Reklama
Reklama
Reklama

Ukraina odda swoje terytorium w imię pokoju? Ekspert: “Większość Ukraińców byłaby w stanie zaakceptować każde porozumienie”

W najbliższych dniach ma odbyć się spotkanie między Donaldem Trumpem a Władimirem Putinem, podczas którego może dojść do porozumienia prowadzącego do zakończenia wojny na Ukrainie. Politolog dr Witold Sokała uważa, że na takim obrocie spraw straci Europa, dla której w kolejnych latach zagrożenie ze strony Rosji może być coraz większe.

Ukraina odda swoje terytorium w imię pokoju? Ekspert: “Większość Ukraińców byłaby w stanie zaakceptować każde porozumienie”
opracowanie FXMAG
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Kamil Markiewicz (FXMAG): W najbliższych dniach ma zostać ustalony termin spotkania między Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem. Czy na pewno do niego dojdzie?

 

dr Witold Sokała (politolog, wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej”): Spotkanie jest bardzo prawdopodobne, ale na pewno nie w stu procentach. Zapewne trwają kuluarowe uzgodnienia w sprawie warunków porozumienia. Może się zdarzyć, że nagle któraś ze stron położy na stole coś, co będzie dla drugiej strony nie do zaakceptowania. Nie sądzę, żeby Trump ryzykował kolejne spotkanie z Putinem, z którego nic nie wyniknie. Więc, gdyby doszło do takiego ryzyka, to pewnie się z takiego spotkania wycofa. Zresztą takiej opcji służy to, że cały czas podtrzymuje groźby dotyczące sankcji na Rosję, a także jej handlowych partnerów. 

 

Jeśli do spotkania dojdzie, jakie mogą być jego efekty? 

 

Reklama

Jeśli do niego dojdzie to będzie oznaczało, że przynajmniej dwie strony, czyli Rosja i Stany Zjednoczone uzgodniły warunki, na jakich Putin jest gotów zakończyć wojnę. Z przecieków i sygnałów, które w tej chwili mamy wynika, że Putin jest skłonny przynajmniej zamrozić działania wojenne, w zamian za uznanie aneksji tych terytoriów, które Rosja zajęła do tej pory. A także w zamian za poluzowanie lub całkowite zniesienie sankcji ekonomicznych nałożonych na Rosję. Myślę, że Trump jest mu w stanie to dać. Jedno i drugie nie specjalnie go kosztuje, a dla niego najważniejsze jest to, aby w końcu móc ogłosić sukces, bez względu na kształt ostatecznych uzgodnień. Trump bardzo chce tę wojnę skończyć i powiedzieć, że to jego geniusz i potęga do tego doprowadziły, dlatego jest wysoce prawdopodobne, że będzie gotów na duże ustępstwa względem Putina. 

 

Czytaj też: Cena ropy spadnie o 15%? Trump zdradza, jak chce powstrzymać Rosję

 

To wszystko odbędzie się kosztem Ukrainy i kosztem Europy. Jeśli doszłoby do porozumienia na takich warunkach, o jakich obecnie słyszymy, najbardziej stratna i przegrana byłaby Europa. Po pierwsze, że Trump może wymusić na niej powrót do kupowania rosyjskich surowców, a po drugie, że z tym będzie wiązała się większa obecność Rosjan w naszym życiu gospodarczym i politycznym, a co za tym idzie pojawią się większe możliwości rosyjskie, aby na przykład manipulować naszą opinią publiczną, korumpować decydentów tak, jak było to przez lata. 

Kolejnym ważnym aspektem jest to, że w takiej sytuacji Rosja zyska finansowo, więc będzie miała możliwość odbudowy swoich sił zbrojnych i powrotu do agresywnej polityki za jakiś czas. 

Reklama

 

Jakie to może mieć konsekwencje w kolejnych latach? Rosja przez wojnę na Ukrainie znacznie się osłabiła. Napływ pieniędzy pozwoli jej odbudować swoje siły?

 

Dzisiaj Rosja jest bankrutem lub prawie bankrutem, więc ryzyko pełnoskalowej agresji przeciwko jednemu z państw NATO jest stosunkowo niewielkie. Natomiast jeśli zniesienie sankcji i przywrócenie normalnej współpracy z Rosją miałoby taką skalę, że pozwoli Rosji w ciągu kilku lat odbudować w znacznym stopniu potencjał wojskowy i sytuacja zmienia się diametralnie. 

Dla Trumpa paradoksalnie to jest dobra wiadomość, ponieważ staje się on wtedy rozjemcą, a także pośrednikiem między stronami, co pozwala mu na handel z jednymi i drugimi. W dodatku zagrożonym Europejczykom będzie mu dużo łatwiej sprzedawać amerykańską broń. Z jego punktu widzenia to jest deal całkiem atrakcyjny, bo na niego raczej Rosjanie nie napadną. A utrzymywanie zagrożenia w Europie jest Stanom Zjednoczonym na rękę, bo pozwala im rozgrywać swoją politykę w Europie i swój biznes. 

 

Reklama

Jak w takiej sytuacji może zachować się Europa? Trudno spodziewać się, że po tym wszystkim co się wydarzyło europejskie kraje wrócą do takiej współpracy z Rosją, jak miało to miejsce przed atakiem wojsk Władimira Putina na Ukrainę. 

 

Europa na tym możliwym porozumieniu na pewno traci politycznie, ponieważ może być ono zawarte poza nią, a jej skutki będą europejskim stolicom prawdopodobnie brutalnie narzucone. 

Natomiast jeśli chodzi o powrót do handlu z Rosją i zniesienia sankcji to sprawa jest trochę bardziej złożona. Z jednej strony jest to ogromne ryzyko, o którym mówiłem, a z drugiej strony wiemy, że w Europie są siły, które myślą w kategoriach bieżącego interesu gospodarczego, bardzo krótkoterminowego. Dlatego ten powrót do normalnego handlu z Rosją, pewnie wielu europejskim przedsiębiorcom i politykom jednak się po cichu marzy. Jeśli dostaną zielone światło poprzez zawieszenie lub zakończenie działań wojennych, to z pewnością z radością do tego wrócą. 

Dla wielu Europejczyków z pewnością będzie to ulga, tyle, że będzie to jedynie ulga pozorna. Będziemy mieli sytuację taką, jak kiedyś opisał Włodzimierz Lenin, pisząc o kapitalistach, którzy sami sprzedają Bolszewikom sznur, na którym następnie Bolszewicy tych burżujów powieszą. To będzie taka sytuacja. Europa będzie pozwalała Rosji na zarabianie pieniędzy, a Kreml za te pieniądze będzie przygotowywał się do agresywnych działań przeciwko Europie. Zarówno militarnych, jak i tych dywersyjno-wywiadowczych, także w sferze informacyjnej, bardziej intensywnych niż do tej pory.

Europa traci na tej sytuacji na wiele sposobów. Natomiast obawiam się, że stolice europejskie nie znajdą w sobie dzisiaj siły, żeby takiemu scenariuszowi przeciwdziałać. Trzeba zwrócić uwagę na to, że znajdą się w bardzo niezręcznej sytuacji, bo torpedując takie porozumienie wystawiłyby się na zarzuty, że są prowojenne, że działają na rzecz dalszej rzezi w Ukrainie, że nie chcą pokoju. 

Reklama

Propagandowo, wizerunkowo będzie to bardzo trudna operacja, nawet gdyby się Europejczycy na to zdecydowali. 

 

Gdzie w tym wszystkim jest Ukraina? Można spodziewać się tego, że prezydent Wołodymyr Zełenski przyjmie to, co zaproponują mu Stany Zjednoczone? Jest już na takim etapie, że nie będzie miał wyjścia? 

 

Ukraińcy robią na razie dobrą minę do złej gry. Twierdzą, że są konsultowani przez Amerykanów, że jest to wspólne stanowisko Waszyngtonu i Kijowa, to co ma się znaleźć w porozumieniu. Być może, że tak jest naprawdę, ale nawet jeśli nie, to realnie patrząc Ukraina ma wciąż kiepskie karty. Jest zbyt mocno uzależniona od zachodniej pomocy, zarówno wojskowej, jak i ekonomicznej, aby postawić się najpotężniejszemu mocarstwu Zachodu. 

Z drugiej strony Ukraina jest bardzo mocno wyczerpana. Ostatnie sondaże opinii publicznej pokazują, że większość Ukraińców byłaby w stanie zaakceptować każde porozumienie, które da im trochę ulgi, trochę oddechu. Z czysto ludzkiego punktu widzenia trudno się temu dziwić. 

Reklama

 

Zobacz również: Istna katastrofa w USA. Wściekły Trump nie wytrzymał. Doszło do natychmiastowego zwolnienia

 

Natomiast takie mocno niedoskonałe porozumienie, o którym w tej chwili jest mowa, długofalowo będzie dla Ukrainy rodziło ogromne ryzyka, bo odbudowa potęgi rosyjskiej, o której mówiliśmy w kontekście przyszłych zagrożeń dla Europy, oczywiście w pierwszej kolejności będzie zagrożeniem dla samej Ukrainy. Z drugiej strony w przypadku przerwania działań wojennych i otwarcie możliwości bardziej intensywnej współpracy gospodarczej Ukraińców z Europą i Amerykanami, gdyby za tym poszły duże zachodnie inwestycje na Ukrainie, to zwiększa bezpieczeństwo tego kraju. Wówczas napaść na Ukrainę najeżoną amerykańskimi fabrykami, a także tymi należącymi choćby do Francuzów czy Brytyjczyków, jednak byłoby dla Rosji dużo większym ryzykiem niż napaść na taką Ukrainę, jaka było ona w roku 2014 lub 2022. 

Podejrzewam, że Ukraina stanie przed obliczem swoistego wyścigu z czasem, aby jak najszybciej się zmodernizować i jak najszybciej zintegrować się realnie z zachodnią gospodarką i polityką, po to, żeby stać się trudniejszym kęsem do ugryzienia przez Rosjan. Czy zdoła to zrobić zanim Rosja odbuduje swój potencjał i zechce uderzyć ponownie? Trudno dzisiaj przesądzać. Szansa jest. 

 

Reklama

Lokowanie biznesu przez Amerykanów na Ukrainie nie będzie działaniem wbrew polityce Donalda Trumpa? Przywódca Białego Domu od początku kadencji stara się niemal zmusić amerykańskie firmy, które mają swoje oddziały poza USA do przeniesienia ich na teren Stanów Zjednoczonych? Umowa o dostępie do metali ziem rzadkich, która została zawarta między Waszyngtonem a Kijowem może wystarczyć, aby go do tego skłonić?

 

Wbrew pozorom nie powinna nastąpić tu sprzeczność. Należy pamiętać o tym, że te metale ziem rzadkich, to tak naprawdę jest wróbel na dachu, a nawet nie gołąb. One podobno są, ale większość tych złóż jest daleka od eksploatacji. Zdaniem specjalistów potrzeba na to czasu, nawet 10 lat, aby niektóre złoża uruchomić eksploatacyjnie. To jest w dużej mierze kwestia propagandowa. 

Natomiast są inne biznesy, które na Ukrainie można robić. Naturalna i skądinąd słuszna chęć Donalda Trumpa, żeby reindustrializować Amerykę i biznes u siebie, a nie na zewnątrz, nie jest jednak w całkowitej sprzeczności z tym, żeby amerykańskie podmioty inwestowały za granicą i angażowały się w zagraniczne przedsięwzięcia wtedy, gdy ma to ekonomiczne uzasadnienie. Takie możliwości na Ukrainie na pewno się pojawią i Amerykanie tą kooperacją będą zainteresowani. Tak naprawdę już są, ponieważ mamy bardzo poważne amerykańskie inwestycje w zbrojeniówce, a dokładnie mówiąc polegające na produkcji dronów. 

 

Może dojść do spotkania trójstronnego, w którym wezmą udział Trump, Putin i Zełenski? Na początku prezydent USA konieczność właśnie takich rozmowów zapowiadał.

Reklama

 

Niewątpliwie, jeśli zostałoby zawarte porozumienie między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą w tle, a z drugiej strony Rosją. To konsekwencją takiego porozumienia mogłoby i chyba powinno być spotkanie trójstronne. Albo spotkanie rosyjsko-ukraińskie w asyście amerykańskiej. Nie wykluczam takiego scenariusza, ale aby do niego doszło musiałyby zostać uzgodnione takie warunki przerwania działań wojennych, a raczej pokoju w tej sytuacji, które będą rzeczywiście satysfakcjonujące dla wszystkich stron, w tym także dla Ukraińców. 

Jeżeli zostaną zmuszeni do zaakceptowania warunków niekorzystnych dla siebie, to rozsądne ze strony Zełenskiego byłoby wykręcenie się z takiego spotkania. Bo to mu politycznie otwiera drogi do kontestowania tych uzgodnień w przyszłości. 

 

Możemy spodziewać się szybkiego zakończenia wojny, gdyby planowane rozmowy zakończyły się wypracowaniem porozumienia? 

 

Reklama

Jeśli dojdzie do spotkania, to oznaczałoby, że wojna jest przynajmniej przerwana. To czy zostanie ona przerwana czy zakończona, to jest niuans. Kluczowe w tym wszystkim jest to, że przestaną strzelać armaty, latać drony i rakiety. 

Jeśli porozumienie będzie nazwane pokojem czy jedynie zawieszeniem broni, to i tak wznowienie działań wojennych w przyszłości będzie możliwe, jeżeli któraś ze stron uzna to za celowe. Mam tu na myśli stronę rosyjską, bo nie sądzę, żeby Ukraińcy chcieli napadać na Rosję i łamać porozumienie. 

Natomiast nie wyobrażam sobie porozumienia w sytuacji kiedy działania wojenne trwają. To będzie granica nieprzekraczalna zarówno dla Ukraińców, jak i samego Trumpa. Ta propozycja rosyjska, żeby zrezygnować tylko z działań powietrznych, a pozwolić na kontynuowanie działań lądowych jest całkowicie absurdalna i nie sądzę, aby ktoś na takich warunkach chciał z Putinem podpisać porozumienie. 

Jeżeli będzie porozumienie, to będzie także przerwanie działań wojennych. 

 

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

 


Kamil Markiewicz

Kamil Markiewicz

Z mediami związany od 20 lat. Zaczynał od relacjonowania lokalnych wydarzeń w regionalnych gazetach ukazujących się w województwie świętokrzyskim. Najdłużej, bo ponad dekadę pisał o sporcie na łamach dziennika Echo Dnia. W swojej dotychczasowej karierze zawodowej zajmował się nie tylko sportem. Przez ponad sześć lat współpracował z Telewizją Polską, gdzie zajmował się tematami społecznymi, gospodarczymi, politycznymi oraz sportowymi. Laureat nagrody "Talent Mediów 2022" przyznanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej za rzetelność i wszechstronne dziennikarstwo telewizyjne. Przez blisko pięć lat współprowadził audycję "Interwencja" na antenie Polskiego Radia Kielce. Pracę w magazynie FXMAG łączy z pracą w telewizji. Gospodarz programu publicystycznego "Uważam, że..." na antenie Lokalna TV. Oprócz pracy w mediach prowadzi także szkolenia z autoprezentacji.


komentarze

Komentarze

Sortuj według:  Najistotniejsze

  • Najnowsze
  • Najstarsze

Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję

Reklama
Reklama

Najnowsze

Polecane