Obecna sytuacja na stacjach benzynowych jest dość stabilna, a kierowcy z dniowym wyprzedzeniem znają ceny benzyny.
Geopolityczna rozgrywka i naftowy thriller
Gdyby nie rządowy program osłonowy, realne koszty tankowania uderzyłyby w polską gospodarkę z siłą tsunami. Sercem obecnego niepokoju na rynku paliw pozostaje Bliski Wschód. Kluczowa dla globalnego transportu surowców Cieśnina Ormuz została zablokowana, co wywołało natychmiastową reakcję algorytmów tradingowych i inwestorów.
Czytaj też: Ceny ropy reagują na atak w ZEA. Maksymalne ceny paliw ratują Polskę?
Nasilone działania wojenne zwiększają ryzyko geopolityczne, sprawiając, że zamknięcie cieśniny trwa dłużej, niż zakładali analitycy. Co więcej, rośnie także prawdopodobieństwo, że Iran podejmie dodatkowe kroki odwetowe, skutecznie paraliżując żeglugę handlową na Morzu Czerwonym.
Dla inwestorów to jasny sygnał do zajmowania defensywnych pozycji, a dla całego sektora paliwowego oznacza to, że drożyzna będzie trwać.
Paradoksalnie, surowcowy parkiet wykazuje chwilowe uspokojenie, które przypomina ciszę przed burzą na Wall Street.
Dzisiejsze notowania przyniosły wyraźne spadki poniżej psychologicznej bariery 100 USD za baryłkę.
Ropa Brent wyceniana jest obecnie na 92 USD, natomiast jej słodki i lekki amerykański odpowiednik WTI oscyluje wokół 98 USD. Czy to oznacza upragnioną stabilizację? Niestety nic z tych rzeczy.
Wykres. Kurs kontraktów terminowych na ropę Brent

Źródło: Trading Economics.
Brak stabilności w dostawach oraz wysokie marże działają jak hamulec bezpieczeństwa. Inwestorzy giełdowi doskonale wiedzą, że w dobie kryzysu energetycznego surowce stają się instrumentem spekulacyjnym o wysokim poziomie ryzyka.
Każda iskra w rejonie Zatoki Perskiej może wywołać błyskawiczne odwrócenie trendu, co odczują zarówno spółki technologiczne, transportowe, jak i ostatecznie, także portfele zwykłych obywateli.
Wykres. Kurs kontraktów terminowych na ropę WTI (West Texas Intermediate)

Źródło: Trading Economics.
Zobacz również: Wstrząs na rynku ropy. ZEA opuszczają OPEC i OPEC+. Reuters ostrzega przed „chaosem”
Rządowy pakiet CPN na stole operacyjnym
Wszystkie oczy, zarówno kierowców, przedsiębiorców, jak i inwestorów, zwrócone są teraz na Warszawę.
Flagowy program „Ceny Paliw Niżej” chroni polskich kierowców przez najgorszym scenariuszem, ale nie będzie trwać wiecznie, bo ma zakończyć się już 15 czerwca. Czasu na reakcję jest coraz mniej, dlatego o przyszłość tarczy zapytano ministra energetyki, Miłosza Motykę.
Szef resortu w wywiadzie dla Radia Zet nie rzucał deklaracji na oślep, ale zapewnił, że kluczowe, strategiczne decyzje zapadną jeszcze przed końcem obecnego tygodnia.
Gabinet Donalda Tuska czeka jednak najtrudniejszy etap, czyli twarde rozmowy z Ministerstwem Finansów, które trzyma klucze do budżetowego sejfu. Motyka podkreślił, że od samego początku fundamentem strategii było zachowanie pełnej elastyczności.
Rząd musi błyskawicznie reagować na dynamicznie zmieniające się czynniki geopolityczne i raporty wywiadowcze.
Szef resortu energetyki ujawnił swoją osobistą rekomendację, jeżeli program zostanie utrzymany, to zaproponuje jego wydłużenie o kolejne dwa tygodnie. To odpowiedni czas na zebranie danych makroekonomicznych i ocenę, czy bliskowchodni węzeł gordyjski zacznie powoli się rozplątywać.
Zobacz również: Ropa po 150 USD za baryłkę. Eksperci kreślą ponure prognozy. Ceny paliw wchodzą w „radykalny scenariusz”
Źródło: Radio Zet.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
1 miesiąc temu
alermowanie teraz nie ma sensu no nawet jak podskoczy z 75$ do 99$ to nic się nie stanie. Inflacja bardziej wpływa na ceny towarów niż ropa. Niestety jest tak, że wojna między chinami a USA będzie się toczyć w europie. Oba mocarstwa nie chcą się haratać u siebie i wychodzi na to, że to idealne miejsce na sparing. teraz ropa nie drożeje! teraz dostała kaszelku, powinna kosztować (jeśli liczyć lata 74) około 230-270$ i to by nas ruszyło, na razie głoduje biedna azja ;(