Gdy już bowiem wydawało się, że sytuacja na Bliskim Wschodzie została opanowana, a konflikt zażegnany, zawieszenie broni zawisło na włosku. Ceny ropy już wtedy stanęły w blokach startowych, by znów wyskoczyć w górę, ale ostatecznie do tego nie doszło.
Ceny ropy sprowadzone na ziemię
Jeszcze w nocy z niedzieli na poniedziałek, tuż po otwarciu sesji na rynkach ceny ropy mocno skoczyły. Na starcie dobiły do około 78 USD za baryłkę. Był to efekt obaw inwestorów o zamknięcie cieśniny Ormuz. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, jak Iran odpowie na ataki bombowe USA, dlatego wyceniano eskalację. Ta jednak nie nastąpiła. Iran odpowiedział tylko symbolicznymi, wcześniej zapowiedzianymi atakami na lokalne bazy Amerykanów.
Ta kurtuazja doprowadziła do wygaszenia konfliktu i ogłoszenia zawieszenia broni przez Donalda Trumpa jakiś czas później. W efekcie ceny ropy od poniedziałkowego poranka do zamknięcia wtorkowej sesji spadły aż o 17,5%. Dzięki temu jedna baryłka ropy kosztowała już tylko 65 USD. Tym samym wymazany został cały wzrost cenowy, który wygenerowała eskalacja konfliktu.
Ceny kontraktów terminowych na baryłkę ropy naftowej notowanych na giełdzie NYMEX

Wczoraj jednak pojawiły się obawy, że to nie musi być koniec. Zarówno Iran, jak i Izrael igrały z zawieszeniem broni, co bardzo nie spodobało się Donaldowi Trumpowi. Ten w mediach apelował do obydwu stron o opanowanie się. Był na tyle poirytowany zachowaniem obu państw, że przed reporterami rzucał nawet przekleństwami.
Mamy dwa kraje, które walczą tak długo i tak zaciekle, że same już nie wiedzą, co ku**a robią - grzmiał na wizji prezydent USA
W obliczu takiego napięcia inwestorzy zaczęli obawiać się kolejnej eskalacji, co było widać także po cenach ropy. Te na początku środowej sesji znów skoczyły. Zmiana była jednak minimalna w porównaniu z tymi, które zachodziły w dniach ubiegłych. Mowa bowiem o skoku rzędu 1,20%. Wyżej ostatecznie nie skoczyły, bo zawieszenie broni zostało utrzymane i do ponownej eskalacji nie doszło. W efekcie na chwilę obecną za jedną baryłkę ropy trzeba zapłacić około 65 USD.
W nocy napłynęły jednak inne wieści z Bliskiego Wschodu, które mogły uprzykrzyć humor administracji Donalda Trumpa.
Czytaj także: Wściekły Trump rzuca przekleństwami na wizji. „Nie ma żadnego porozumienia”, mówi MSZ Iranu
Operacja nie do końca udana?
Misja, której celem było zbombardowanie trzech ośrodków nuklearnych Iranu, nosiła kryptonim "Midnight Hammer". Niedługo po jej zakończeniu, Donald Trump publicznie uznał ją za wielki sukces i obwieścił, że program atomowy Iranu został zlikwidowany, choć w teorii było nieco za wcześnie, by wyciągać tak zdecydowane wnioski.
Większą powściągliwością wykazał się w późniejszych godzinach wiceprezydent USA, JD Vance, który w rozmowie z mediami nie stwierdził, że program atomowy został całkowicie zniszczony, za to "zdecydowanie opóźniony". Dziś w nocy media podały informacje rzekomo pochodzące wprost od amerykańskiego wywiadu, które sugerują, że nawet ten drugi scenariusz był przesadnie optymistyczny.
Redakcje CNN, Reuters czy New York Times, powołując się na wczesny raport wywiadowczy amerykańskich służb, podały informacje, według których zniszczenia w irańskich centrach nuklearnych nie są tak duże, jak przypuszczano. Co więcej, potwierdziły też wcześniejsze przypuszczenia co do tego, że Iran zdołał wywieźć zasoby wzbogaconego uranu przed atakiem. W efekcie służby oceniły, że program nuklearny został opóźniony tylko o 3 do 6 miesięcy, wynika z przecieku.
Te wieści nieco podniosły ciśnienie Donalda Trumpa, który już zdążył w mediach społecznościowych te rewelacje całkowicie zdementować. W swoim komunikacie podkreślił, że placówki nuklearne Iranu zostały całkowicie zniszczone, a media po prostu próbują podważyć jedną z najlepszych operacji militarnych USA w historii.
Czytaj także: Ropa tanieje. Jest sygnał o pokoju na Bliskim Wschodzie
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję