Od momentu wyraźnej, kwietniowej korekty amerykańska giełda radzi sobie naprawdę dobrze. Notowania indeksu S&P 500 przez te 6 miesięcy wzrosły już o około 35%. Na pierwszy rzut oka hossa trwa w najlepsze, ale to nie oznacza, że sytuacja jest idealna. Analitycy Bank of America w swoim najnowszym raporcie zwracają uwagę na aż 5 czynników ryzyka, które mogą podminować dalszy wzrost S&P 500.
Do piątku 10 października notowania indeksu zrzeszającego czołowe spółki z amerykańskiej giełdy rosły w stabilnym tempie. Wtedy jednak Donald Trump zaserwował im pokaźną korektę. Ogłaszając podniesienie ceł na Chiny o dodatkowe 100%, niejako rozognił ponownie wojnę handlową, na co rynek zareagował wyprzedażą. Notowania S&P 500 poleciały w dół o 2,7%. Był to największy jednodniowy spadek notowań indeksu od kwietnia.
Notowania indeksu S&P 500
✕
Nie zdążyły minąć 2 tygodnie od tamtego momentu, a notowania S&P 500 już niemal odrobiły tamtą stratę. Tylko w trakcie wczorajszej sesji wzrosły o ponad 1%. Prognozy wielu banków zakładają dalszą wędrówkę na północ w wykonaniu notowań tego indeksu do końca bieżącego roku. Choć poruszają się one na tyle żwawo, że można w taki scenariusz wierzyć, to nie oznacza, że nie ma kłód, które muszą po drodze przeskakiwać. Te wymieniają analitycy Bank of America.
W swoim raporcie eksperci wskazują na 5 konkretnych czynników, które jawią się jako zagrożenia dla amerykańskiej giełdy. W pierwszej kolejności wspominają, że rynek daje coraz więcej sygnałów sugerujących nadejście rynku niedźwiedzia. Tu wymienionych jest wiele wskaźników i miar rynkowych, które autorzy raportu zaznaczyli w poniższej tabeli:
✕Źródło: Bank of America
Jako drugie zagrożenie wymieniono czynnik, który jednocześnie jest jednym z głównych motorów napędowych obecnie trwającej hossy - sztuczną inteligencję. Jak ten pozorny paradoks wyjaśniają analitycy?
Co więcej, główne czynniki napędzające zyski — technologie / AI oraz odporność amerykańskiego konsumenta — mogą pozostawać w sprzeczności. Sztuczna inteligencja może bowiem ograniczyć popyt na usługi profesjonalne, a to właśnie pracownicy tych sektorów w największym stopniu przyczyniali się do wzrostu konsumpcji od lat 80. XX wieku. Ze względu na to ryzyko obniżyliśmy rekomendację dla sektora dóbr konsumpcyjnych luksusowych do poziomu neutralnego
Kolejną komplikacją jest forma kreowania kredytu:
Po 2008 roku prywatne pożyczki zastąpiły wielkie banki jako główne źródło finansowania, ale obecnie w tym segmencie rośnie ryzyko. Finansowanie związane z AI stworzyło swoisty „węzeł gordyjski” — obejmujący megakorporacje, transfery finansowe, a nawet rząd USA. Nie jest to samo w sobie ryzyko, ale czynnik komplikujący.
Czwarty czynnik został określony poetycko przez analityków Bank of America jako "Deja no view". Ta gra słów dotyczy ponownych problemów z przejrzystością makroekonomiczną rynku. Jak podkreślają fachowcy, nie dość, że zmienność i nieprzewidywalność znów rosną z uwagi na eskalację wojny handlowej między Chinami a USA, to jeszcze inwestorzy nie mają wglądu w najświeższe dane gospodarcze dotyczące amerykańskiego rynku.
Warto bowiem przypomnieć, że od 20 dni w USA trwa zamknięcie rządu. Jego bezpośrednią konsekwencją jest fakt, że wiele państwowych agencji nie funkcjonuje, przez co nie są publikowane dane makroekonomiczne, za które te instytucje normalnie odpowiadają. Analitycy ostrzegają, że taka "ograniczona widoczność" może doprowadzić do zastoju gospodarczego.
Reklama
Jako ostatni czynnik ryzyka wymienione zostały sygnały, które spółki wysyłają za pośrednictwem najświeższych wyników finansowych. Jak czytamy w raporcie:
Ogólny przekaz był jasny: niepewność makroekonomiczna i brak oczekiwań na ożywienie popytu w tym roku
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję