Atmosferę wokół zarobków lekarzy podgrzała sprawa Dawida Kacprzyka, lekarza i radnego Koalicji Obywatelskiej.
Finansowe eldorado na SOR-ze, czyli 1,6 mln PLN w rok
Jego oświadczenie majątkowe za 2025 rok wywołało prawdziwą burzę w mediach i sieci. Jako koordynator SOR w Szpitalu Południowym przepracował łącznie 3976 godzin.
Matematyka jest tu bezwzględna. Oznacza to średnio 331 godzin w miesiącu i niemal 11 godzin na dobę, bez względu na niedziele czy święta. Efekt? Roczny zarobek rzędu 1,6 mln PLN.
Z perspektywy zawodowej taka wydajność budzi duże wątpliwości i logiczne pytania o granice ludzkiej wytrzymałości.
Lekarz to nie maszyna. Choć przypadek ten pokazuje, że na publicznej służbie zdrowia można zbudować potężny kapitał, dla opinii publicznej stał się on punktem zapalnym.
Choć afera z Dawidem Kacprzykiem oraz warszawskim Szpitalem Południowym wybuchła ponad tydzień temu, tak temat nie przestaje pojawiać się w wiadomościach i w social mediach.
Zobacz również: Pensje lekarzy w Polsce coraz wyższe. Dużo brakuje do zarobków zachodnich medyków?
Od średniej krajowej do kontraktów gwiazdorskich
Ustalenie realnych dochodów w polskiej medycynie przypomina próbę przewidzenia kursu kryptowalut.
Z analiz wynika, że większość lekarzy na etatach podpisuje umowy opiewające na kwoty między 15 000 a 20 000 PLN brutto miesięcznie. To solidne, rynkowe pieniądze, odzwierciedlające lata ciężkich studiów.
Sęk w tym, że obok standardowych etatów funkcjonują kontrakty, przy których bledną pensje menedżerów z Doliny Krzemowej. Na rynku nie brakuje medyków, którzy wyceniają swoje usługi na ponad 100 000 PLN miesięcznie.
Taki rozstrzał rodzi naturalną frustrację społeczną i potęguje wrażenie, że publiczny system finansowania stał się mało przejrzysty.
Co więcej, sprawa Dawida Kacprzyka jest potwierdzeniem, że brak transparentności w systemie wynagrodzeń dla lekarzy budzi pokusę do nadużywania systemu i windowania nierealnych ilości roboczogodzin, aby zwiększyć miesięczne pensje.
Zobacz również: Pensji zazdroszczą im nawet lekarze. Branża IT w rozkwicie. Ekspert: “Pracy wciąż przybywa zwłaszcza dla specjalistów od AI i cyberbezpieczeństwa”
Polacy żądają kart na stół
W odpowiedzi na te kontrowersje instytut UCE Research na zlecenie Onetu zapytał Polaków wprost: „Czy wynagrodzenia lekarzy finansowane ze środków publicznych powinny być jawne?”.
Odpowiedź respondentów to potężne tąpnięcie. Blisko dwie trzecie badanych, bo aż 66,2%, opowiada się za całkowitą jawnością zarobków wszystkich lekarzy na publicznych kontraktach.
Dla społeczeństwa sprawa jest prosta. Jeśli pensje pochodzą ze składek podatników, transparentność powinna być standardem, a nie przywilejem.
Dodatkowo 14,8% ankietowanych uważa, że jawność powinna dotyczyć przynajmniej osób na stanowiskach kierowniczych. Łącznie daje to ponad 80% obywateli domagających się wglądu w medyczne portfele.
Co ciekawe, zwolennicy utrzymania status quo znaleźli się w głębokiej defensywie. Przeciwko odtajnieniu zarobków opowiedziało się zaledwie 7% ankietowanych, a 12% nie ma w tej sprawie zdania. W dobie cyfryzacji, gdzie technologia pozwala na błyskawiczny przepływ danych, ukrywanie zarobków staje się anachronizmem.
Wyniki tego sondażu to jasny sygnał dla decydentów. Transparentność finansowa w sektorze publicznym to trend, którego nie da się już zatrzymać.
Lekarze, zamiast unikać debaty, będą musieli zmierzyć się z faktem, że ich zarobki przestały być prywatną sprawą, a stały się elementem publicznej dyskusji o efektywności całego systemu.
Zobacz również: Młody lekarz z KO w rok zarobił 1,6 mln zł! Sprawa pod lupą kilku zespołów kontrolnych
Źródło: Onet.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję