Kamil Markiewicz (FXMAG): Jak można ocenić to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie? Jakich działań ze strony Iranu, Izraela i Stanów Zjednoczonych możemy spodziewać się w najbliższym czasie?
dr Przemysław Furgacz (ekspert od stosunków międzynarodowych i spraw gospodarczych, dziekan Wydziału Nauk Społecznych i Technicznych Akademii Nauk Stosowanych w Ostrowcu Świętokrzyskim): To, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, to bardzo zła wiadomość dla Polski. Dlaczego? Z czterech powodów. Po pierwsze, jeżeli wybuchnie wielka wojna na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Zatoce Perskiej, to możemy się spodziewać znacznych wzrostów cen ropy naftowej. Być może jesteśmy u progu trzeciego wielkiego kryzysu naftowego. Pierwszy był w 1973 roku, kiedy była wojna Jom Kippur. Wtedy w ciągu pół roku ceny ropy wzrosły o 300-400%. Drugi kryzys miał miejsce w 1979 roku podczas irańskiej rewolucji islamskiej i początku wojny iracko-irańskiej. Wówczas w ciągu roku ceny ropy wzrosły dwukrotnie. Nie wiadomo czy teraz znów nie będziemy mieli z tym do czynienia. Polska importuje ponad 98% ropy naftowej, którą zużywa. Zawirowania na rynku tego surowca byłyby olbrzymim ciosem dla naszej gospodarki.
Po drugie, Rosja żyje z eksportu ropy naftowej. Lwia część budżetu tego kraju oparta jest właśnie na eksporcie tego surowca. Ktoś kiedyś powiedział, że do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Te słowa są najczęściej przypisywane Napoleonowi Bonaparte, Raimondo Montecuccoliemu lub Gianowi Giacomo Trivulzio. Nie wiem, kto jako pierwszy wypowiedział te słowa, ale wiem, że miał rację. Jeżeli ceny ropy naftowej będą rosły, to Rosja będzie miała mnóstwo pieniędzy na dalsze prowadzenie wojny przeciwko Ukrainie, na zbrojenia, co z oczywistych względów dla nas, dla Polaków byłoby niekorzystnym scenariuszem.
Czytaj też: To dlatego cieśnina Ormuz jest ważna. Kto ucierpi na jej blokadzie?
Po trzecie, jeśli Stany Zjednoczone będą zaangażowane w wojnę na Bliskim Wschodzie, to przekierują dostawy amunicji, uzbrojenia, sprzętu wojskowego, pomocy materialnej, która do tej pory trafiała na Ukrainę do Izraela. To zaś wprost będzie powodować, że Ukraina będzie stawać się coraz słabsza. A to może doprowadzić w którymś momencie nawet do przełamania frontu w trakcie którejś z rosyjskich ofensyw. To z kolei może przełożyć się na zdobywanie terenu przez Rosję w szybszym tempie niż to się działo dotychczas.
Po czwarte, wielka wojna na Bliskim Wschodzie będzie wiązała się z bardzo wysoką liczbą ofiar i rozpoczęciem kolejnego kryzysu migracyjnego. Uchodźcy z Bliskiego Wschodu będą uciekać do Europy, do Europy Zachodniej. Na pewno wywiad rosyjski i białoruski postarają się o to, aby destabilizować Polskę. Służby tych państw będą chciały doprowadzić do sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia w 2021 roku, gdy uchodźcy przeprowadzali „szturmy” na naszą wschodnią granicę z terenu Białorusi.
Jaka może być odpowiedź Iranu po włączeniu się do wojny USA? Czy takie kraje, jak: Bahrajn, Katar, Syria, Irak i Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie USA ma swoje bazy wojskowe mają się czego obawiać?
Iran ma kilka możliwości odwetowych. Jak donoszą media, a konkretnie NBC News, podczas szczytu G7 (szczyt odbył się w dniach 15-17 czerwca 2025 roku w Kanadzie - przyp. red.) prezydent Trump za pośrednictwem któregoś z przywódców dostał informację od władz Iranu, że jeżeli odważy się zaatakować któryś z trzech obiektów nuklearnych w Iranie, to uruchomione zostaną komórki: dywersantów, sabotażystów, terrorystów, które pozostawały uśpione, a przebywają na terenie Stanów Zjednoczonych.
To trzeba wyjaśnić, bo większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że podczas prezydentury Bidena kilka milionów ludzi przekroczyło granicę USA, głównie z terytorium Meksyku. Większość z nich stanowią osoby, które chcą podjąć relatywnie dobrze płatną z ich punktu widzenia pracę w Ameryce. W tej grupie znaleźli się jednakże także przestępcy z kartelów narkotykowych itp. W tym tłumie wywiady chiński, rosyjski, wenezuelski, kubański, irański, Hezbollah powiązany bardzo mocno z Iranem, ukrył multum: szpiegów, dywersantów, sabotażystów i terrorystów, którzy rozpierzchli się po całym terytorium Stanów Zjednoczonych. Te uśpione komórki znajdują się w małych miejscowościach i dużych miastach czekając jedynie na sygnał do działania. To jest jedna z mocnych opcji, jaką posiada Iran. Hezbollah ma znacznie większy zasięg, niżby można się było tego spodziewać. Przedstawiciele tej organizacji zamieszkują kraje lub regiony świata, które w żaden sposób nie są z nią kojarzone, jak na przykład: Afrykę Subsaharyjską i Ameryka Łacińską, a to z powodu licznej diaspory libańskiej, która zamieszkuje też kraje Ameryki Łacińskiej.
Drugim narzędziem odwetowym, który posiada Iran jest zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą odbywa się około 20% dziennego transportu ropy naftowej. Jeżeli zostanie zablokowany ten strategicznie ważny szlak komunikacyjny, to tylko część ropy i gazu ziemnego może być przekierowane znad Zatoki Perskiej, z prowincji Asz-Szarkijja w Arabii Saudyjskiej ropociągami i gazociągami nad Morze Czerwone.
Iran ma jeszcze inną możliwość, może zintensyfikować ataki Ruchu Hutich (Ansar Allah) w Jemenie, który jest położony nad Zatoką Adeńską, Morzem Czerwonym i cieśniną Bab al-Mandab, również strategicznie ważnym kanałem żeglugowym łączącym Zatokę Adeńską z Morzem Czerwonym prowadzącym do Kanału Sueskiego.
Wydaje mi się, że gdyby do tego doszło to marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych zdecydowanie zareaguje i zaminowanie wód przez Iran długo nie potrwa. Nie mniej jednak, jeśli Chiny lub Rosja pomogą Iranowi, na przykład dostarczając mu broń, to nie zdziwiłbym się, gdyby doszło do bitew morskich na tym obszarze.
Trzecią opcją, która wydaje mi się najbardziej prawdopodobna jest uderzenie na bazy amerykańskie znajdujące się w regionie. Atak może nastąpić na mniejsze bazy wojskowe rozmieszczone na terenie Iraku i Syrii. Izrael przeprowadzając naloty prawie na pewno przelatywał przez przestrzeń powietrzną Syrii i, choć nie możemy wykluczyć, że część samolotów mogła startować też z Azerbejdżanu. Wydaje się jednak, że lwia część Hejl ha-Awir – sił powietrznych Izraela – przelatywały przez obszar powietrzny obu państw, czyli Iraku i Syrii.
Największe dwie bazy USA na Bliskim Wschodzie znajdują się w Katarze, ale nie wydaje mi się, żeby na tym etapie konfliktu Iran odważył się je zaatakować. Jeśli miałbym wskazać, gdzie na tym etapie wojny Iran może uderzyć, to wskazałbym amerykańskie bazy w Iraku.
Uważam, że na tym może się nie skończyć. Spodziewałbym się także ataków terrorystycznych, dywersyjnych, sabotażowych na obiekty infrastruktury krytycznej Stanów Zjednoczonych. W grę wchodzą także ataki na “cele miękkie”. 4 lipca w USA obchodzony jest Dzień Niepodległości. Tego dnia będą się odbywały różne parady i imprezy plenerowe, które mogą zostać zaatakowane na przykład przy użyciu dronów. Podobna sytuacja może tyczyć się innych imprez masowych, jak na przykład mecze futbolu amerykańskiego czy baseballu. Przykładem jest atak Ukraińców w słynnej operacji “Pajęczyna” przeprowadzonej na początku czerwca. Wówczas atak odbył się przy pomocy komercyjnych, małych dronów. Aby spowodować panikę i wzajemne tratowanie się ludzi nie potrzebna jest ogromna eksplozja. Wystarczy mały ładunek wybuchowy, a skutki mogą być znaczne.
Zobacz również: USA bombarduje Iran. Takie mogą być rynkowe konsekwencje ataku
Chciałem zwrócić uwagę jeszcze na jeden kluczowy aspekt. Amerykanie zbombardowali trzy obiekty nuklearne w Iranie, ale nie mamy żadnych informacji o promieniowaniu radioaktywnym lub skażeniu promieniotwórczym. W mojej opinii powinno, choćby w stopniu minimalnym do tego dojść. W związku z tym, że nie ma takich doniesień uważam, że albo jest to utrzymywane w tajemnicy, czego nie można wykluczyć, bo pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Istnieje też taka możliwość, że Irańczycy, którzy spodziewali się tego ataku, zapasy zgromadzonego uranu i innych materiałów promieniotwórczych w tajemnicy wywieźli z tych ośrodków do innych lokalizacji. Jeśli ten drugi scenariusz byłby prawdziwy, to okazałoby się, że ten cios zadany Iranowi nie jest tak dotkliwy, jak informują o tym amerykańskie władze. Należy pamiętać, że aby zniszczyć irański program nuklearny całkowicie, to trzeba byłoby zniszczyć także położoną nad Zatoką Perską elektrownię jądrową w mieście Buszehr, która może zostać przestawiona na produkcję izotopu plutonu-238, z którego można stworzyć broń jądrową. Iran mógłby odpowiedzieć ewentualnym atakami na izraelski reaktor jądrowy w Dimonie na pustyni Negew.
Należy pamiętać jednak, że takie ataki niosłyby za sobą ogromne konsekwencje w postaci skażenia powietrza i wód Zatoki Perskiej, z których korzystają państwa położone na południowo-zachodnim wybrzeżach tego akwenu, pobierają i odsalają wodę z Zatoki Perskiej, aby korzystać z niej do celów spożywczych. To mogłoby doprowadzić do katastrofy humanitarnej na ogromną skalę.
Czy konflikt może rozlać się na kraje regionu?
Niestety istnieje taka możliwość. Rzekłbym nawet, że jest to całkiem prawdopodobne. Wszyscy czekają na postawę Chin i Rosji. Jeśli te państwa zdecydują się na wsparcie napadniętego Iranu, to może się to przerodzić w poważny konflikt w regionie. A pamiętajmy, że i Turcja miałaby wiele do powiedzenia w tej sprawie. Należy pamiętać o tym, że około 90% irańskiej ropy trafiało właśnie do Państwa Środka. Przed izraelskim atakiem 13 czerwca, Iran dziennie eksportował około 1,7 mln baryłek ropy naftowej. Teraz mówi się, że jest to zaledwie 100 tys. baryłek. 14% ropy naftowej zaimportowanej przez Chińską Republikę Ludową w ubiegłym roku to ropa sprowadzona z Iranu.
Należy zwrócić uwagę na to, o czym nie mówi się nie tylko w polskich, ale także światowych mediach. Gdy nastąpiły uderzenia dekapitacyjne, czyli gdy doszło do zabicia irańskich generałów i wysokich rangą dowódców, którzy nocowali w swoich domach, nie byli tam sami. Towarzyszyły im rodziny, które także zginęły w tym ataku. Odwet może być bardzo dotkliwy, skierowany w przywódców politycznych i wojskowych Izraela i Stanów Zjednoczonych, a także ich rodziny.
Czy Iran może uderzyć w okręty marynarki wojennej znajdujące się w Zatoce Perskiej i na Morzu Śródziemnym?
Jeśli Amerykanie dalej będą przeprowadzać ataki na Iran, to jest to możliwe. Uważam, że jeśli do tego typu ataków dojdzie, to będą one skierowane nie na okręty znajdujące się na Morzu Śródziemnym, a na te znajdujące się na Morzu Czerwonym, w Zatoce Adeńskiej, Zatoce Omańskiej, Morzu Arabskim i w okolicy cieśniny Ormuz.
Czy do konfliktu mogą zostać włączeni członkowie NATO? Co prawda, na razie nie ma przesłanek do aktywowania artykuły 5. sojuszu, ale co w przypadku ataku na Stany Zjednoczone?
Waszyngton, jeżeli dojdzie do poważnego, odwetowego ataku, to na pewno nie chciałby pozostać w tej walce sam. Wolałby, żeby europejscy sojusznicy stanęli po stronie Stanów Zjednoczonych. Należy jednak zauważyć, że to Izrael zaatakował jako pierwszy Odnoszę wrażenie, że Iran w ogóle do tej wojny nie parł.
Izrael już wcześniej atakował Iran. W październiku 2024 roku było to uderzenie lotnicze na systemy obrony przeciwlotniczej. Jeszcze wcześniej, 1 kwietnia 2024 roku był atak na irańską placówkę dyplomatyczną w Damaszku w Syrii. Nawet w czasie Zimnej Wojny, Sowieci i Amerykanie nie niszczyli sobie wzajemnie placówek dyplomatycznych, a Izrael się tego czynu dopuścił. Odpowiedź Iranu była dość nieznaczna, nieeskalująca. Odwetowe irańskie uderzenia rakietowo-dronowe na Izrael zostały wcześniej zapowiedziane dyplomatom wszystkich państw regionu Bliskiego Wschodu. Wszystko po to, aby nie eskalować tego konfliktu, a jednocześnie zachować twarz władz Islamskiej Republiki Iranu przed własnym społeczeństwem. Jeśli Irańczycy chcieliby zadać dotkliwy cios, to nikogo wcześniej nie poinformowaliby o swoich zamiarach, może poza najbliższymi sojusznikami.
Nie mam wątpliwości, że do tej wojny parła strona izraelska. Pytaniem otwartym pozostaje, jakie informacje wywiadowcze mają władze Izraela? Być może jest tak, że rzeczywiście Iran zamierzał w przyszłości zaatakować Izrael. Niewątpliwie w warstwie retorycznej władze Iranu są bardzo mocno antyizraelskie. Niejednokrotnie prominentni przedstawiciele elity rządzącej Iranu, zwłaszcza Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, w wypowiedziach publicznych wzywali do zniszczenia tego kraju. A czy takie były faktyczne zamiary, nie wiem? Nie możemy tego jednak wykluczyć z góry.
Jaka sytuacja może czekać Polskę? Czy nasz kraj stanie się zakładnikiem tego konfliktu? Czy Polska musi wspierać sojuszników, aby mieć pewność, że otrzyma pomoc w przypadku zagrożenia na przykład ze strony Rosji lub Białorusi?
NATO jest sojuszem obronnym, więc mielibyśmy obowiązek pomocy w razie ataku. Widzimy jednak, że to Stany Zjednoczone zaatakowały Iran jako pierwsze, a nie Iran Stany Zjednoczone.. Na pewno sytuacja Polski w tej sytuacji jest bardzo trudna. Po pierwsze, nie mamy wielkich zasobów militarnych. Po drugie jesteśmy kluczowym państwem na wschodniej flance sojuszu. Po trzecie, Polska sąsiaduje z dwoma państwami, które prowadzą ze sobą zażartą wojnę, czyli Rosją i Ukrainą. A dodatkowo sąsiadujemy jeszcze z Białorusią.
Moim zdaniem wysyłanie jakichkolwiek wojsk polskich na Bliski Wschód w obecnej sytuacji za naszą wschodnią granicą byłoby działaniem krótkowzrocznym i objawem braku odpowiedzialności. Bliskim Wschodem dla Polski jest Ukraina, Białoruś i państwa bałtyckie.
Ponad 20 lat temu Polska włączyła się do akcji zbrojnej w Iraku. Choć wówczas wzięła udział w misji stabilizacyjnej. Teraz też się można spodziewać tego typu działań?
