Donald Trump kilka tygodni temu przestał ulgowo traktować Władimira Putina, stając się zdecydowanie bardziej stanowczym wobec niego i Rosji. Prezydent USA ma konkretny pomysł na to, jak zatrzymać jego wojenne zakusy, nie wchodząc jednocześnie w bezpośrednią konfrontację. Plan zakłada odcięcie rosyjskiej machiny wojennej od źródła finansowania. Jak to zrobić? Trzeba wstrząsnąć rynkiem surowców.
Donald Trump chce wcisnąć kij w tryby rosyjskiej machiny wojennej
Donald Trump bardzo chętnie rozmawia w reporterami i jest w ciągłym kontakcie z obywatelami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Na wizyty w telewizji decyduje się jednak rzadko. Wyjątek zrobił wczoraj dla CNBC, pojawiając się w ich programie na żywo. Prezydent USA został podpytany o kilka istotnych, bieżących kwestii, w tym o podejście do Rosji. Trump przyznał, że wie, jak powstrzymać imperialistyczne zapędy Putina, ale realizacja planu nie będzie taka prosta.
Ten zakłada bowiem odcięcie rosyjskiej armii od źródła finansowania. By to zrobić, Trump chce znacząco obniżyć rynkowe ceny ropy. Rosyjska gospodarka jest od eksportu tego surowca dosyć zależna, więc wojsk nie byłoby z czego opłacać, gdyby wpływy z tego tytułu zdecydowanie zmalały.
Putin przestanie zabijać ludzi, jeśli uda się zbić ceny energii o kolejne 10$ na baryłce. Wtedy nie będzie miał wyboru, bo jego gospodarka cuchnie - mówił na antenie CNBC
Warto zaznaczyć, że wspomniane wpływy i tak mają być w tym roku mniejsze od spodziewanych. W kwietniu rosyjskie ministerstwo finansów przyznało, że musiało zrewidować swoje założenia dotyczące przychodów z handlu gazem i ropą na 2025 rok. Ten ma okazać się o 24% mniejszy od zeszłorocznego, co już wydaje się dotkliwym ciosem. Jeśli Amerykanom udałoby się jeszcze te przychody zbić, Putin miałby coraz mniejsze pole manewru. Przynajmniej w teorii.
Obniżenie rynkowej ceny ropy nie jest takie proste i nie wystarczy do tego wpis w mediach społecznościowych czy rozporządzenie wykonawcze. Niemniej, Amerykanie próbują obniżyć przychody Rosji z handlu ropą w inny sposób. W tym celu starają się wymusić na kupcach rezygnację z transakcji. Taka presja jest teraz nakładana na Indie, które w ostatnich latach stały się jednym z głównych klientów Rosji.
Reklama
Handel na dobre rozkręcił się właśnie po wybuchu wojny na Ukrainie. Przed nią Indie importowały z Rosji około 100 tysięcy baryłek ropy dziennie, co przekładało się na ok. 2,5% całego importu tego surowca do kraju. Teraz to już 1,8 miliona baryłek dziennie, co stanowi 39% całości. Trump zagroził więc, że jeśli Indie tego procederu nie przerwą, nałoży na nie cła dużo wyższe od tych obowiązujących, których stawka wynosi 25%.
Te jednak pod presją nie zamierzają się uginać. Jeszcze w zeszły piątek rzecznik tamtejszego MSZ przyznawał przed kamerami, że takie naciski ze strony USA są nieuzasadnione. Twierdził, że Indie będą ustalały, od kogo kupować ropę, na podstawie aktualnych cen rynkowych i sytuacji na świecie. W odpowiedzi na te słowa Trump po raz kolejny zagroził podniesieniem ceł dla Indii, choć nie zdradził, o jak wysoką stawkę może tym razem chodzić. Wczoraj w programie CNBC wciąż procentów nie podał, ale wyjawił, że taryfy podniesie w przeciągu 24 godzin.
Prezydent USA nie sprecyzował dokładnie, o jaką cenę ropy chodzi, ale możemy przypuszczać, że miał na myśli tę klasyfikowaną na rynku jako Urals. Jej baryłka kosztuje obecnie 64 USD, więc w myśl pomysłu Trumpa Rosja zasiadłaby do negocjacji przy cenie ok. 54 USD. Sęk w tym, że całkiem niedawno dokładnie tyle ona wynosiła. W kwietniu i na początku maja rynkowa cena oscylowała wokół 54 USD, a wojna się przecież wtedy nie skończyła.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję