Reklama
Reklama
Reklama

W Europie zabraknie gazu? Ekspert: “Na dwoje babka wróżyła”

Wojna na Bliskim Wschodzie mocno uderzyła także w rynek gazu. Europejskie magazyny świecą pustkami, a ceny tego surowca wciąż rosną. W FXMAG porozmawialiśmy z ekspertem od geoekonomii Maciejem Bukowskim, co Polska i Europa może zrobić, aby powstrzymać wzrost cen i zabezpieczyć region w dostawy surowca na przyszłość.

W Europie zabraknie gazu? Ekspert: “Na dwoje babka wróżyła”
opracowanie FXMAG, W Europie zabraknie gazu? Ekspert: “Na dwoje babka wróżyła”
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Kamil Markiewicz (FXMAG): Czego możemy spodziewać się w Polsce, jeśli chodzi o ceny gazu w najbliższym czasie? Może dojść do regulacji, podobnie jak w przypadku innych paliw, które doprowadzą do obniżenia ceny w sprzedaży detalicznej? 

 

Maciej Bukowski (Kierownik Programu Energetyka i Odporność w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego): Nie mamy kryształowej kuli, aby do niej zajrzeć i zobaczyć co rządzący mają w głowach. Wówczas moglibyśmy zobaczyć trajektorie, które muszą być spójne z tym co się dzieje międzynarodowo. Rynek gazu ma to do siebie, przynajmniej jeśli chodzi o nasz kraj, że jesteśmy zależni od tego, co dzieje się za granicą naszego państwa. 

Gros naszej konsumpcji bierzemy z podaży wygenerowanej za granicą, więc wszelkie regulacje, które mogłyby u nas być ustanowione, muszą w jakiś sposób uwzględniać konfigurację rynku tak, jak się ona kształtuje poza granicami kraju. To, co może mieć miejsce w średnioterminowym wymiarze, to zwiększenie zdolności magazynowych, co wciąż jest pewnego rodzaju naszą “piętą achillesową”. 

Natomiast co do zasady te plany infrastrukturalne, które były u nas przedsięwzięte na długo przed tym kryzysem, które urzeczywistniają tę wizję dywersyfikacji poprzez zwiększenie naszych możliwości importowych oraz przesyłowych, zarówno wewnątrz kraju, jak i dalej. To pozwoliłoby być optymistą, że będziemy mniej regulować, a bardziej polegać na mechanizmach rynkowych. 

 

Reklama

Czytaj też: Premier zrównał Trumpa i Putina. „Mam dość”. Wysokie ceny energii to nie koniec problemów?

 

Co możemy zrobić, aby zwiększyć zapasy magazynowe? Patrząc na Polskę i nasze rezerwy gazu to nie jest aż tak źle. Ale biorąc pod uwagę inne unijne kraje, to są miejsca, gdzie magazyny świecą pustkami. 

 

Faktycznie, jest stosunkowo słabo. Nie sposób tutaj ustawić sobie takiego benchmarku, który by nam ten miernik uśredniał, ponieważ o ile średni poziom stanów magazynowych w Unii Europejskiej wynosi około 20%, to na przykład w Holandii spadł on poniżej 5%. 

Tak naprawdę “każdy sobie rzepkę skrobie”. Oczywiście są te mechanizmy, które w jakiś sposób już pozwoliły tę sytuację do pewnego stopnia zaadresować uprzednio. Pamiętajmy o tym, że Unia się dopiero budzi. Nastąpiło to już po inwazji Rosji na Ukrainę. Po tym wydarzeniu przyjęto regulacje, które pozwoliły nam się w pewien sposób przygotować na kolejny szok w jakiś sposób, jednocześnie dywersyfikując nas dalej od rosyjskiego gazu.

Reklama

To jest fakt, który jest odzwierciedlony w liczbach. Pierwszy szok na początku 2022 roku spowodował, że ceny skoczyły do 300 euro za megawatogodzinę. Teraz to jakieś 45-50 euro za MWh, czyli ponad dwa razy więcej, niż przed rozpoczęciem wojny w Iranie. To jest jednak wciąż ogromna różnica względem tego, co było 4 lata temu. To pokazuje, że rozwiązania, które zostały w międzyczasie przyjęte, jak uzupełnianie magazynów przed zimą do 90%, czy program RePowerEU oraz wspólne zakupy gazu, które pozwoliły nam zebrać z rynku na ponad 100 miliardów metrów sześciennych, czyli prawie jedną trzecią rocznego zużycia unijnego. To nas wzmocniło i ograniczyło chaos zakupowy, przy jednoczesnym zjawisku, które w mojej ocenie jest pomijane, gdy mówi się o tej całej układance, a mianowicie to, że w tym czasie po prostu obniżyliśmy znacznie popyt na gaz. To jest zmiana fundamentalna, ponieważ ona mniej więcej odpowiada poziomowi wcześniejszego importu gazu z Rosji. To oznacza, że tak naprawdę w Unii Europejskiej udało nam się wyjąć rosyjski gaz nie tylko po stronie podaży, ale i popytu. 

Do tego oczywiście dochodzi derusyfikacja dostaw, bo podaż rosyjskiego surowca spadła do dolnych progów dwucyfrowych rocznie. Doprowadziło to do tego, że w kontraktach krótkoterminowych w ogóle nie możemy nabywać rosyjskiego gazu, a długoterminowe będą musiały być wygaszone do końca przyszłego roku. 

 

Coraz częściej słychać głosy, że Europa biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną będzie jednak musiała zmienić strategię i możliwe, że znów sięgnie po gaz z Rosji. To w ogóle możliwe? 

 

Zwrócę uwagę na to, że mimo tego rozgardiaszu geopolitycznego wciąż staramy się być kolebką państwa prawa. Jeżeli uznamy, że prawo ma u nas najwyższą normatywną wartość, to obecnie jest ono takie, że nakazuje zupełne wypchnięcie rosyjskiego gazu z rynku. Aby to zmienić, to najpierw musielibyśmy te trajektorie prawne, na które sami się zdecydowaliśmy i weszliśmy w nie kolektywnie, musielibyśmy zawrócić.  

Reklama

To nie jest coś, co mogłoby się wydarzyć na jednym posiedzeniu w Brukseli, w którym wzięliby udział ministrowie i powiedzieli, że mamy sytuację kryzysową i musimy to zmienić i to ad hoc. Tylko takie przedsięwzięcie wymagałoby szerokich konsultacji, które byłyby podwaliną pod tego typu scenariusz. Bez tego takie działanie byłoby po prostu nielegalne. 

Kolejny czynnik, który na to wpływa jest bardziej polityczny. Choć należy przyznać, że rzeczywiście wśród polityków dyskusja na ten temat w ostatnim czasie intensywnie się toczy i to nie tylko w niemieckich kręgach. Natomiast musimy zwrócić uwagę, że o ile jeszcze w 2022 czy 2023 roku można było zastanawiać się, czy to ma sens. Bo wówczas podaż rosyjskiego gazu mogła być optymalna w niektórych konfiguracjach. Od tego czasu sytuacja diametralnie się zmieniła, ponieważ zmniejszyliśmy ten popyt. A to nie wszystko. Kolejną dużą zmianą, która zaszła to zwiększenie unijnego importu LNG, który sprowadzany jest z różnych części świata, najwięcej ze Stanów Zjednoczonych. 

W momencie, gdy import rosyjskiego gazu spadł, to LNG wzrósł do blisko 45%. Należy zwrócić uwagę także na to, że gaz zarówno w polskiej, jak i unijnej strategii ma nomenklaturę paliwa przejściowego. Niestety, jak zauważyła moja dobra znajoma prof. Anna Mikulska w jednym artykule, ta nomenklatura źle się starzeje, ponieważ okazuje się, że sama ta koncepcja paliwa przejściowego opartego na gazie, w momencie kiedy szoki cenowe tego gazu, na którym ta przejściowość miała być oparta, oddala nas od możliwości patrzenia na ten surowiec w ten sposób. 

Musimy patrzeć na to, że ten cały rynek LNG ustanowił się stosunkowo niedawno i według ostatnich danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej rośnie w tempie dwucyfrowych wzrostów z roku na rok. 

To nie zmienia faktu, że jednorazowe uderzenie w największy kompleks infrastrukturalny na świecie w Las Raffan w Katarze, największym kompleksie LNG na świecie,  wyjęło z rynku ok 2,5% globalnej podaży LNG uderzyło w rynek, na którym ścieramy się z innymi importerami na świecie. Rynek LNG jest globalny par excellence, I mamy teraz sytuację taką, że jako Unia Europejska importowaliśmy około 9% LNG z Kataru. To jakby nie było to 9%, którego zaczęło brakować. W tym momencie kraje azjatyckie będą robić wszystko, aby odzyskać jak największą część z obniżonych dostaw gazu, co sprawia, że będziemy musieli o niego z nimi konkurować. Konkurencja z Azją o LNG staje się strukturalnym elementem rynku, a nie zjawiskiem przejściowym.

Tutaj na “białym koniu” wjeżdżają Amerykanie, którzy w wymiarze energetycznym wydają się zwycięzcami wojny na Bliskim Wschodzie. Niezależnie od tego, jak się potoczą geopolityczne konsekwencje samego konfliktu, to ryzyko, które będzie się wiązało z wypływem gazu z tego kierunku będzie rosło. To powoduje, że bardziej wartościowe będą te miejsca, które takiego ryzyka nie mają lub gdzie jest ono znacznie mniejsze. Takim rynkiem są Stany Zjednoczone, które mają gazu łupkowego bardzo dużo. Amerykanie tym bardzo twardo grają. Blisko tydzień temu prezydent Donald Trump groził palcem Unii Europejskiej, że jeżeli jednogłośnie nie przyjmie ona wynegocjowanej w ubiegłym roku umowy handlowej, to nie będzie traktowana preferencyjnie, jeśli chodzi o dostęp do LNG. Ten miałby być wówczas sprzedany gdzie indziej. Tu trzeba pamiętać o tym, że częścią tego dealu jest to, że Unia Europejska kupi LNG z USA za setki miliardów euro.

Reklama

Tu chciałbym wrócić do pierwszego pana pytania. Te rozwiązania regulacyjne, które zostały wdrożone niewątpliwie pozwoliły na obniżenie ryzyka, które było największym czynnikiem, który wystrzelił ceny po 2022 roku. Dzięki temu obecnie te wahania są znacznie niższe. Jednocześnie mamy sytuację, w której jeśli gaz będzie grał ważną rolę, po pierwsze w procesie dywersyfikacji zdala od surowca z Rosji, a po drugie jakkolwiek rozumianego przejściowego paliwa w procesie dekarbonizacji, to będziemy prawdopodobnie coraz bardziej zdani na łaskę Amerykanów. Podaż poza Stanami Zjednoczonymi i Katarem jest mocno ograniczona i to nawet wbrew temu, co możemy przeczytać, że można sprowadzać LNG z Angoli czy Australii. 

Pod koniec kwietnia w Dubrowniku odbędzie się szczyt Trójmorza. Nadmienię dla czytelników, że projekt Trójmorze wystartował 10 lat temu, jako taka polityczna platforma mająca zbliżać do siebie 18 krajów ze Środkowej, Środkowo Wschodniej i Południowej Europy. Wszystko po to, aby zasypywać infrastrukturalną dziurę inwestycyjną. Tak naprawdę niewiele to dało, poza tym, że Amerykanie upolitycznili tę platformę dla zregionalizowania dyskusji o dostawach amerykańskiego  , marginalizując przy tym zdanie nieufnej UE. Trójmorze nie wróciłoby do nas za drugiej prezydentury Trumpa, gdyby nie fakt, że Amerykanie próbują budować w Europie przyczółek  dla skroplonego gazu, czyli mówiąc wprost sprzedawać go jeszcze więcej niż dotychczas Europie, de facto zastępując nim gaz rosyjski. To już się dzieje. Rosnące wolumeny LNG trafiają już do regionu Trójmorza przez terminal w Świnoujściu, niebawem także w Gdańsku, oraz terminale w Grecji i Chorwacji. 

 

Oprócz Stanów Zjednoczonych widzi pan inne kierunku, które mogłyby pozwolić na zwiększenie importu LNG? 

 

Te kraje, które mają już dziś jakiś eksport, jak Mozambik czy kilka innych krajów, mierzy się obecnie z innymi problemami. Wspomniałem o Mozambiku, bo to dość nieszczęśliwy przykład kraju gdzie francuski Total przez lata próbował rozbudowywać zdolności eksportowe, na bazie projektów, które tam rozwijali. Tam było wiele dramatycznych scen, łącznie z incydentami zbrojnymi i rozlewem krwi. 

Reklama

 

Co chcę przez to powiedzieć? Chodzi o to, że nawet jeżeli gdzieś ta podaż mogłaby zostać zwiększona, aby zastępować jeden kierunek drugim, to jednocześnie te miejsca, gdzie mogłoby to nastąpić mają swoje problemy, których nie da się od tak rozwiązać. Mają te kraje swoją specyfikę regionalną, która powoduje, że te zdolności zwiększenia wolumenów są często dość mocno ograniczone. 

 

Na koniec tego wszystkiego najważniejszą rzeczą jest to, co zwykłem w ostatnim czasie w wywiadach powtarzać, jest rzecz którą usłyszałem w 2022 roku w Departamencie Energii przebywając w Waszyngtonie, że jedynym gwarantem, jak chodzi o Stany Zjednoczone, ale przez to też jakby logika ma zastosowanie też do innych miejsc, gdzie to LNG mogłoby być wtłaczane w rynek, to żeby zwiększyć podaż całościowo, systemowo i długofalowo, to jest sygnał cenowy, że to zapotrzebowanie na LNG będzie i będzie ono trwało nie kilka lat, ale dekadę czy dwie. Wszystko dlatego, że są to ogromne projekty, warte wiele miliardów dolarów, które są potrzebne po to, żeby z eksportem w ogóle wystartować. To pokazuje, że nie jest to takie proste, gdy nawet wiemy, że gdzieś ten gaz jest i będziemy go mogli w łatwy sposób zacząć transportować. Jeśli miałbym szukać miejsc, które mogą być w przyszłości tym, z którego może do nas napływać LNG jest Kanada, gdzie rozwój sektora jest dziś wyjątkowo żywy. Jednocześnie przy napięciach na linii UE-USA i USA-Kanada jest dziś Kanadyjczyków - a oni dla nas - naturalnym partnerem.

 

Wspomniał pan o tym, że powstrzymanie wzrostu cen gazu może dać zwiększenie ilości LNG w magazynach. Są inne mechanizmy, aby wpłynąć na cenę? Patrząc na nasze krajowe podwórko możemy spodziewać się obniżenia akcyzy lub podatku VAT, jak to ma miejsce przy okazji innych paliw w sprzedaży detalicznej? 

Reklama

 

Nie chciałbym tu wchodzić w rolę ekspertów z Ministerstwa Finansów, którzy niewątpliwie takie rzeczy rozważają. Bardziej skupiłbym się na tym, że nie ma czarodziejskiej różdżki. Każda akcja rodzi reakcję i jeśli teraz mamy interwencję rządową na rynku paliw, która ku uciesze społeczeństwa pozwoliła dojechać na święta tankując po 6,15 benzynę 95. To jednocześnie musimy pamiętać o tym, że budżet na tym cierpi. A budżet nie jest z gumy, więc w momencie, gdy my i tak mamy te ceny stosunkowo wysokie, jak na Unię, to wydaje mi się, że jakiekolwiek rozwiązanie, to manewry dla rządzących są mocno ograniczone. 

Oczywiście mamy taryfy dla gospodarstw domowych, ale należy się zastanowić nad tym, czy na przykład zamrożenie cen gazu dla przemysłu jest na pewno najbardziej sensownym rozwiązaniem? Oczywiście dla najbardziej newralgicznych branż może to dać jakiś jednorazowy oddech, ale długofalowo jest to nie do utrzymania, to też wiąże się z innymi makroekonomicznymi czynnikami, które wpływają na strukturę rynku długofalowo. Nawet gdyby się to wydarzyło, to byłoby to rozwiązanie ad hoc.

Należy zwrócić uwagę także na to, że gaz nie jest dla nas optymalnym elementem przy budowie naszej odporności energetycznej. Choć jest nieodzowny dla nas, ale tylko na jakiś okres. 

Bardzo mocno wzięliśmy sobie do serca, że bez gazu importowanego nie rurociągami, ale LNG dostarczanego do kraju przez gazoport w Świnoujściu, a wkrótce także przez Gdańsk, będziemy w stanie zamortyzować szok, jaki będzie związany z dekarbonizacją, do której się zbliżamy. Pamiętajmy jednak o tym, że nie ma ucieczki od elektryfikacji. Musimy robić wszystko, aby starać się progresywnie zmniejszać import gazu tak, aby stanowił on coraz mniejszy udział w naszym miksie energetycznym. Wówczas będziemy w tym wszystkim bardziej zabezpieczeni, a to przełoży się na to, że kolejne szoki cenowe - które niewątpliwie nastąpią będą mniejsze, nawet w wypadku takich sytuacji, jakich jesteśmy obecnie świadkami. 

W pierwszej kolejności to się tyczy oczywiście benzyny i oleju napędowego, bo elektryfikacja odgrywa dużą rolę w transporcie i komunikacji. Natomiast dotyczy to także innych sektorów, które są bardzo ważnym elementem całej układanki. Wydaje mi się, że nie ma już od tego ucieczki. 

Reklama

Zwrócę uwagę na to, co już się dzieje w Azji. Tam w związku z brakami dostaw surowców, co jest odczuwalne coraz bardziej w wielu branżach, bo jak wiadomo, to co się dzieje to taka bomba z opóźnionym zapłonem, toczy się coraz większa dyskusja o tym, czy w tej sytuacji nie należy znów postawić na energetykę węglową. Oczywiście ta dyskusja jest zgoła inna od tej, która toczy się w naszym kraju. Jeśli chodzi o azjatyckie kraje, to w dużej części trafia do nich węgiel australijski czy indonezyjski wydobywany w kopalniach odkrywkowych, co sprawia, że jest on o wiele tańszy niż ten z kopalni głębinowych. 

Jeśli nie będziemy skrupulatnie odchodzić od węglowodorów, to wówczas dyskusja o węglu wróci także do nas. Choć w Polsce sytuacja jest inna, bo wydobycie tego surowca nie ma sensu, ponieważ jest zbyt kosztowne. To może nie mieć jednak aż tak dużego znaczenia, bo w naszym kraju zwiększa się liczba głosów mówiących o tym, że powinno się w Polsce otwierać nowe jednostki węglowe, po to aby uniknąć szokowych sytuacji. 

 

Zobacz również: Energia elektryczna może być tańsza? Ekspert: „Potrzeba zmian systemowych, aby móc to osiągnąć”

 

W pana ocenie, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się wydłużał, to możemy odczuć w Europie braki gazu? 

Reklama

 

Regulacja, która jest implementowana pozwala na pewien manewr i odejście od sztywnej reguły, która zobowiązywała zapełnienie magazynów do 90% do 1 listopada. Wydaje się, że przez to nie będzie to aż taką bolączką, jak było to jeszcze kilka lat temu. 

 

Natomiast w zakresie zapełnienia samych magazynów, to stoimy przed testem, który będziemy musieli zdać. Musimy zwrócić uwagę na to, że na ograniczoną ilość podaży jest zwiększony popyt, w związku z tym jestem skłonny zaryzykować tezę, że będziemy robić wszystko, żeby utrzymać dobre relacje z Norwegami, skąd do naszego kraju trafia najwięcej gazu. Oczywiście musimy przyjmować import ze Stanów Zjednoczonych. 

 

W tej sytuacji jesteśmy zdani na grymas Amerykanów. Musimy pamiętać o tym, że umowy na dostawy LNG są podpisywane ze spółkami prywatnymi, nie mniej w USA polityka odgrywa ogromną rolę. Jeżeli nawet podpisujemy z nimi jakieś nowe dokumenty, to nie jest wykluczone, że w perspektywie czasu, gdy Amerykanie będą chcieli od nas coś pozyskać, to będą próbowali negocjacji na innym polu w zamian za to, że oni nam ten gaz dostarczą. 

Reklama

 

Wchodzimy w fazę, w której rynek gazu przestaje być tylko rynkiem surowcowym, a staje się polem konkurencji systemowej o ograniczone wolumeny LNG. Najbliższe miesiące będą testem jego granic. Rynek LNG jest bardzo mocno obciążony, więc czy gazu może zabraknąć? Na dwoje babka wróżyła. 

 

Dziękuję za rozmowę.

 


Kamil Markiewicz

Kamil Markiewicz

Z mediami związany od 20 lat. Zaczynał od relacjonowania lokalnych wydarzeń w regionalnych gazetach ukazujących się w województwie świętokrzyskim. Najdłużej, bo ponad dekadę pisał o sporcie na łamach dziennika Echo Dnia. W swojej dotychczasowej karierze zawodowej zajmował się nie tylko sportem. Przez ponad sześć lat współpracował z Telewizją Polską, gdzie zajmował się tematami społecznymi, gospodarczymi, politycznymi oraz sportowymi. Laureat nagrody "Talent Mediów 2022" przyznanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej za rzetelność i wszechstronne dziennikarstwo telewizyjne. Przez blisko pięć lat współprowadził audycję "Interwencja" na antenie Polskiego Radia Kielce. Pracę w magazynie FXMAG łączy z pracą w telewizji. Gospodarz programu publicystycznego "Uważam, że..." na antenie Lokalna TV. Oprócz pracy w mediach prowadzi także szkolenia z autoprezentacji.


komentarze

Komentarze

Sortuj według:  Najistotniejsze

  • Najnowsze
  • Najstarsze

Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję

Reklama
Reklama

Najnowsze

Polecane