Nie wiem czy polityka mało asertywnego przymilania się do Stanów Zjednoczonych Ameryki w dłuższej perspektywie czasu będzie dobra dla Polski. Niestety kolejne polskie rządy taką politykę prowadzą. Różnica między wojną w Iraku w 2003 roku, a obecną sytuacją jest znaczna. Wówczas nie mieliśmy konfliktu za granicą naszego kraju tak, jak obecnie się to dzieje. Uważam, że okoliczności są zasadniczo odmienne, dlatego nie powinniśmy się angażować w ten konflikt.
Należy zwrócić także uwagę na to, że Izraelczycy w myśl zasady „miej nadzieję na najlepsze, ale szykuj się na najgorsze” mają opracowane plany na najczarniejsze scenariusze.Jeśli doszłoby do wielkiej wojny, w której Izrael będzie przegrywał, a państwu groziłaby zagłada, to naród, który w przeszłości doświadczył ludobójstwa, zrobi wszystko, aby sytuacja się nie powtórzyła.
Izraelczycy mają broń jądrową, biologiczną i chemiczną, której mogą użyć. W obawie przed odwetowym atakiem za takie posunięcie mają gotowe plany ewakuacji dużej części swojej populacji. To się nazywa “scenariuszem Samsona” na podobieństwo starotestamentowego mitu o Samsonie.
Pytanie, gdzie ci Żydzi mają być rozlokowani, ewakuowani? Stany Zjednoczone i Izrael chciałyby sporą część ludzi ulokować we względnie bezpiecznym miejscu, tj. np. w Polsce. Byłyby to zapewne rejony nie graniczące bezpośrednio z Białorusią i obwodem kaliningardzkim/królewieckim, czyli np. Małopolska.
Scenariusz klęski Izraela dla Polski nie byłby dobry. Część Izraelczyków ma podwójne obywatelstwo, w tym polskie, dlatego nasz kraj musiałby udzielić im pomocy, bo każdy polski obywatel powinien otrzymywać w potrzebie pomoc od państwa
Chciałem zwrócić uwagę jeszcze na nasze doświadczenie historyczne. Polska staje się w szybkim tempie krajem wielonarodowym. Wracamy do tego co było normą przez większość historii Polski. Mamy już znaczną liczbę uchodźców z Ukrainy w naszym kraju. W razie wybuchu wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie do Polski mogą w przyszłości trafiać w wysokiej liczbie uchodźcy z Izraela. Jest takie przysłowie “Historia magistra vitae est” - “Historia jest nauczycielką życia”. Mamy niezbyt dobre doświadczenie, gdy niemądrze sprowadziliśmy ze wschodu Krzyżaków, którzy następnie stworzyli państwo, które było nam wrogie i musieliśmy przez kilka wieków z nimi walczyć.
W skrajnym scenariuszu, gdyby duża liczba Izraelczyków przeprowadziła się do Polski, to byliby ludzie, którzy mówią własnym językiem hebrajskim i mieli już swoje własne państwo, które pomyślnie rozwijało się przez ponad siedem dekad po jego utworzeniu w 1948 roku. Pytaniem otwartym pozostaje czy nie chcieliby po jakimś czasie autonomii lub własnej państwowości, tylko już nie kosztem Palestyńczyków, ale Polaków? Uważam, że ci, którzy życzą klęski Izraelowi nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takiej ewentualnej klęski dla Polski, a byłyby to konsekwencje złe. Życzyłbym sobie, żeby ten konflikt był możliwie krótki, jak najmniej krwawy i jak najmniej niszczycielski. Nie tylko ze względu na to, że każda wojna jest wielkim nieszczęściem, ale także dlatego, że w wyniku eskalacji tejże nieszczęsnej wojny nasze własne dobro może zostać narażone na szwank.
Dziękuję za rozmowę.
W trakcie wywiadu, rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował, że nie ma planów, aby polscy żołnierze wzięli udział w działaniach wojennych na Bliskim Wschodzie.
💬 Rzecznik rządu @AdamSzlapka:
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) June 23, 2025
Nie ma planów, aby polscy żołnierze brali udział w działaniach wojennych na Bliskim Wschodzie.



























































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję