoczętych inwestycji wynika właśnie z tego, że Amerykanów nie stać na nieruchomości, więc nie ma sensu dobudowywać aż tak dużej ilości kolejnych. W tej chwili na rynku znajduje się 9 razy tyle nieruchomości, ile średnio "schodzi" w miesiącu. Takiej dysproporcji nie obserwowaliśmy od 2022 roku.
Czytaj także: 87% mniej niż 6 lat temu! Deweloperzy tną budowy nieruchomości komercyjnych
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję