Co z tą hossą na giełdzie? W zależności od tego, na jakie interpretacje danych i prognozy trafimy, możemy przeczytać o zupełnie odmiennych scenariuszach. Jedni zwiastują nadchodzący krach, a inni twierdzą, że hossa dopiero się rozkręca. Do tej drugiej grupy zaliczyć możemy analityków Morgan Stanley. Ci uważają, że notowania amerykańskich spółek w najbliższych miesiącach będą wyraźnie szły do góry. Na jakiej podstawie tak sądzą?
Tylko od początku września notowania S&P 500 skoczyły o ponad 3%. Wzrost liczony od ostatniego, poważnego krachu, który miał miejsce na początku kwietnia to już zmiana rzędu 33%.
Zdaniem analityków Morgan Stanley ta wędrówka na północ będzie przez notowania S&P 500 kontynuowana. W nowym raporcie banku przedstawiono dwa scenariusze na najbliższe miesiące. Oba zakładają, że notowania czołowych spółek z USA będą rosły. Co ciekawe, analitycy skłaniają się nawet bardziej ku temu wyjątkowo optymistycznemu.
Notowania indeksu S&P 500 z zaznaczonym prognozowanym wzrostem
✕Źródło: Trading View
Ten zakłada, że notowania S&P 500, które obecnie znajdują się na poziomie 6 615 pkt, do połowy 2026 roku osiągną pułap 7 200 pkt. Scenariusz nieco mniej optymistyczny mówi o tym, że ten poziom docelowy zostanie osiągnięty nie w połowie, a pod koniec przyszłego roku. W oby przypadkach mówimy więc o wzroście rzędu prawie 9% od obecnego poziomu. Jak widać, to już nie kwestia "czy", a raczej "kiedy".
Dlaczego notowania S&P 500 mają dalej rosnąć?
Jakie argumenty opowiadają się za takim wzrostem? Analitycy zwracają uwagę na to, że same firmy dawały sygnały sugerujące, że dobrze operuje im się w obecnej sytuacji makroekonomicznej i ma to zaprocentować w przyszłości. Fachowcy w tym wypadku wymieniają jeden konkretny wskaźnik, który dobrze odzwierciedla kondycję spółek i nadzieje z tym związane:
Reklama
Naszą pewność wzmacnia gwałtowne odbicie w szerokości rewizji prognoz zysków, o czym szczegółowo pisaliśmy w ostatnich miesiącach. Ponieważ tempo zmian w prognozach zysków, mierzone szerokością rewizji EPS, tak wyraźnie się poprawiło, jest jasne, że firmy ogólnie lepiej postrzegają otoczenie operacyjne, a nie gorzej. Jak pokazaliśmy w zeszłym tygodniu, 3-miesięczna zmiana w szerokości rewizji osiągnęła +35%, poziom charakterystyczny wyłącznie dla wczesnych faz cyklu - czytamy w raporcie Morgan Stanley
Dodatkowo giełdowe wzrosty mają być napędzane przez konsekwentny wzrost produktywności AI, a także pozytywną dźwignię operacyjną spółek. Nie bez znaczenia ma być też wciąż słaba kondycja dolara.
Od kwietnia pojawiają się obawy związane z recesją. Sądzono, że nowy porządek handlowy, który wprowadził Donald Trump, na tyle zdestabilizuje gospodarkę, że doprowadzi to do tego przykrego zjawiska. Ostatecznie do pełnej recesji nie doszło i zdaniem analityków Morgan Stanley już nie dojdzie, przynajmniej w klasycznym wydaniu.
W raporcie czytamy bowiem o tzw. toczącej się recesji. Należy to rozumieć jako spowolnienie gospodarcze, które nie obejmuje wszystkich sektorów naraz, a raczej "przetacza" się z jednego na drugi. W efekcie nie dochodzi do załamania całej gospodarki, a do kilku pomniejszych kryzysów w poszczególnych branżach. Jak uważają fachowcy, jesteśmy już za szczytem tego zjawiska. Teraz mamy wchodzić w tzw. toczące się ożywienie, które jest zjawiskiem przeciwnym.
Reklama
Co może pójść nie tak?
Co w takim razie musiałoby się zadziać, by wzrostowy scenariusz dla S&P 500 nie sprawdził się? W raporcie wymieniono też potencjalne zagrożenia dla takiego rozwoju wydarzeń. Wśród nich znalazła się zmiana podejścia Fed ws. polityki monetarnej. Gdyby cykl cięć okazał się mniej intensywny od przewidywanego, odbiłoby się to także na giełdowych notowaniach spółek.
Poza tym analitycy wspominają także o giełdowych okresach, które zawsze są sezonowo słabsze. Jeśli te okazałyby się wyjątkowo kiepskie, mogłyby w dalszej perspektywie spowolnić wzrost notowań S&P 500.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję