Jak zwykle pod koniec roku obrodziło prognozami. Każda firma inwestycyjna czy analityczna, która ma rzeszę wiernych klientów, jest proszona przez nich o to, aby zerknęła w swoją szklaną kulę i spróbowała ocenić, co nas czeka w nadchodzącym 2026 r. Ze skutecznością bywa różnie, niemniej nie szkodzi to temu, aby przyjrzeć się, w jakim kierunku powędrowało myślenie Wall Street.
S&P 500 na koniec przyszłego roku wyniesie 7 600 pkt
Jeżeli przyjmiemy jako bazę ostatnie kwotowanie S&P 500 przed okresem świątecznym (nieco ponad 6,9 tys. pkt) to analiza prognoz na zbliżający się rok dowodzi jednoznacznie jednego: optymizm triumfuje. Żadna firma, która podzieliła się publicznie swoimi przewidywaniami, nie sądzi, aby na koniec przyszłego roku indeks był niżej niż obecnie.
Mediana prognoz dla S&P 500 zakłada, że ta miara koniunktury na rynku akcji w USA zamelduje się na koniec 2026 r. na poziomie 7 600 pkt. Dawałoby to potencjał 9,7% wzrostu wartości indeksu. To sporo mniej niż rzeczywiście uzyskiwał S&P w ostatnich latach: +24,2% (2023), +23,3% (2024) i +17,8% (2025). Niemniej analitycy oczekują, że hossa, która została zapoczątkowana po ustanowieniu lokalnego dna w październiku 2022 r. wciąż nie wygaśnie.
Rozrzut ocen jest spory. Najbardziej sceptycznie nastawieni do rynku analitycy Bank of America i Ned Davis Research uważają, że S&P 500 wchodzi w nowy rok zasadniczo po niemal całkowitym wyczerpaniu na starcie potencjału zwyżki. Wyznaczyli oni pułap docelowy na koniec następnego roku na poziomie 7 100 pkt., co przekładałoby się na wzrost rzędu 2,5%.
Po przeciwnej stronie barykady, wśród największych optymistów usytuowali się za to Oppenheimer (8 100 pkt.), Deutsche Bank (8 000 pkt.) i Wells Fargo (7 800 pkt.). Gdyby ich nadzieje zmaterializowały się, to S&P 500 dobiłby do końca 2026 roku do poziomu 13-17% wyżej niż aktualnie.

Źródło: opracowanie własne na podstawie Bloomberga
Komu najbardziej ufać, żeby nie zawieść się?
Współczesny inwestor może być przebodźcowany natłokiem informacji, jakie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Wiele opracowań analitycznych jest sygnowane markami poważanych instytucji finansowych. Efekt aureoli, któremu podlegają nawet najbardziej racjonalne umysły, może prowadzić do zniekształconego postrzegania rzeczywistości. W końcu, jeśli niezwykle szacowna firma finansowa, działająca niejednokrotnie od dziesiątek lat, w których widziała niezliczone hossy i bessy w różnych klasach aktywów, zatrudniająca wykształcony i doświadczony personel, coś twierdzi, to może się mylić? Jak najbardziej, nikt nie ma recepty na przyszłość i nie jest wolny od pomyłki.
Analitycy są tylko ludźmi i mimo zaprzęgania do swoich obliczeń najbardziej skomplikowanych modeli ekonometrycznych nie mają zdolności do trafnego przewidywania przyszłości. Niemniej, jak to w każdej profesji, są lepsi i gorsi. Jedni mają dar jak najmniejszego mylenia się w prognozach. Analizy drugich czasami wołają o pomstę do nieba. Komu warto zaufać, a prognozy których ekspertów warto traktować z przymrużeniem oka – to ważne pytanie we wszechobecnym natłoku opracowań analitycznych.
Zobacz także: Ten rynek rośnie 40% rocznie. Eksperci szacują, że do 2030 będzie warty 300 mld dolarów. Przemysł bateryjny - jak w niego inwestować?
Żeby to ustalić przejrzałem konsensusy Bloomberga, które zostały opublikowane w grudniu każdego roku dla benchmarkowego indeksu S&P 500. Przegląd objął ostatnie trzy lata (2023-2025). Warunkiem kwalifikacji było wystawienie przez instytucję swojej prognozy punktowo przez trzy lata z rzędu. Dzięki temu zabiegowi udało się wytypować 17 podmiotów, które rokrocznie publikowały swoje oczekiwania dla amerykańskiego indeksu akcji.
W celu wyłonienia najlepiej prognozujących zastosowałem dwa podejścia. Pierwsze było uznaniowe. Jako punkt odniesienia przyjąłem wartość S&P 500, jaką indeks osiągnął na koniec każdego roku. Następnie wyliczyłem, jak znacząco prognozy ośrodków analitycznych odbiegały od rzeczywistego wyniku indeksu. Podzieliłem rezultaty na 5 zbiorów w zależności od stopnia rozbieżności w stosunku do wartości S&P 500. Firmy, które myliły się w przedziale +/- 5% dostały 5 punktów za każdy rok, +/- 5-10% 4 punkty, +/- 10-15% 3 punkty, +/-15-20% 2 punkty i w końcu najgorsi, czyli ci, którzy przeliczyli się o co najmniej 20% w jedną lub drugą stronę dostali 1 punkt. W efekcie można było zgromadzić maksymalnie 15 punktów, natomiast minimalnie 3 punkty.
Przy tak przyjętych założeniach wśród czołowej trójki najlepiej przewidujących docelowy poziom S&P 500 znalazły się Yardeni Research, Fundstrat i Deutsche Bank. Pierwsza spółka okazała się najlepsza, gdyż zgromadziła 14 punktów. Dwie pozostałe instytucje okupowały ex-aequo pozycję 2-3 (13 punktów). A zatem do sugestii tych podmiotów warto przywiązywać największą wagę, ponieważ najrzadziej myliły się w latach 2023-2025.
Na najgorszych miejscach w rankingu uplasował się Cantor Fitzgerald (7 punktów). Minimalnie lepiej (8 punktów) poradziło sobie kilka innych firm, w tym banki inwestycyjne z globalnego Top10: JPMorgan, UBS i Barclays.

Źródło: opracowanie własne na podstawie Bloomberga
Yardeni Research widzi złoto po 10 tys. dol. za uncję, jeśli S&P 500 dojdzie do 10 tys. pkt
Zaprezentowane wyżej podejście uznaniowe może nie w pełni oddawać sprawności prognostycznej poszczególnych ośrodków analitycznych. W związku z tym, żeby ostatecznie wyłonić najlepszych prognostów uszeregowałem firmy pod względem rozbieżności procentowej wobec rzeczywistego odczytu S&P 500 na koniec każdego analizowanego roku, po czym uzyskany wynik zsumowałem. Czempioni-profeci mieli najniższą wartość wskaźnika rozbieżności, a ci, którzy muszą jeszcze sporo popracować, żeby podciągnąć się w trafności przewidywania, mieli najwyższą wartość wskaźnika rozbieżności.
Ta metodologia potwierdziła wcześniejsze ustalenia, ale pozwoliła też na precyzyjne wyznaczenie miejsc firm inwestycyjnych w zestawieniu. Na pierwszym miejscu był Yardeni Research, na drugim Fundstrat, a całość trójki najlepszych uzupełniał Deutsche Bank. W przeliczeniu na jeden rok analitycy tych spółek „przestrzeliwali” prognozy nieznacznie, bo o kilka punktów procentowych.
Zupełnie inaczej sprawy miały się w przypadku Cantor Fitzgerald, JPMorgan i SocieteGenerale. Te firmy zamykały ranking, a ich eksperci przeciętnie mylili się średniorocznie o kilkanaście punktów procentowych (powyżej 15%).

Źródło: opracowanie własne na podstawie Bloomberga
W gronie trójki najlepszych najbardziej znany jest z pewnością Deutsche Bank (ticker: DBK), niemiecki bank uniwersalny o kapitalizacji rynkowej akcji w wysokości 63,6 mld euro. Dużo mniej wiedzą zapewne inwestorzy o pozostałej dwójce.
Otwiera ją Yardeni Research (YRI), nowojorski ośrodek analityczny, założony w styczniu 2007 r. przez Eda Yardeniego. Przed otwarciem własnego biznesu Yardeni pełnił funkcję głównego stratega inwestycyjnego w Oak Associates, Prudential Equity Group oraz w amerykańskim dziale akcji Deutsche Bank w Nowym Jorku. Był także głównym ekonomistą CJ Lawrence, Prudential-Bache Securities oraz EF Hutton. Do klientów YRI należą najznamienitsze tuzy profesjonalnych inwestorów finansowych (fundusze inwestycyjne, fundusze hedgingowe, family offices).
Mimo, że YRI koncentruje się na segmencie akcji, to nie stroni w ramach analizy typu cross-asset (pomiędzy różnymi klasami aktywów) od innych instrumentów finansowych. Parę dni temu Ed Yardeni wygłosił odważną tezę na temat przyszłości złota na łamach MarketWatch.
"Gdy cena uncji złota wzrosła powyżej 3 000 dolarów na początku tego roku, przewidywaliśmy, że osiągnie 4 000 dolarów do końca tego roku i 5 000 dolarów do końca przyszłego roku" – wyjaśnił w rozmowie z portale inwestycyjnym Ed Yardeni.
"Dziś wieczorem cena wzrosła ponad 4 500 dolarów. Podniesiemy nasz cel na koniec roku 2026 do 6 000 dolarów. Wciąż spodziewamy się, że do końca dekady dojdzie do 10 000 dolarów" – dodał.
Założyciel YRI przypomniał, że choć S&P 500 i złoto wydają się być krótkoterminowo odwrotnie skorelowane, to w dłuższej perspektywie podążają za tym samym trendem wzrostowym, co tłumaczy jeszcze bardziej prognozę firmy na najbliższe kilka lat. Yardeni jest zdania, że jeśli S&P 500 osiągnie poziom 10 000 do końca 2029 roku, jak się spodziewa, to złoto powinno być notowane po 10 000 dolarów.

Źródło: Yardeni Research
Dość podobnym jak YRI biznesem zajmuje się Fundstrat, wicelider rankingu. Firma została założona przez Toma Lee w 2014 r. Na swojej stronie internetowej reklamuje się jako wiodący butik badawczy, ukierunkowany na wsparcie różnorodnej klienteli, w tym inwestorów instytucjonalnych, doradców majątkowych, funduszy emerytalnych, biur rodzinnych oraz osób posiadających majątek wysokiej wartości. Lee zdobywał doświadczenie w firmach inwestycyjnych Wall Street. Zaczął od Kidder, Peabody na początku lat 90. poprzedniego wieku, później trafił do Salomon Smith Barney. Ukoronowaniem jego korporacyjnej kariery było stanowisko głównego stratega akcji w JPMorgan, skąd odszedł na swoje, żeby założyć Fundstrat.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję