To nie był łatwy kwartał dla amerykańskiego giganta handlu.
Droga benzyna zjada chipsy i colę
PepsiCo zaprezentowało mieszane wyniki za okres kończący się 13 czerwca, co błyskawicznie przełożyło się na nastroje giełdowe. Akcje spółki zanurkowały w porannym handlu o ponad 4%, osiadając na poziomie 137,86 USD.
Co stanęło na przeszkodzie do odtrąbienia pełnego sukcesu? Globalne zawirowania i napięcia geopolityczne wywołane wojną USA z Iranem uderzyły rykoszetem w ceny ropy naftowej. W efekcie czego, pod koniec maja, średnia cena galonu benzyny w USA osiągnęła najwyższy od czterech lat poziom 4,56 USD.
Kiedy tankowanie drenuje portfele Amerykanów, w pierwszej kolejności rezygnują oni z drobnych przyjemności. Prezes koncernu, Ramon Laguarta, przyznał wprost, że sytuacja konsumentów okazała się gorsza, niż prognozowano, a głównym winowajcą są właśnie kosmiczne ceny na stacjach paliw.
Drastyczny spadek popytu odczuły zwłaszcza sklepy typu „convenience” zlokalizowane przy stacjach benzynowych, gdzie dotychczas kierowcy odruchowo sięgali po puszkę Pepsi i paczkę Laysów.
Wykres. Kurs akcji PepsiCo.

Źródło: TradingView.
Zobacz również: Ceny paliw wystrzeliły! Drożyzna na stacjach nadchodzi? Coraz gorzej na Bliskim Wschodzie
Wall Street liczy centy, a popyt w USA tąpie
Analizując twarde dane, PepsiCo wykazało zysk netto na poziomie 2,98 mld USD (2,18 USD na akcję), co stanowi potężny wzrost w porównaniu do 1,26 mld USD rok wcześniej.
Jednak po wyłączeniu kosztów restrukturyzacji, skorygowany zysk na akcję wyniósł 2,20 USD, czyli o jednego centa mniej, niż oczekiwało Wall Street (2,21 USD).
Z kolei przychody netto wzrosły o 6,4% do poziomu 24,18 mld USD, pokonując prognozy analityków zakładające 23,95 mld USD.
W ujęciu organicznym sprzedaż skoczyła o 2,4%. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a dokładniej w wolumenie sprzedaży. Choć globalnie ilość sprzedanych produktów spożywczych wzrosła o 3%, a napojów o 2%, to rynki międzynarodowe uratowały ostateczny bilans.
W samej Ameryce Północnej doszło do tąpnięcia. Wolumen sprzedaży żywności w tym regionie stał w miejscu, natomiast w segmencie napojów zaliczył bolesny spadek o 4%. Amerykański konsument, przygnieciony inflacją, zaczął zaciskać pasa.
Zobacz również: Wstrząs na rynku ropy. ZEA opuszczają OPEC i OPEC+. Reuters ostrzega przed „chaosem”
Wojna cenowa i wielki powrót kultowych marek
Problem słabnącego popytu wewnętrznego w Ameryce Północnej ciągnie się za PepsiCo już od dwóch lat, będąc bezpośrednim skutkiem wcześniejszych podwyżek cen.
Firma próbowała już agresywnej kontrofensywy. W lutym koncern zdecydował się na odważny krok i obniżył ceny tak flagowych produktów, takich jak Lay's, Tostitos, Doritos oraz Cheetos o nawet 15%, próbując odzyskać uciekających klientów.
Sama wojna cenowa to jednak za mało, by wygrać bitwę o uwagę nowoczesnego konsumenta. PepsiCo równolegle postawiło na technologię i marketingowy lifting, odświeżając wizerunek swoich ikon, takich jak Gatorade czy Lay's. Nowy „branding” ma przyciągnąć młodsze pokolenia i tchnąć nowe życie w dojrzałe segmenty rynku.
Gigant wierzy, że gdy ceny benzyny spadną, Amerykanie znów chętniej sięgną po swoje ulubione przekąski. Pytanie tylko, jak głęboko inflacja zakorzeniła się w nawykach konsumenckich i czy lifting marek wystarczy, by wygrać z pustym portfelem.
Zobacz również: Ropa po 150 USD za baryłkę. Eksperci kreślą ponure prognozy. Ceny paliw wchodzą w „radykalny scenariusz”
Źródło: CNBC.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję