Piątkową sesję indeks S&P500 zakończył ze spadkiem 3,53% na poziomie 5 206 punktów. Nasdaq Composite spadła do poziomu 15 592 pkt., czyli aż o 5,97%. Dow Jones zanotowała spadek o 5,5% na poziomie 38 316 punktów. Były to najsilniejsze spadki na Wall Street czasów paniki związanej z pandemią COVID-19, która wybuchła na początku 2020 roku.

źródło: Trading Economics
USA nie jest wyjątkiem
Nowojorska giełda nie jest jedyną, która w piątek zanotowała spadki. Praktycznie wszystkie indeksy na światowych rynkach od góry do dołu „świeciły się na czerwono”. Podobna reakcja była między innymi na GWP i DAX. Spółki zanotowały stratę sięgającą nawet blisko 10%.
Reakcja na „wojnę celną”
To, co mogliśmy zauważyć na giełdzie, to nic innego, jak reakcja inwestorów na wydarzenia związane z wprowadzeniem ceł. Choć te nałożone przez Donalda Trumpa na towary importowane do Stanów Zjednoczonych zaczęły obowiązywać dopiero o północy - z piątku na sobotę, to już kilka godzin wcześniej można było zauważyć wiele ruchów na rynkach związanych z ich wprowadzeniem.
Przypomnijmy, że prezydent USA zdecydował o wprowadzenie 10-procentowego cła niemal na wszystkie towary sprowadzane do Stanów Zjednoczonych niemal z każdego zakątka globu. Dla niektórych krajów opłata cena jest jeszcze wyższa. Na przykład na kraje Unii Europejskiej wynosi ona 20%, na Chiny 34%, a Tajwan 46%. Nowe podatki nie dotyczą stali, aluminium i samochodów osobowych i małych ciężarówek oraz części motoryzacyjnych, na które już wcześniej został nałożony podatek w wysokości 25%.
Nowe cła nie dotyczą Kanady i Meksyku, gdzie już wcześniej na niemal połowę produktów importowanych do USA z tych krajów zostały wprowadzone opłaty wynoszące 25 %.
„Wojna handlowa” stała się faktem
Decyzja Donalda Trumpa o wprowadzeniu ceł wywołała duże zamieszanie na całym świecie. Kraje, których dotyczą nie pozostają dłużne. Chiny zapowiedziały w piątek odwet, który ma polegać na wprowadzeniu równie wysokich opłat, czyli 34% cła na wszystkie towary importowane do ich kraju ze Stanów Zjednoczonych. Reakcja jest szybka i stanowcza. Podatek ma obowiązywać już od 10 kwietnia.
Czytaj także: Trump się doigrał! Chiny ogłosiły potężne cła odwetowe
Kolejnymi krajami, które mogą pójść na „wojnę handlową” z Donaldem Trumpem jest także Unia Europejska. Choć w tym przypadku – jak zapowiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen – ewentualne ruchy mają być poprzedzone negocjacjami z Białym Domem.
Unia Europejska – jak informuje Von der Leyen – ma „wiele kart”, które będzie można wykorzystać.
- Mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby chronić naszych ludzi i nasz dobrobyt. Mamy największy jednolity rynek na świecie. Mamy siłę do negocjacji. Obywatele Europy powinni wiedzieć, że razem zawsze będziemy bronić naszych interesów i wartości – powiedziała we wtorek podczas konferencji w Brukseli przewodnicząca Komisji Europejskiej.
Zobacz również: Będzie odwet Europy na USA. „To będzie koszmar”
Jak zaznaczyła przewodnicząca Komisji Europejskiej, jeśli Unia Europejska nie dojdzie do porozumienia z Donaldem Trumpem w sprawie obniżki podatków, to ich skutki odczują przede wszystkim zwykli ludzie.
- Cła to podatki na artykuły spożywcze i leki. Tylko napędzą inflację, co jest dokładnym przeciwieństwem tego, co chcemy osiągnąć. Amerykańskie fabryki zapłacą więcej za komponenty produkowane w Europie. To będzie kosztować utratę miejsc pracy. Stworzy biurokratyczne monstrum nowych procedur celnych. To będzie koszmar dla wszystkich importerów z USA. A dziś nikt tego nie potrzebuje. Ani w USA, ani w Europie - powiedziała von der Leyen.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję