Reklama
Reklama
Reklama

Kto wygrał wojnę USA z Iranem? To jest prawdziwy zwycięzca

Wszystko wskazuje na to, że wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem dobiega końca. W nocy z wtorku na środę ogłoszono 2-tygodniowe zawieszenie broni, w trakcie którego dogadany ma być całkowity pokój. Kto w takim razie jest zwycięzcą? Tryumf zdążyły już obwieścić obie strony, ale w tym wypadku werdykt może być wyjątkowo nieoczywisty. Na największego wygranego wychodzą bowiem Chiny.

Kto wygrał wojnę USA z Iranem? To jest prawdziwy zwycięzca
SAUL LOEB/AFP/East N, ews, Kto wygrał wojnę USA z Iranem? To jest prawdziwy zwycięzca
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Spis treści

  1. Jak Chiny zarobiły na wojnie
    1. Przewaga militarna Chin
      1. Dojrzałe Chiny i „Budowniczy Narodu”
        1. Przewaga Chin w sprawie Tajwanu

          Jak Chiny zarobiły na wojnie

          Zacznijmy sobie od tych korzyści najbardziej na chwilę obecną namacalnych, czyli handlowych. Jak Chiny zarabiają na wojnie, której nie toczą? To efekt ich energetycznego pragmatyzmu. Państwo Środka przez lata przygotowywało się na potencjalny kryzys energetyczny, który mógłby być pokłosiem drastycznego wstrzymania dostaw spowodowanego np. przez blokadę cieśniny Ormuz, z którą mamy do czynienia obecnie. Chińczycy robili to na dwa sposoby. Po pierwsze, coraz bardziej stawiali na odnawialne źródła energii, głównie fotowoltaikę, ale także turbiny wiatrowe, hydroelektorwnie oraz na reaktory jądrowe. Udział tych wszystkich źródeł w ich miksie energetycznym przez ostatnie 15 lat wyraźnie się zwiększył. Dodatkowo Państwo Środka skrupulatnie dbało o rezerwy innych surowców energetycznych np. ropy i gazu, skupując je w większych ilościach wtedy, gdy ceny na rynku były okazyjne.

          A to jak kryzys energetyczny dotknął Europę i tak nie jest tak bolesne w porównaniu z tym, jak uderzyło to w kraje azjatyckie. U nas póki co przejawia się to „tylko” wyraźnym wzrostem cen. W Azji, szczególnie tej południowo-wschodniej, do której Polacy tak chętnie ostatnimi laty lataja na wakacje, problem jest jednak znacznie większy. Filipiny już ogłosiły energetyczny stan nadzwyczajny, informując, że w obecnej sytuacji rezerwy ropy starczą na tylko 45 dni. W wielu innych krajach regionu rządzący apelują, by oszczędzać zarówno gaz, benzynę, jak i prąd. Linie lotnicze w regionie poważnie rozważają okrojenie liczby lotów, by racjonować paliwo lotnicze. Tamtejsze rządy potrzebują doraźnych źródeł dodatkowej energii już teraz i alternatyw na przyszłość, by podobnych sytuacji móc później uniknąć. I jak się okazuje, w obydwu przypadkach z pomocną dłonią wychodzą Chiny. Ale oczywiście nie za darmo.

          Jak donosił Reuters, chińskie firmy odsprzedają rekordowe ilości LNG, wykorzystując gwałtowny wzrost cen na rynku spot. Według danych różnych firm analitycznych takich jak Vortexa czy ICIS, Chiny w marcu przeładowały od 8 do 10 transportów LNG. Państwo Środka może sobie na to pozwolić ponieważ krajowe zasoby oraz import płynący rurociągami z Rosji spokojnie zaspokajają popyt wewnętrzny. Już w trakcie pierwszego kwartału odsprzedano dzięki temu ogromne ilości gazu do potrzebujących krajów regionu. Dane mówią o ponad 1,3 mln ton gazu, które za pokaźne kwoty przekierowano do Tajlandii, Indii, Filipin, Korei Południowej oraz Japonii. Dla porównania, przez cały ubiegły rok Chiny nie odsprzedały nawet miliona ton, a teraz tę ilość znacząco przebiły w kwartał. To pokazuje, jak oportunistycznie działają w tej sytuacji.

          A jak słusznie zauważa Adam Farrar, starszy specjalista geoekonomiczny Bloomberga i były doradca Kamali Harris, Chiny wkrótce zaczną też na swojej polityce energetycznej zarabiać w inny sposób. Dotknięte poważnie obecnym kryzysem kraje regionu prawdopodobnie zaczną bardziej stawiać na odnawialne źródła energii, które to w takich sytuacjach pozwalają na częściowe uniezależnienie się od dostaw surowców. Jak podkreśla ekspert, w tamtej części świata wyraźnym liderem jeśli chodzi o produkcję części do pozyskiwania energii ze słońca i z wiatru są właśnie chińskie firmy. Niewykluczone więc, że ich biznes już wkrótce będzie rósł jak na drożdżach w wyniku popytu z innych sąsiednich państw.

          I nie tylko na płaszczyźnie energetycznej handel Chin powinien kwitnąć w wyniku trwającego konfliktu. Eksperci zwracają uwagę na to, że ze względu na problemy energetyczne w Tajlandii, Wietnamie i innych krajach Azji Południowo-Wschodniej rosną obawy co do ciągłości łańcuchów dostaw z tamtego regionu. W związku z tym wielu importerów ma teraz zwracać się właśnie do wyglądających na lepiej zabezpieczone Chiny. Na łamach Financial Times czytamy, że eksporterzy z przemysłowych regionów wschodniego wybrzeża Chin informują o rosnącej liczbie zamówień od zagranicznych klientów. Capital Economics jeszcze przed wojną szacował, że w tym roku wartość chińskiego eksportu wzroście o około 5%. Po kilkunastu dniach wojny tę wartość zrewidowano do 6%.

          To co na tej płaszczyźnie również jest istotne, to względna bezstronność Chin, która sprawia, że te są w stanie robić interesy z obydwiema stronami konfliktu. Mało tego, nawet większe inwestycje Państwo Środka podejmuje w krajach Zatoki Perskiej, które współpracują z USA, choć w opinii publicznej przyjęło się, że to Iran jest ich większym sojusznikiem. Tymczasem szacowana wartość łącznych inwestycji Chin w Iranie do 2024 roku wynosiła niecałe 5 miliardów dolarów, a na przykład w takiej Arabii Saudyjskiej ponad 15 miliardów dolarów. Wyraźnie większe pieniądze niż w Iranie zainwestowano też w Zjednoczone Emiraty Arabskie. A niewykluczone, że te kwoty tylko wzrosną. The Economist pisze, że Chiny już mają czaić się na potencjalnie przetargi, które kraje Zatoki ogłoszą, gdy przyjdzie czas na odbudowywanie infrastruktury po wojnie.

          Reklama

           

          Przewaga militarna Chin

          Zdaniem fachowców wojna na Bliskim Wschodzie może dawać Chinom także pewną przewagę militarną względem USA. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że Amerykanie poniekąd pokazują całemu światu, w jaki sposób prowadzą konflikt na miarę lat 20. XXI wieku. Prawdopodobnie Stany Zjednoczone wszystkich asów z rękawa nie wyciągnęły, ale na podstawie tego, jak walczą z Iranem, można już wyciągnąć pewne wnioski co do tego, jak mogłyby wyglądać ich konflikty w niedalekiej przyszłości w innych regionach. A Chiny mają im się bardzo uważnie przyglądać.

          I według opinii osób mających kontakty w Państwie Środka cytowanych na łamach The Economist, nie wszystko co Chińczycy widzą, im się podoba. Szczególnie zaskoczeni mają być tym, jak skutecznie i kompleksowo amerykańska armia wykorzystuje sztuczną inteligencję do koordynowania działań wojennych oraz namierzania celów. Możemy z dużym przekonaniem założyć, że Chiny będą chciały w krótkim czasie dogonić Stany Zjednoczone na tej płaszczyźnie, a dzięki temu, że mogą obserwować je w akcji, mają szansę to zrobić. Tym bardziej, że jak zaznacza wspominany wcześniej Adam Farrar z Bloomberga, historycznie Chińczycy już mieli w zwyczaju wzorować się na działaniach amerykańskiej armii.

          Ekspert tłumaczy, że wojsko Państwa Środka bardzo zmieniło swoje podejście po 1991 roku, kiedy to Stany Zjednoczone toczyły wojnę z Irakiem. Nowa doktryna miała być wzorowana właśnie na tej amerykańskiej. Wówczas świat z Chinami na czele również miał być zaskoczony tym, jak Amerykanie sprawnie używali nowych technologii, takich jak komputery, GPS, satelity. Dziś, jak widać, są pionierami w wykorzystywaniu sztucznej inteligencji.

          Ale by to pokazać, musieli swoje karty w pewnej części odsłonić. Również te, których na stół jeszcze nigdy nie wykładali. Na przykład w trakcie obecnie trwającego konfliktu Amerykanie pierwszy raz w boju użyli rakiet balistycznych typu PrSM. I tu właśnie pojawia się kolejna potencjalna przewaga Państwa Środka na płaszczyźnie militarnej. Te swoje asy trzymają bardzo blisko przy orderach. Chiny żadnej wojny na taką skalę nie prowadziły od ponad 40 lat. Trudno więc dokładnie przewidywać, jak mogłyby działać. To samo tyczy się ich sprzętu. Choć po sieci krążą pewne filmiki pokazujące nowinki technologiczne w tamtejszej armii, to o jej możliwościach i strategiach wiemy znacznie mniej w porównaniu z tą amerykańską.

          I to samo można powiedzieć o ich zasobach. Od początku wojny temu, jak dużo Amerykanie wystrzeliwują rakiet oraz pocisków różnego rodzaju przyglądają się media, instytuty badawcze i think-tanki. Już powstało kilka raportów ze skrupulatnymi wyliczeniami dotyczącymi tego ile rakiet i jakiego typu dokładnie Stany Zjednoczone już wystrzeliły w kierunku Iranu. Royal United Service Institute był w stanie nawet oszacować, kiedy zasoby konkretnych modeli mogą się wyczerpać. Według wyliczeń tamtejszych specjalistów pocisków THAAD miałoby zabraknąć 17 kwietnia, a modeli PrSM 12 kwietnia. Z kolei zasoby rakiet Patriot miały zostać wyczerpane w około 20%. To oczywiście wyliczenia sprzed zawieszenia broni. Dzięki niemu Amerykanom udało się troszkę amunicji zaoszczędzić. Informacje dotyczące arsenału Chin są bardziej ograniczone i selektywne, a szacunki instytutów badawczych bardziej ogólne.

          Reklama

           

          Dojrzałe Chiny i „Budowniczy Narodu”

          Istotne korzyści dla Chin wojna na Bliskim Wschodzie przynosi także w sferze dyplomatycznej. Wcześniej cytowany Adam Farrar z Bloomberga zauważa, że Chiny przeważnie nie biorą na siebie roli mediatora w różnych konfliktach, ale tu obok Pakistanu zaangażowały się w tę rolę. Ostatniego dnia marca obydwa kraje wydały wspólne oświadczenie, w którym wezwały do natychmiastowego zawieszenia broni i wznowienia bezpiecznego przepływu statków przez cieśninę Ormuz. Podkreśliły znaczenie Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz współpracy wielostronnej w budowie trwałego pokoju. Jak podkreśla ekspert, takie zachowanie stawia Chiny w zupełnie nowym, korzystnym świetle.

          Przypomina, że Stany Zjednoczone za czasów administracji Joe Bidena próbowały narzucić globalną narrację, według której Chiny są tym państwem, które międzynarodowych norm nie przestrzega. Tymczasem teraz to one powołują się na ONZ i pilnują światowego porządku. Jak twierdzi Farrar, to one wychodzą na jedynego dorosłego w pomieszczeniu, dzięki czemu zyskują w oczach świata, a Stany tracą. The Economist rozmawiał z różnymi chińskimi dyplomatami i ci mieli powtarzać, że Państwo Środka w tym wypadku stosuje się do ponadczasowej maksymy przypisywanej Napoleonowi: „Nigdy nie przeszkadzaj wrogowi, gdy ten popełnia błąd”. Stąd też brak faktycznego zaangażowania w konflikt po żadnej ze stron, a jedynie pokaz dyplomatycznej dojrzałości, który ma na celu poprawę wizerunku Chin w oczach reszty świata. To one zaczynają jawić się jako stabilny, wyważony i przewidywalny partner, podczas gdy Stany Zjednoczone w ostatnim czasie wprowadzają głównie chaos, szczególnie w globalnym handlu.

          My wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tej zachodniej przestrzeni medialnej, ale w chińskiej zarówno w sieci, jak i w telewizji, popularny stał się przydomek dla Donalda Trumpa – „The Nation Builder”, co można przetłumaczyć dosłownie jako „Budowniczy Narodu” lub nieco ładniej, na „Architekt Narodu”. Pięknie brzmi prawda? Sam Donald Trump na pewno by się uśmiechnął, gdyby ktoś tak przy nim o nim powiedział. Sęk jednak w tym, że w przydomku tym nie chodzi o naród amerykański, a o chiński. Tamtejsi komentatorzy nadali to przezwisko, bo uważają, że prezydent USA swoimi działaniami buduje właśnie pozycję Chin, a nie Stanów Zjednoczonych.

          Tę dyplomatyczną dźwignię, która w ostatnim czasie się zwiększyła, Chiny mogą wykorzystać w trakcie majowego szczytu w Pekinie, w trakcie którego dojdzie do spotkania Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem. Według pierwotnych założeń ten szczyt powinien się już odbyć. Wstepnie był zaplanowany na przełom marca i kwietnia, ale Donald Trump przełożył swoją wizytę, tłumacząc to koniecznością nadzorowania działań wojennych z Waszyngtonu. Szczyt przełożono więc na połowę maja. Jak zauważają eksperci, to, jak obie strony do niego podejdą, będzie zależało od rezultatu wojny na Bliskim Wschodzie.

          Ci jeszcze przed ogłoszeniem zawieszenia broni twierdzili, że jeśli Stany będą w jej wyniku wyraźnie osłabione, zarówno na płaszczyźnie militarnej, gospodarczej, jak i dyplomatycznej, Xi Jinping będzie chciał to wykorzystać. Jak pisze The Economist, prezydent Chin może naciskać na porozumienia ograniczające amerykańskie cła i kontrolę eksportu oraz próbować otworzyć drogę do chińskich inwestycji w USA. Mało tego, jeśli Stany Zjednoczone byłyby naprawdę słabe, Xi Jinping mógłby nawet próbować wymusić na Trumpie poparcie dla pokojowego zjednoczenia Chin z Tajwanem! To jednak wydaje się wątpliwe, bo nawet jeśli Stany Zjednoczone obecnego rozwiązania konfliktu nie mogłyby obiektywnie nazwać klęską, to trudno mówić też o całkowitym sukcesie. Choć oczywiście Donald Trump takowy ogłosił.

          Reklama

           

          Przewaga Chin w sprawie Tajwanu

          To dobry moment by skupić się właśnie na tej kluczowej dla relacji obydwu stron wyspie. Od lat krążą bowiem obawy dotyczące ewentualnego konfliktu zbrojnego między Chinami a USA właśnie o Tajwan. W przestrzeni publicznej zaczęły nawet pojawiać się sugestie, że w związku z tym, że Amerykanie skupili się zbrojnie na Bliskim Wschodzie, odsłaniając się nieco w regionie Indo-Pacyfiku, Państwo Środka może niedługo próbować wykorzystać to, przejmując Tajwan. Według oficjalnych danych i medialnych doniesień Stany Zjednoczone przeniosły z tamtych rejonów kilka tysięcy żołnierzy, dziesiątki wyrzutni rakiet, a nawet lotniskowiec. Tych sensacji o rychłym cwaniackim ataku raczej nie potwierdzają doniesienia podparte amerykańskimi źródłami wywiadowczymi.

          W połowie marca agencja Reuters informowała, że według informacji pozyskanych przez amerykański wywiad Chiny nie planują żadnej inwazji na Tajwan przynajmniej do 2027 roku. Zresztą inwazja zbrojna na Tajwan to tylko jedna z wielu potencjalnych opcji rozwiązania patowej sprawy tej wyspy i na dodatek raczej mało pożądana przez każdą ze stron. W niedawnym wywiadzie dla FXMAG wybitny sinolog, profesor Bogdan Góralczyk wypowiadał się między innymi na właśnie na ten temat. Wspomniał, że według planu Xi Jinpinga, na stulecie Chińskiej Republiki Ludowej, czyli do 2049 roku Państwo Środka chciałoby doprowadzić do renesansu kraju, a jednym z założeń tej wizji jest właśnie zjednoczenie z Tajwanem. Profesor podkreśla jednak, że najchętniej Chiny chciałyby do tego doprowadzić pokojowo. Pokrywa się to z doniesieniami ekspertów dotyczącymi zbliżającego się szczytu w Pekinie, w trakcie którego Xi Jinping może próbować sugerować Trumpowi poparcie dla takiego rozwiązania.

          No ale nie zawsze wszystko musi pójść idealnie. Co wobec tego może się wydarzyć? To od jakiegoś czasu próbują przewidzieć różne think-tanki. RAND, CSIS czy Atlantic Council przedstawiały w ostatnich latach obszerne raporty dotyczące potencjalnych scenariuszy. Przyjrzyjmy się więc im bliżej.

          Najpierw na tapet weźmy wcześniej wspomnianą „klasyczną” wojnę kinetyczną. To najczarniejszy, ale jednocześnie mało prawdopodobny scenariusz. Ma być bowiem rozważany jako absolutna ostateczność. Chiny zdecydują się na niego tylko wówczas, gdy będą całkowicie przekonane, że Tajwan na każdej płaszczyźnie poza tą stricte geograficzną oddalą się od nich na tyle, że nie da się go już przyciągnąć w żaden inny sposób. Ani poprzez dyplomację, ani przy pomocy mniej lub bardziej bezpośredniej presji gospodarczo-ekonomicznej. To bowiem rozwiązanie o potencjalnie bardzo daleko idących i możliwe, że nieodwracalnych konsekwencjach.

          W wyniku pełnego konfliktu kinetycznego z udziałem rakiet, nalotów, a także wojsk lądowych mogłoby dojść nie tylko do ogromnych strat w ludziach, ale także zniszczenia infrastruktury na Tajwanie, kluczowej dla niemal całego globalnego sektora technologicznego. Według szacunków na wyspie produkowane jest około 60% globalnego zapotrzebowania na półprzewodniki, a jeśli skupimy się tylko na chipach najnowszej generacji, niezbędnych do rozwoju sztucznej inteligencji, wyliczenia mówią już o nawet 90%! Atlantic Council przewiduje, że gdyby do bezpośredniego starcia o wyspę już doszło, nie byłby to konflikt łatwy do rozstrzygnięcia, a całe zamieszanie znacząco by się przeciągnęło, wywołując drastycznej konsekwencje w zasadzie dla całej światowej gospodarki.

          Reklama

          I tu warto wspomnieć o eksperymencie przeprowadzonym przez The Economist. Ten zainspirowany blokadą cieśniny Ormuz w ostatnim czasie i jej ogromnym wpływem na rynki oraz gospodarkę, postanowił sprawdzić, co stałoby się gdyby inne kluczowe wąskie gardła handlowe zostały zablokowane. Z analizy wychodzi, że to właśnie potencjalna wojna o Tajwan mogłaby mieć najbardziej dotkliwe skutki dla całego świata. W jej wyniku z użytku na czas nieokreślony wyłączona zostałaby bowiem nie tylko cieśniny tajwańska. W regionie Indo-Pacyfiku znajduje się także szalenie kluczowa dla światowego handlu cieśnina Malakka, której blokada też nie jest wykluczona, jeśli wojna rozlałaby się na cały region. Do tego dochodzi blokada morza południowo-chińskiego oraz pozostałych cieśnin indonezyjskich.

          Jak wylicza The Economist, gdyby doszło do ich blokady, średnia długość szlaków handlowych wydłużyłaby się o 58% w wyniku poszukiwania alternatywnych tras. A w przypadku części handlu znalezienie alternatywnych tras byłoby wręcz niemożliwe, co widać na poniższym wykresie, po czarnych fragmentach słupkowych wykresów.  Handel przez cieśninę Ormuz, choć niemożliwy do przekierowania, jest jednak znacznie mniejszym odsetkiem całości od tego, za który odpowiadają cieśniny w regionie Indo-Pacyfiku.

          kto wygral wojne usa z iranem to jest prawdziwy zwyciezca grafika numer 1kto wygral wojne usa z iranem to jest prawdziwy zwyciezca grafika numer 1

          A niewykluczone, że nawet to nie byłaby najbardziej drastyczna konsekwencja pełnoskalowej wojny o Tajwan. Altantic Council w jednym ze swoim raportów zaznacza, że to właśnie ten konflikt rodzi największe obawy o potencjalne użycie broni nuklearnej! A jak wiadomo, za tym punktem odwrotu już nie ma.

          Nic więc dziwnego, że obydwa mocarstwa, choć na wyspie im zależy, będą raczej wolały tego scenariusza uniknąć. Wobec tego, jak jeszcze problem może zostać rozwiązany? Raporty mówią także o rozwiązaniach pokroju kwarantanny gospodarczej lub wojskowej blokady morskiej, z czego nieco bardziej prawdopodobny wydaje się pierwsze, bo wiąże się z mniejszą eskalacją zbrojną. Obydwa wiązałyby się z ograniczeniem handlu, czym więc dokładnie się różnią?

          CSIS definiuje „kwarantannę” jako operację prowadzoną przez służby egzekwujące prawo, mającą na celu kontrolowanie ruchu w określonym obszarze. Chodzi więc o użycie straży przybrzeżnej, a nie marynarki wojennej w celu kontroli handlu ustanowionej w świetle prawa. Chiny prawdopodobnie próbowałyby zatrzymywać lub przekierowywać wybrane statki zwłaszcza te przewożące krytyczne surowce i inne wrażliwe ładunki, jednocześnie pozostawiając część ruchu nienaruszoną, aby móc twierdzić, że nie znajdują się w stanie wojny. Jak czytamy w raporcie think-tanku Stimson, w praktyce kwarantannie prawdopodobnie towarzyszyłyby cyberataki, dezinformacja, działania w zakresie wojny elektronicznej oraz naciski dyplomatyczne.

          Reklama

          A jak wobec tego wyglądać miałaby blokada? Tu użyta miałaby zostać marynarka wojenna. CSIS definiuje blokadę jako kampanię wojskową ukierunkowaną na znaczące ograniczenie ruchu do Tajwanu, nie tylko morskiego, ale również powietrznego. Ten zostałby od reszty świata niemal całkowicie odcięty. W związku z tym konsekwencje blokady, zarówno te gospodarcze, jak i dyplomatyczne, byłyby większe. W jej wyniku wzrosłoby też ryzyko eskalacji prowadzącej później do pełnoskalowej wojny.

          W chwili obecnej Chińczycy mają badać Amerykanów, sprawdzając, do jakiej reakcji ci są w stanie się posunąć. Na tej podstawie mogą w przyszłości stwierdzić, która z tych wersji ograniczenia – blokada czy kwarantanna, będzie skuteczniejsza. No i właśnie do tego wybadania Amerykanów Państwo Środka już skorzystało z zamieszania na Bliskim Wschodzie. Wcześniej przytaczany Profesor Góralczyk w rozmowie z FXMAG mówił, że Chiny uaktywniły lotnictwo i częściowo flotę, by testować zarówno Tajwan, jak i Amerykanów. Ekspert uważa, że od tej pory mogą to robić „bezustannie”.

          Mało tego, przed kilkoma miesiącami, w grudniu ubiegłego roku Chiny poszły o kilka kroków dalej w tym kierunku. Przeprowadzono manewry ćwiczebne pod kryptonimem Justice Mission, które symulowały blokadę wyspy i przejęcie kluczowych lokacji. Brały w nich udział zarówno marynarka wojenna, jak i lotnictwo oraz wojska lądowe. Miało to być ostrzeżenie dla sił separatystycznych i jak zauważają eksperci, nieprzypadkowo manewry zostały przeprowadzone niedługo po tym, jak Stany Zjednoczone ogłosiły jeden z największych w historii pakietów uzbrojenia dla Tajwanu warty 11 miliardów dolarów.

          A nie tylko w taki sposób Chiny mogą wywierać presję w regionie. Wall Street Journal niedawno donosił, że Państwo Środka pierwszy raz od dekady wznowiło program budowy sztucznych wysp, głównie pod użytek militarny na morzu Południowowchińskim. Zdaniem autorów timing wznowienia działań nie jest przypadkowy. Chiny mają celowo wykorzystywać fakt, że Stany Zjednoczone skupiają się na Iranie, Wenezueli oraz Kubie, dlatego rozbudowę przyspieszają właśnie teraz.

          Szczególną uwagę wzbudzają prace w okolicach Antelope Reef. Zdaniem ekspertów w tym miejscu może powstawać potencjalnie największa morska baza wojskowa w regionie, w dodatku znajdująca się na spornych wodach. Tak wyglądają postępy na zdjęciach satelitarnych. CSIS pokusił się nawet o dokładne wyliczenia, według których Państwo Środka miało już stworzyć blisko 1500 aktów lądu w tym obszarze.

          kto wygral wojne usa z iranem to jest prawdziwy zwyciezca grafika numer 2kto wygral wojne usa z iranem to jest prawdziwy zwyciezca grafika numer 2

          Według źródeł Chiny mogą tam tworzyć kolejny

          pas
          Passus S.A.
          119.003
          1.37 %
          Dywidendy
          1 dzień
          0 %
          1 tydzień
          0 %
          1 miesiąc
          1.71 %
          6 miesięcy
          29.63 %
          startowy, więcej instalacji rakietowych, dodatkową infrastrukturę rozpoznawczą oraz całe zaplecze dla wojska umożliwiające zwiększenie sił militarnych w regionie. Z kolei sztucznie pogłębiona laguna, widoczna na zdjęciach mogłaby służyć jako baza dla okrętów marynarki wojennej, w tym okrętów podwodnych, a nawet nowych chińskich lotniskowców. W tekście Wall Street Journal czytamy, że większa kontrola nad tym obszarem ma kluczowe znaczenie w przypadku ewentualnego konfliktu o Tajwan.

          Reklama

           


          Michał Fitz

          Michał Fitz

          Z wykształcenia geodeta, z pasji dziennikarz. W swoich tekstach stawia na profesjonalizm i przystępność


          komentarze

          Komentarze

          Sortuj według:  Najistotniejsze

          • Najnowsze
          • Najstarsze
          wefweewre5

          3 miesiące temu

          Odpowiedz
          vote_img0
          vote_img0

          chiny już traciły na cieśninie i dalej tracą. chiny dostarczaly wręcz paliwo rakietowe by atakować amerykanów. to jest najgorszy scenariusz dla chin , zamknięcie bliskiego wschodu na lądzie i cieśniny ormuz. na szczęście usa też importują weglowodory z japonii i azji. (tak pomimo tego, że są eksporterami, popatrzcie sobie jak jedno wyb. importuje a drugie eksportuje) i zamknięcie cieśniny powoduje problemy z cenami w USA. ale to łatwo zmienić. zmieniamy iran na proamerykański, cała ropa jest sprzedawana przez amerykanow i chiny które NIE mają ropy sa w czarnej ....

          Reklama
          Reklama

          Najnowsze

          Polecane