Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa mimo zapewnień Trumpa
Wojna na Bliskim Wschodzie nadal trwa mimo deklaracji Donalda Trumpa, który zapowiada zakończenie działań zbrojnych w regionie „w najbliższej przyszłości”.
Kluczową kwestią trwającego konfliktu pozostaje niepewność dotycząca strategicznych punktów dla światowego handlu, których blokada wywołuje napięcia na rynku paliw i doprowadza do znacznych zwyżek cen ropy naftowej.
Spiker irańskiego parlamentu, Mohammad Bagher Ghalibaf, stwierdził, że „sytuacja w Cieśninie Ormuz nie powróci do stanu sprzed wojny”, co dodatkowo zwiększyło obawy dotyczące przepływu surowców.
Abbas Aragczi, minister spraw zagranicznych Iranu, podkreślił natomiast, że należy „opracować nowe rozwiązania dotyczące Cieśniny Ormuz i sposobu, w jaki statki będą przez nią przepływać w przyszłości”, dodając, że zasady te powinny „gwarantować, że bezpieczny przepływ przez cieśninę będzie odbywał się na określonych warunkach”.
Analitycy J.P. Morgan twierdzą, że ceny ropy naftowej Brent i WTI, które rosną w związku z nasileniem wydarzeń na Bliskim Wschodzie, nie odzwierciedlają w pełni skutków trwającego konfliktu.
„Pomimo skali zakłóceń, które można uznać za jeden z największych zewnętrznych wstrząsów podażowych w najnowszej historii, ceny utrzymały się na stosunkowo umiarkowanym poziomie, przy czym cena ropy Brent oscyluje wokół 100 USD za baryłkę, a WTI około 95 USD”, czytamy w komunikacie Global Commodities Research.
Eksperci podkreślili, że „na pierwszy rzut oka można uznać to za przejaw samozadowolenia rynku”, czyli sytuacji, w której inwestorzy stają się zbyt pewni siebie i ignorują potencjalne ryzyko, zakładając, że obecne trendy wzrostowe będą się utrzymywać.
„Dokładna analiza wskazuje jednak na rozbieżność między poziomem cen a zasięgiem geograficznym tych zakłóceń”, stwierdzono.
„Kluczową kwestią jest to, że zarówno Brent, jak i WTI są benchmarkami dla regionu basenu atlantyckiego, podczas gdy obecny kryzys koncentruje się na Bliskim Wschodzie. W związku z tym na te benchmarki nieproporcjonalnie duży wpływ mają regionalne czynniki fundamentalne, które pozostają stosunkowo łagodne”, dodano.
Ekonomiści przypomnieli również, że „zarówno Stany Zjednoczone, jak i Europa wkroczyły w rok 2026 z komfortowymi zapasami handlowymi, a w szerszym ujęciu basen atlantycki pozostaje w najbliższym czasie stosunkowo dobrze zaopatrzony”.
„Ponadto oczekiwania, a wkrótce i częściowa realizacja uwolnienia rezerw strategicznych (SPR), dodatkowo złagodziły bieżący niedobór na rynkach powiązanych zarówno z ropą Brent, jak i WTI”, stwierdzili.

Źródło: J.P. Morgan.
„Natomiast wskaźniki z Bliskiego Wschodu, takie jak Dubaj i Oman, lepiej odzwierciedlają rzeczywiste zaburzenia na rynku. Ceny zarówno w Dubaju, jak i w Omanie oscylują obecnie wokół poziomu 155 USD za baryłkę, co podkreśla skalę niedoboru ropy pochodzącej z regionu Zatoki Perskiej”, przekazano w komunikacie.
„Wskaźniki te są bezpośrednio narażone na zakłócenia w eksporcie, a zatem skuteczniej odzwierciedlają marginalny niedobór niż ceny ropy powiązane z rynkiem atlantyckim”, dodano.

Źródło: J.P. Morgan.
Czytaj także: Ceny paliw w Polsce pójdą w górę, na stacjach pojawią się braki? Ekspert: „To nie będzie jednorazowy gwałtowny ruch, który dotknie kierowców”
Zobacz również: Kurs dolara przed „nerwowym i dynamicznym” ruchem, euro czeka spadek? Ekspert wydał prognozę dla USD/PLN i EUR/USD
Ceny ropy są zbyt niskie? „Ostatecznie wzrosną”
Kurs kontraktów terminowych na ropę Brent i WTI, zdaniem analityków J.P. Morgan, może nie być zatem jedynym słusznym wyznacznikiem napięcia sytuacji na Bliskim Wschodzie.
„Co istotne, uwarunkowania geograficzne handlu potęgują tę dynamikę. Większość dostaw ropy przepływających przez Cieśninę Ormuz jest przeznaczona dla Azji, a głównymi odbiorcami są Chiny, Indie, Japonia i Korea Południowa”, przypomnieli eksperci.
„Łącznie Azja odbiera około 11,2 mln baryłek ropy dziennie oraz 1,4 mln baryłek produktów rafinowanych, które przechodzą przez cieśninę. W rezultacie bezpośredni niedobór fizyczny koncentruje się na rynkach azjatyckich, gdzie zależność od ropy z Zatoki Perskiej jest największa. W Azji pojawiają się pierwsze oznaki spadku popytu, ponieważ ceny produktów gwałtownie rosną, a baryłki na rynku spotowym stają się zbyt drogie”, dodali.
Z komunikatu wynika, że przeciętny rejs z państw należących do Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) do Azji trwa około 10-15 dni, podczas gdy transport do Europy wymaga około 25–30 dni przez Kanał Sueski i 35–45 dni w przypadku zmiany trasy wokół Przylądka Dobrej Nadziei.
„W rezultacie skutki zakłóceń w przepływach z Zatoki Perskiej dotkną rynki azjatyckie wcześniej i bardziej dotkliwie, podczas gdy ceny referencyjne w basenie Atlantyku, takie jak Brent i WTI, będą dłużej chronione przez nadwyżki zapasów i wolniejsze dostosowania podaży”, przekazano.
„W tym kontekście pozorna stabilność cen ropy Brent i WTI nie powinna być traktowana jako dowód na wystarczającą podaż na rynku światowym. Odzwierciedla ona jedynie tymczasowy bufor wynikający z nadwyżek zapasów w poszczególnych regionach, struktury indeksów referencyjnych oraz interwencji politycznych”, dodano.
Eksperci uznali, że w przypadku braku odblokowania Cieśniny Ormuz „rozbieżność ta prawdopodobnie nie utrzyma się: ceny ropy Brent i WTI ostatecznie wzrosną w miarę wyczerpywania się zapasów w basenie atlantyckim, a rynek światowy będzie zmuszony do wyrównania podaży przy znacznie niższym poziomie zasobów”.
Czytaj także: Wielka przecena na rynku paliw. Tąpnięcie cen nastąpiło po wymownych deklaracjach Trumpa [MAPA]
Zobacz również: To nie koniec podwyżek dla polskich kierowców. Ceny paliw w górę nawet o 1,63 PLN. Wzrosną kolejny tydzień z rzędu - ostrzega ekspert
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję