Giełdowa dominacja
Najpierw zobaczmy sobie, jak dużą przewagę na giełdzie ma sektor infrastruktury AI. Tę sprawę w jednym ze swoich ostatnich raportów przeanalizował Goldman Sachs. Zerknijmy na kluczowy wykres.
Punktem odniesienia na poziomie 100 są notowania głównego indeksu S&P 500. Spółki odpowiedzialne za zwiększanie produktywności AI tylko nieznacznie przewyższają go swoimi notowaniami. Lepszy wynik mają giganci odpowiedzialni za finansowe nakręcanie wykresu, czyli właśnie spółki takie jak Amazon, Microsoft czy Meta.
Ich notowania są większe od bazowego indeksu o 45%. No i wydawać by się mogło, że spośród całego grona spółek zajmujących się sztuczną inteligencją powinien być to najlepszy wynik. Ale nie jest. Nie jest nawet blisko najlepszego. Jak widać po fragmencie zaznaczonym czerwonym kwadratem, absolutnym sektorowym liderem wzrostów jest właśnie ten zajmujący się infrastrukturą AI.
Spółki do niego zaliczane przebiły notowania S&P 500 o 115%, licząc od grudnia 2023 roku! To oznacza, że gdybyś zainwestował wtedy tylko w ten wąski sektor, zamiast w cały indeks, to dzięki tej decyzji zwrot z inwestycji byłby dziś ponad dwukrotnie większy. Jak widać, jeszcze w okolicach grudnia ubiegłego roku, ich wzrost był porównywalny z gigantami.
Od tamtego czasu jednak ich ścieżki rozjechały się niczym te Vina Diesla i Paula Walkera w siódmej części Szybkich i Wściekłych. No i tu warto zadać sobie kluczowe pytanie: Dlaczego tak się stało? Dlaczego sektor infrastruktury AI nie zaliczył żadnego spowolnienia wzrostu, a wręcz przyspieszył?

Giganci inwestują na potęgę
Za tym fenomenem stoją właśnie te spółki, które są zaliczane do gigantów technologicznych. To bowiem one podpisują coraz to kolejne, gargantuiczne wręcz kontrakty na infrastrukturę AI, która jest tym większym firmom potrzebna do rozwijania i utrzymywania swoich projektów. Na początku gorączki AI spółki skupiały się bowiem głównie na trenowaniu modeli, by były one jak najbardziej użyteczne.
Gdy się takie stały, przyszedł czas na zadbanie o to, by mogły funkcjonować powszechnie, w zasadzie w każdym domu. A żeby móc to zrobić trzeba tworzyć infrastrukturę, która to wszystko utrzyma na swoich barkach. Ta tania nie jest, a potrzeba jej coraz, coraz więcej. Rzućmy więc okiem na kwoty inwestycji, bo powiedzieć, że rosną jak na drożdżach, to jak nic nie powiedzieć.
Wydatki Capex, czyli po prostu wydatki inwestycyjne czołowych spółek giełdowych z wyścigu, tu mam na myśli Amazon, Meta, Microsoft oraz Alphabet, wyniosły w 2025 roku około 370 miliardów dolarów. W tym roku kwota ta planowo ma zostać niemalże podwojona. Według prognoz spółek, łącznie mogą one wydać 640 miliardów dolarów.
Liderem jest Amazon, który sam ma zamiar wydać 200 miliardów dolarów. Dynamiczny wzrost tych wydatków dobrze widać na tym wykresie. Tu bardzo ważna uwaga, kwoty te to ogólne wydatki inwestycyjne firm, a nie tylko wydatki na inwestycje w AI. Niemniej, według konsensusu analityków spółki z czołówki wydają średnio ponad 75% tych kwot na same inwestycje w AI.
No, a przecież ten sektor to nie tylko te 4 spółki. Inne firmy także inwestują ogromne jak na swoje możliwości pieniądze. Morgan Stanley przewiduje, że łączny Capex w 2026 roku wyniesie 740 miliardy dolarów. Oznaczałoby to wzrost o aż 68% w ujęciu rocznym.
Te kwoty już trudno objąć rozumem, a to dopiero początek. Globalna firma doradcza McKinsey sporządziła raport, w który zaprognozowała, jak te wydatki inwestycyjne mogą rosnąć do końca tej dekady. Tu kolejna ważna uwaga, prognozy te dotyczą capexu na samo AI. Według scenariusza bazowego, czyli tego najbardziej prawdopodobnego, mają one do 2030 roku wynieść 5,2 biliona dolarów!
A scenariusz akcelerowany, zakładający przyspieszenie tempa wyścigu AI, mówi o wydatkach rzędu 7,9 biliona dolarów! Mowa o skumulowanych wydatkach do końca dekady, a nie rocznych wynikach.
Czołowe spółki technologiczne wydają na inwestycje w AI szacunkowo około połowę wszystkich swoich przychodów. Choć zarabiają mnóstwo, te kwoty przestały wystarczać, by utrzymać się w peletonie wyścigu. Spółki zaczęły więc finansować swoje inwestycje z emitowanych obligacji, z których wcześniej korzystały znacznie rzadziej. Rzućmy okiem na zmianę tego trendu.
Według danych Bank of America tzw. Wielka Piątka, czyli Amazon, Meta, Alphabet, Microsoft i Oracle w latach 2020-2024 emitowały łącznie obligacje o średniej rocznej wartości na poziomie 28 miliardów dolarów. W 2025 roku kwota ta skoczyła do 121 miliardów dolarów. Tylko przez 3 ostatnie miesiące 2025 roku wyemitowano obligacje o łącznej wartości 90 miliardów dolarów.
Widać, w jakim tempie trend zaczął przyspieszać. A w 2026 roku zrobiono kolejny krok milowy w tym kierunku. Alphabet w lutym wyemitował obligacje o stuletnim terminie zapadalności! W 3 doby zebrał dzięki temu około 32 miliardy dolarów. To pierwsza „stulatka” w branży technologicznej w tym wieku. Ostatnią w 1997 roku emitowała Motorola. C
o więcej, będąc w gronie emitentów stuletnich obligacji Alphabet dołączył do bardzo wąskiego kręgu - znajdują się w nim między innymi rząd Meksyku, francuski państwowy koncern energetyczny EDF, Uniwersytet Oksfordzki czy fundacja Wellcome Trust. Innymi słowy, rynek dziś wycenia Alphabet jako quasi-państwo - zakłada, że firma będzie istniała i wypłacała kupony przez kolejne sto lat, czyli tak długo, jak istnieją niezależne państwa. To rzadko spotykany wyraz zaufania do giganta technologicznego.
A na tym nie koniec, bo te spółki szukają także innych sposobów rozliczenia swoich wydatków na AI tak, by niekoniecznie trzeba było wpisywać je w CapEx. Spółki znajdują także sprytne rozwiązania, dzięki którym takie inwestycje można zaliczać jako OpEx, czyli bieżące koszty operacyjne. Dobrym przykładem są tu ostatnie działania, jakich podjęła się Meta. Ta wraz z Blue Owl Capital założyła joint venture, czyli wspólne przedsięwzięcie kapitałowe. To ono wyemitowało obligacje warte 27 miliardów dolarów.
Pozyskane pieniądze przeznaczono na budowę centrum danych AI w Luizjanie. Później Meta wzięła to centrum w leasing, dzięki czemu operacja jest wliczana w koszty operacyjne, a sam dług nie należy do Mety. Podobne działania podejmują też inne spółki. Z analizy Moody’s opublikowanej w lutym tego roku wynika, że ten trend wyraźnie się rozkręci. Spółki z Wielkiej Piątki miały już na przyszłość zakontraktować leasingi o sumarycznej wartości 662 miliardów dolarów.
Nie możemy też zapominać o tym, że giganci szukają dodatkowych funduszy na inwestycje AI w umowach z dotychczasowymi pracownikami. Jak czytamy na łamach The Economist, ostatnie redukcje etatów w kadrach gigantów to właśnie kolejny ze sposobów, by pozyskać dodatkowy kapitał na inwestycje. Meta zapowiedziała zwolnienie około 10% swoich pracowników, a Microsoft oferuje program dobrowolnych odejść, który ma objąć około 7% kadry. Najgłośniej było jednak o tym co zrobił inny członek Wielkiej Piątki, czyli Oracle. Spółka w kwietniu ogłosiła, że zamierza pozbyć się aż 30 tysięcy pracowników ze wszystkich globalnych oddziałów. To około 18% całej kadry!
Ta decyzja jest o tyle szokująca, że według doniesień pracowników została im przedstawiona nagle, zwykłym mailem wysłanym o 6.00 rano. Dziesiątki tysięcy niczego nieświadomych osób rano w pracy otworzyło skrzynkę tylko po to, by dowiedzieć się, że ich stanowisko jest likwidowane. Nie ma wątpliwości, że można było to zrobić w troszkę bardziej taktowny sposób.
Jak widać, giganci są gotowi zrobić bardzo dużo, by zainwestować jak najwięcej w rozwój swoich segmentów zajmujących się sztuczną inteligencją. Zaczynają się jednak pojawiać obawy, czy takie tempo pompowania pieniędzy w inwestycje nie jest zbyt duże. Niepokój wśród inwestorów wzbudziły szczególnie niedawne doniesienia Wall Street Journal dotyczące OpenAI. Spółka miała osiągnąć przychody mniejsze od oczekiwanych. Członkowie zarządu, na czele z dyrektor finansową Sarą Friar mają powątpiewać czy w związku ze zbyt wolno rosnącymi przychodami spółce uda się spłacić przyszłe zobowiązania zaciągnięte właśnie na poczet pozyskania kolejnych mocy obliczeniowych.
W efekcie doszło nawet do niewielkiej korekty spółek z sektora sztucznej inteligencji. Jednak kilka dni później, największe spółki takie jak Meta, Amazon czy Alphabet publikowały swoje wyniki i większość z nich wręcz podwyższyła swoje planowane wydatki inwestycyjne na 2026 rok. Jak widać, mimo obaw pieniądze nie przestają płynąć.
Spółki, które na tym zarabiają
To dobry moment, by skupić się właśnie na tych spółkach. W jakich branżach działają? McKinsey wyszczególnia przede wszystkim 3 rodzaje firm, które odpowiadają za infrastrukturę AI. Pierwsi z nich to budowniczy, odpowiedzialni zarówno za same budynki oraz drogi, jak i za instalacje wewnątrz nich. Te wszystkie moce obliczeniowe trzeba zamknąć w jakichś budynkach, choć SpaceX i Amazon już mają plany, by centra danych tworzyć w kosmosie, w konstelacjach satelit.
Zanim jednak do tego dojdzie, ktoś musi stawiać fundament, elewacje, budować drogi. I może generować z tego ogromne przychody. Weźmy na tapet to wcześniej omawiane gigantyczne centrum danych w Luizjanie o wymownej nazwie Hyperion, z którego korzystać będzie Meta. Jego budowa to obecnie jedno z największych przedsięwzięć budowlanych w Ameryce. Na powierzchni 910 hektarów powstaje 9 budynków, przy których każdego dnia pracuje około 5 tysięcy robotników. Do stworzenia tej podstawowej infrastruktury zakontraktowano 3 firmy – Turner, DPR i Mortenson.
Tych firm akurat na giełdzie nie znajdziemy, nie są publiczne. Ale na rynku akcji są inne spółki deweloperskie, które specjalizują się w budowaniu infrastruktury pod centra danych. Dobrym przykładem jest Sterling Infrastructures. Zajmuje się głównie przygotowywaniem gruntu pod takie inwestycje, fundamentami oraz drogami dojazdowymi. Jej akcje od początku roku podrożały o ponad 50%. Rekomendacje wydawane dla tej spółki przez różnych analityków są jednogłośne. Na 6 fachowców, którzy wydali opinię, wszystkie brzmiały „kupuj”.

W tej pierwszej kategorii wspomnieć warto jeszcze o Emcor. To największa firma specjalizująca się w instalacjach elektrycznych i mechanicznych w USA. Innymi słowy, gdy technologiczny gigant stawia centrum danych, ktoś musi w nim poprowadzić kilometry kabli zasilających oraz instalacje odpowiadające za chłodzenie wszystkich procesorów i chipów. Właśnie tym zajmuje się Emcor.
Z uwagi na swoją politykę biznesową spółka nie podaje konkretnych nazw firm, z którymi współpracuje, ale wiemy, że w tym gronie znajduje się kilka firm z największych 10 operatorów centrów danych. Zresztą, nie trzeba koniecznie znać nazw tych klientów, by wiedzieć, że Emcor ma ręce pełne roboty. Świadczy o tym ich portfel przyszłych zamówień, czyli tzw. backlog. Ten za pierwszy kwartał tego roku był rekordowy w historii spółki i wyniósł ponad 15,5 miliarda dolarów. W ujęciu rocznym to skok o 32%. Nic więc dziwnego, że od początku roku Emcor radzi sobie na giełdzie naprawdę nieźle. W tym czasie jego akcje podrożały o ponad 40%. A co z rekomendacjami? Na 9 fachowców wydających opinie na temat tej spółki, 6 mówi „kupuj”, a 3 „trzymaj”.

Druga kategoria to dostawcy energii. Tej do zasilenia centrów danych, które mają powstać potrzeba bardzo, ale to bardzo dużo. Jensen Huang mówił o tym wielokrotnie. Stwierdził publicznie, że to właśnie niedobór energii jest głównym ograniczeniem dla rozwoju AI. W viralowym podcaście Joe Rogana mówił, że za 6-7 lat lokalny reaktor jądrowy zasilający sztuczną inteligencję będzie czymś zupełnie normalnym. Wręcz naciska na to, by centra były zasilane własnymi niezależnymi źródłami, bo podłączenie ich do głównej sieci może spowodować jej destabilizację. Już nie brakuje firm, które takie lokalne rozwiązania energetyczne starają się dostarczać.
Jedną z nich jest na przykład notowana na nowojorskiej giełdzie Oklo. Spółka tworzy niewielkie, szybkie reaktory chłodzone ciekłym metalem. W styczniu podpisała gigantyczny kontrakt z Meta na zapewnienie 1,2 gigawatów energii dla centrum danych w Ohio. Giełdowy szał na tę spółkę miał miejsce w zeszłym roku. Kurs jej akcji od kwietnia do października wzrósł o około 700%! Od tamtego czasu przeszedł jednak korektę i dziś jest o 62% niżej niż w szczycie. Niemniej i tak najwięcej rekomendacji wydawanych dla tej spółki mówi „kupuj”.

Inny, w zasadzie koronny przykład w tej niszy to Bloom Energy. Spółka wytwarza energię dzięki technologii ogniw paliwowych, której zaletami są możliwość łatwego skalowania i niezawodność. Ale na czym dokładnie polega ta technologia? Opiera się ona na ogniwach z tlenku stałego, które przetwarzają gaz ziemny na prąd bez spalania - dzięki czemu osiągają wyższą sprawność niż klasyczne turbiny gazowe i emitują znacznie mniej zanieczyszczeń. Co najważniejsze dla gigantów technologicznych, Bloom dostarcza 50 megawatów mocy w 90 dni - podczas gdy podłączenie nowego centrum danych do amerykańskiej sieci energetycznej zajmuje od 2 do 5 lat. To różnica, która decyduje o tym, kto pierwszy uruchomi swoje moce obliczeniowe.
Dzięki tej technologii Bloom Energy już ma na swoim koncie podpisane ogromne kontrakty z wielkimi firmami, z czego najważniejszą jest współpraca z Oracle. Ta umowa ma być warta około 13 miliardów dolarów i w jej ramach Bloom Energy ma zapewnić 2,8 gigawata energii. Głównie dzięki ogłoszeniu tej współpracy kurs Bloom Energy tylko w kwietniu skoczył o 120%! W rok akcje podrożały o, uwaga, ponad 1500%! Zerknijmy więc na rekomendacje dla tej spółki. W jej wypadku znajdziemy najwięcej tych, które mówią „trzymaj”, ale niemało jest też tych sugerujących „kupuj”.

Chipy, chipy, więcej chipów
Trzecia kategoria spółek odpowiadających za infrastrukturę AI to dostawcy technologii, w postaci głównie wyspecjalizowanych chipów, dzięki którym centra danych są tym, czym są. W tym gronie znajdziemy sporo większych spółek, których już nie trzeba nikomu przedstawiać tak jak tych wcześniejszych. Mamy tu na przykład spółkę o największej giełdowej kapitalizacji na świecie, czyli Nvidię. Oprócz niej AMD, Intel, Broadcom czy TSMC. Tu warto jednak wspomnieć o ważnym rozróżnieniu. Nvidia i AMD zajmują się projektowaniem chipów, ale fizycznie ich nie produkują. Tym specjalizuje się właśnie TSMC.
I to ta spółka, jak czytamy na łamach renomowanego Motley Fool, „trzyma kluczyki do zapłonu supersamochodu, jakim jest sztuczna inteligencja”. Odpowiada bowiem za około 70% całej globalnej produkcji chipów, a jeśli pod uwagę weźmiemy tylko te najbardziej zaawansowane, to mowa już o około 90%. TSMC z uwagi na szalony wręcz popyt już pracuje na pełnych obrotach, a to i tak nie wystarcza. Prezes firmy C.C. Wei mówił niedawno, że podaż jest bardzo napięta i niestety nie ma dróg na skróty. Budowa kolejnej fabryki, która byłaby w stanie produkować tak zaawansowane podzespoły, trwa od 2 do 3 lat i nie da się tego ścisnąć do kilku miesięcy, nawet jeśli giganci technologiczni będą naciskać na to jeszcze mocniej.
Niemniej, pojawiają się analizy, z których wynika, że producenci chipów, w tym TSMC, nie dostosowują swoich wydatków inwestycyjnych do potrzeb rynkowych. The Economist przeliczył, jak wzrost wydatków inwestycyjnych u gigantów prezentował się w porównaniu ze wzrostem tych samych wydatków u dostawców infrastruktury AI. Podczas gdy ten pierwszy w latach 2024-2026 wzrósł o 190%, to ten drugi już tylko o 45%. Tę rozbieżność zaprezentowano na poniższym wykresie.

Wielkość kół, to kapitał przeznaczony na wydatki inwestycyjne. Im więcej pieniędzy się w nie pompuje, tym większe koło, dlatego też w górnym rzędzie, giganci technologiczni mogą się pochwalić największymi kołami. Z kolei umiejscowienie tych kół na osi poziomej pokazuje, o ile procent te wydatki zwiększyły się w 2 lata. Koła gigantów są wyraźnie bliżej prawej strony, bo wzrost wydatków był wyraźny. Z kolei producenci półprzewodników, ci drudzy od dołu, nie dość, że mają mniejsze koła, czyli mniejsze wydatki, to jeszcze umiejscowione bliżej lewej strony, co oznacza mniejszy wzrost.
Mało tego, taki Intel znalazł się wręcz po ujemnej stronie, co oznacza, że w tym czasie jego wydatki inwestycyjne zmalały. The Economist zaznacza, że to nie do końca kwestia braku możliwości. To wynik roztropności. Producenci sprzętu obawiają się bowiem nadmiernej rozbudowy i w konsekwencji późniejszego braku możliwości wykorzystania nadmiernych mocy produkcyjnych. Innymi słowy, gdyby popyt na ich usługi opadł, nie chcą później zostać z dodatkowymi liniami produkcyjnymi jak Himmilsbach z angielskim.
Niestety, ten pragmatyzm również może przynieść negatywne efekty. W wyniku podaży nie nadążajacej za popytem chipy i komponenty już wyraźnie drożeją. To z kolei przekłada się na niższą stopę zwrotu z inwestycji w AI. W pewnym momencie może to doprowadzić do tego, że wyniki gigantów technologicznych rozjadą się z oczekiwaniami za bardzo, doprowadzając do giełdowego krachu. Niedawno Amazon, Meta, Alphabet i Microsoft publikowały swoje kwartalne wyniki jednego wieczora. Te ogólnie rzecz ujmując rynek, zadowoliły lub chociaż nie zmartwiły. Nie można jednak wykluczyć, że taki zawód prędzej czy później nadejdzie, a wówczas będą to złe wiadomości zarówno dla gigantów, jak i wszystkich spółek odpowiadających za infrastrukturę AI.
Zobacz również: Giełda w 2026 szykuje niespodziankę? „Inwestorzy powinni upewnić się, że ich portfele są przygotowane na trend wzrostowy”
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję