Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła w lipcu o 45,2% w ujęciu rocznym, wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK).
Kredyty mieszkaniowe wystrzeliły. Polacy chcą mieć własne „M”
BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe to wskaźnik, który mierzy zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Z najnowszych danych wynika, że w ubiegłym miesiącu w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o ponad 45% niż rok temu.
Łącznie o kredyt mieszkaniowy w lipcu wnioskowało 40,93 tys. osób w porównaniu do 30,62 tys. rok wcześniej (+33,7% w ujęciu rocznym). Liczba osób wnioskujących wzrosła z kolei 9,3% miesiąc do miesiąca.
Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lipcu 473,44 tys. PLN i była wyższa o 8,6% niż rok temu. W porównaniu do czerwca br. była niższa o 0,7%, poinformowało Biuro Informacji Kredytowej.
Dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK zaznaczył, że wiele osób wnioskuje o kredyt mieszkaniowy mimo wciąż wysokich stóp procentowych.
„Lipcowy odczyt Indeksu popytu potwierdza rosnący popyt na kredyty mieszkaniowe, który rośnie zarówno w wyniku pierwszej obniżki stóp procentowych i oczekiwaniu na kolejne, jak i wzrostu wynagrodzeń także w ujęciu realnym. Czynniki te przyczyniają się do rosnącej dostępności kredytu mieszkaniowego i wpływają mobilizująco na kredytobiorców do większej aktywności na rynku kredytowym”, powiedział ekspert.
„Na wysokość wartości BIK Indeksu Popytu wpływ ma średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, która w lipcu br. była wyższa o 8,6% niż rok temu. W mojej opinii, w kolejnych miesiącach czerwcowy rekord średniej wnioskowanej kwoty kredytu zostanie pobity”, dodał.

Źródło: Biuro Informacji Kredytowej (BIK).
Zobacz również: Wielka przecena na rynku nieruchomości. Tak tanio nie było dawno! To dobry czas na zakup domu?
Ceny nieruchomości odjeżdżają Polakom. Gdzie są najtańsze mieszkania?
Rynek nieruchomości w Polsce od lat budzi duże emocje. Wszystko za sprawą wysokich cen, które zmuszają do rezygnacji z zakupu wymarzonego lokum lub czekania na lepsze warunki do wzięcia upragnionego kredytu.
Marcin Drogomirecki, analityk rynku nieruchomości, przedstawił, na jaką powierzchnię mieszkania na rynku wtórnym mogą sobie pozwolić osoby pobierające średnie wynagrodzenie netto w różnych regionach Polski.
Z danych wynika, że chętni na zakup mieszkania w Warszawie, którzy zarabiają 7 143,60 PLN „na rękę” mogą pozwolić sobie na zaledwie 0,41 m kw. mieszkania.
Podobna sytuacja ma miejsce w Krakowie, gdzie za średnie wynagrodzenie netto w wysokości 6 525,60 PLN również można kupić jedynie niespełna 0,5 m kw.
Największą przystępność cenową odnotowano z kolei w Radomiu. W tym mieście przy średnim wynagrodzeniu „na rękę” równym 7 143,60 PLN mieszkańcy mogą pozwolić sobie niemal na pełen metr kwadratowy mieszkania (0,99 m kw.).
Stosunkowo „korzystnie” sytuacja wygląda również w Gorzowie Wielkopolskim. Przy przeciętnym wynagrodzeniu netto wynoszącym 5 630,90 PLN możliwy jest zakup 0,79 m kw. mieszkania.
Mimo to dane nie napawają optymizmem. W żadnym z miast zawartych w zestawieniu przygotowanym przez Marcina Drogomireckiego średnie miesięczne wynagrodzenie nie wystarcza na zakup choćby jednego metra kwadratowego mieszkania z rynku wtórnego.

Źródło: zestawienie danych Marcina Drogomireckiego.
Zobacz również: Brakuje 400 tysięcy mieszkań! Deweloperów wkrótce czeka spora zmiana
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
11 miesięcy temu
Obserwując rynek nieruchomości od ponad 10 lat, przestałem wierzyć, że analiza trendu zmiany cen ma jakiekolwiek powiązanie z makroekonomią. Co do zasady przy malejącym popycie na dane dobro powinno dochodzić do spadku cen [krzywa popytu i podaży], jednak w szczególności w Polsce tak się nie dzieje. Dzieje się to za pomocą dość sprytnego mechanizmu: 1. Polaków przekonano, że emerytur nie ma i nie będzie, co jest dość prawdopodobne przy dzietności =1 i braku promocji jakichkolwiek wartości rodziny w mediach głównego ścieku. 2. W tym celu przekonano Polaków, że skoro emerytur nie ma i nie będzie, muszą oni sobie ją wypracować. Jak tego często dokonują? 3. Polacy masowo zaczęli kupować, 2, 3, 4 mieszkanie w celu zabezpieczenia swojej przyszłości dochodem pasywnym z wynajmu mieszkań. Inwestycja ta wydaje się dość interesująca, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, że ceny nieruchomości historycznie rosły. Zatem nieruchomości z pakietu dóbr podstawowych stały się nagle pakietem dóbr inwestycyjnych. 4. Jakie narzędzie pozwala wierzyć ludziom, że „taniej to już było”? Jest to w głównej mierze działanie RPP. Organ ten w przypadku zastoju na rynku nieruchomości, z automatu wręcz obniża stopy procentowe, powodując że następne hordy Kowalskich, z obawy przed zerową emeryturą zaczynają „inwestować” w betonowe złoto Polaków. Jednak musimy pamiętać, że mimo wszystko w dłuższym okresie czasu działanie krzywej popytu i podaży jest nieuniknione. Już teraz u naszego zachodniego sąsiada w miejscowości Goerlitz stoją puste, w ogóle niezamieszkane bloki (zabudowa typowa dla PRL). Podobny scenariusz będzie miał miejsce w Polsce i to w dłuższej perspektywie czasu musi DOPROWADZIĆ DO KOREKTY CEN. Aby temu zapobiec RPP stopniowo coraz bardziej będzie obniżała stopy procentowe na rynku nieruchomości, aż w pewnym momencie dobiją one do 0%. Wtedy ostatnią deską ratunku staje się masowa wręcz imigracja ekonomiczna, gdyż w innym wypadku dochodzi do dość nieciekawego scenariusza: 1. Zamierają inwestycje na rynku nieruchomości. 2. Firmy budowlane, meblarskie, stolarskie, hutnicze (wszystkie powiązane z budownictwem) odczuwają spowolnienie gospodarcze, a następnie straty. 3. Ludność z powodu spadku cen przestaje inwestować w nieruchomości, oczekując na dalsze spadki. 4. Dochodzi do paradoksu, gdzie część osób kupujących 2, 3 mieszkanie na tzw. „górce” zaczyna dokładać do interesu bez żadnych szans na wyjście na plus z tej „inwestycji”. 5. Pojawiają się pierwsze upadłości konsumenckie, które uderzają w system instytucji finansowych opartych na długu, co w następstwie prowadzi do upadku jednej z nich i masowych bankructw pozostałych. 6. W celu ratowania instytucji finansowych Polska zapożycza się w krajach mających pozwolenie na nielimitowany dodruk pieniądza (np. USA). Ten scenariusz jest jednym z możliwych i prawdopodobnych rozwiązań dla naszego rynku nieruchomości. Co pozwala zadać dość istotne pytanie, czy rząd pchając wręcz masy ludzi do zakredytowania się w instytucjach finansowych, nie nakłania swoich obywateli do niegospodarnego zażądania swoim majątkiem, który oddalić ma widmo nieuniknionego upadku instytucji opartych na rolowanym długu?