Kamil Markiewicz (FXMAG): Czym może być podyktowany pomysł wprowadzenia limitu mieszkańców Szwajcarii? Obecnie niemal połowa Szwajcarów opowiada się za tym rozwiązaniem.
dr hab. Magdalena Ratajczak, prof. UWr (ekspertka do spraw Szwajcarii, Zakład Komunikowania Międzynarodowego, Instytut Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa, Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego): Obserwuję Szwajcarię od kilkunastu lat, badając przede wszystkim politykę migracyjną. Muszę przyznać, że nie jestem zaskoczona tym, co się dzieje, bo to już kolejna tego typu inicjatywa w tym kraju, ze strony SVP, czyli Szwajcarskiej Partii Ludowej. Kampania “Nie dla 10 milionowej Szwajcarii” rozpoczęła się już wiele miesięcy temu. Tego typu inicjatyw było znacznie więcej. W 2016 roku SVP chciało doprowadzić do deportacji imigrantów nawet za najmniejsze przestępstwa, jak chociażby kradzież batonika w sklepie. W 2020 roku odbyło się głośne referendum dotyczące zakończenia swobodnego przepływu ludzi z Unii Europejskiej. To skończyło się wówczas niepowodzeniem.
Jak popatrzymy na całą strategię SVP, która jest najliczniejszą partią w szwajcarskim parlamencie, można się było spodziewać, że będzie ona czyniła podobne kroki i inicjatywy do tych, z którymi Szwajcarzy mieli do czynienia już w przeszłości.
Działania prowadzące do ograniczenia liczby imigrantów w Szwajcarii przez SVP są prowadzone od lat. Można powiedzieć, że to jeden ze sztandarowych projektów tej partii. Jeśli spojrzymy na to, jak to wyglądało w przeszłości, to będziemy widzieć, że część z nich była bardzo radykalna. Używano w niej ostrego, a nawet obraźliwego języka. Odbiór tego typu działań miał różny odbiór przez samych Szwajcarów. Niemniej w tym miejscu trzeba podkreślić, że to partia, która wygrywa kolejne wybory, więc jej przekaz musi docierać do tych wyborców, którzy na nią oddają głosy.
To o czym pan wspomniał, że blisko połowa Szwajcarów opowiada się za wprowadzeniem tego limitu jest bardzo ciekawe. Niemniej uważam, że póki co przeciwnicy tego pomysłu mogą być bardziej uśpieni, niż ci, którzy go popierają. Natomiast, gdyby ktoś zapytał mnie dziś, jaki będzie wynik czerwcowego referendum, to nie umiałabym jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Szwajcaria jest państwem, które obecnie ma niewiele ponad 9 milionów mieszkańców. To kraj, którego ponad 30 procent obywateli ma korzenie migranckie. Część z nich przez lata zdobyło już obywatelstwo szwajcarskie.
W mojej ocenie to jest jeden z argumentów, który przekonuje elektorat SVP do tego, że ich działania są skierowane w odpowiednim kierunku. Ten elektorat podnosi kwestie, że za chwilę Szwajcarzy mogą zatracić lokalne wartości, lokalną tożsamość. Zwolennicy tej inicjatywy odwołują się właśnie to takich narodowościowych przesłanek, takiego rdzenia kulturowego.
Pomysł ograniczenia liczby cudzoziemców w Szwajcarii może być spowodowany tym, że Szwajcarom żyje się gorzej? Słychać głosy, że problemy ze znalezieniem pracy, wysokie koszty życia i drogie nieruchomości są tymi powodami, które skłaniają mieszkańców tego kraju do tak radykalnych decyzji.
Z całą pewnością te czynniki ekonomiczne mogą mieć kluczowe znaczenie dla wyniku czerwcowego referendum. Należy zwrócić jednak uwagę na to, że w poprzednich latach także bywały momenty, w których Szwajcarzy odczuwali pewnego rodzaju załamania gospodarcze, a na tak radykalne kroki się nie zdecydowali.
Zwolennicy referendum bardzo mocno podkreślają, że to co się dzieje w Szwajcarii, czyli zmiany etniczne i narodowościowe mają ogromne znaczenie dla cen nieruchomości. To są czynniki wewnętrzne, natomiast Szwajcarzy bardzo mocno przyglądają się temu co dzieje się w innych krajach. Chodzi między innymi o politykę migracyjną i to, co dzieje się u ich sąsiadów, jak chociażby w Niemczech. Należy zwrócić uwagę na to, że z tych 30 procent imigrantów zamieszkujących Szwajcarię większość stanowią Europejczycy, to w tej sytuacji jest bardzo istotne. Czyli są to osoby o podobnej kulturze i wyznaniu.
Trzeba pamiętać o tym, że Szwajcaria od dłuższego czasu uciekając przed koniecznością przyjmowania nieograniczonej liczby imigrantów wypracowała bardzo intensywną tak zwaną pomoc humanitarną polegającą na wsparciu migrantów ekonomicznych i klimatycznych w ich rodzimych krajach.
Słuchając wystąpień w szwajcarskiej telewizji publicznej zwolenników i przeciwników referendum, ci drudzy podkreślali, że to takie populistyczne, uproszczone podejście do tych rozwiązań ekonomicznych. Dziś tak naprawdę nikt nie jest w stanie teraz obliczyć, ale przeciwnicy wprowadzenia ograniczeń podkreślają, że Szwajcaria i Szwajcarzy poniosą gigantyczne straty, jeśli te ograniczenia wejdą w życie. Chodzi między innymi o bardzo dużą liczbę pracowników przede wszystkim szpitali i branży medycznej, którzy w dużej części są obcokrajowcami, czasowo przebywającymi w Szwajcarii. Kolejną branżą, która jest wspierana przez imigrantów jest turystyka, czyli pracownicy hoteli. A także budownictwo.
Przeciwnicy referendum uważają, że zagłosowanie w nim “za” może doprowadzić do gospodarczego krachu, ponieważ kraj nie mógłby korzystać z usług dużej grupy ludzi, którą trudno byłoby zastąpić własnymi zasobami.
Czym może być spowodowane to, że nagle blisko połowa Szwajcarów opowiada się za wprowadzeniem ograniczeń? Tego typu pomysły pojawiały się już w poprzednich latach, ale nigdy nie miały tak dużego poparcia. Przecież wśród osób popierających to rozwiązanie mogą być nawet imigranci, którzy mają szwajcarski paszport.
Jeśli popatrzymy na podziały językowe, to SVP zawsze miała największe poparcie w tej niemieckiej części społeczeństwa, zwłaszcza na obszarach wiejskich. Kolejną grupą są osoby włoskojęzyczne. Przyglądałam się badaniom, które prowadzą Szwajcarzy. Wynika z nich, że wśród wyborców tej partii są mieszkańcy z imigranckim korzeniami. Można się spodziewać, że mogą być oni także za pomysłem ograniczenia liczby mieszkańców.
To jest bardzo wyraźne w badaniach, że tematyka proimigrancka nie zawsze będzie zyskiwać uznanie wśród samych imigrantów, którzy w danym kraju mieszkają od jednego, dwóch czy trzech pokoleń. Nie zawsze muszą oni chcieć dawać im takiego wsparcia, dlatego w grupie, które w referendum mogą zagłosować za wprowadzeniem ograniczeń z pewnością będą osoby, które pochodzą z innych państw.
Powiem więcej, takie osoby mogą chcieć także ograniczenia przepływu cudzoziemców. Takie nastroje panują nie tylko w Szwajcarii, ale także szerzej wśród obywateli Unii Europejskiej, nie zważając na to, czy są to imigranci klimatyczni, ekonomiczni czy nawet wojenni uchodźcy. Te osoby w odczuciu wielu osób są zagrożeniem, a nie szansą na zróżnicowanie rynku pracy.
Jeśli referendum byłoby skuteczne, to jakie niosłoby to za sobą konsekwencje dla Szwajcarii, a także całego regionu? Ograniczenia miałyby być wprowadzane etapami. Wśród planów jest ograniczenie współpracy międzynarodowej w zakresie przepływu imigrantów, w tym także tej z Unią Europejską.
W tym przypadku Szwajcarzy patrzą ze swojej perspektywy. Jestem bardzo ciekawa, jak dużo czasu i zaangażowania przeciwnicy referendum przeznaczą w ostatnich tygodniach przed głosowaniem, aby pokazać niezdecydowanym lub nawet tym, którzy są obecnie w grupie 48 procent popierających to rozwiązanie, że skutki takiej decyzji mogą być dużo groźniejsze niż to, że rząd na poziomie narodowym, a także władze poszczególnych kantonów prowadzą takie rozwiązania, które wewnątrz Szwajcarii będą regulowały napływ ludności. Myślę, że w tym kierunku przeciwnicy referendum mogą pójść. O wszystkich skutkach nie będą w stanie rozmawiać. Natomiast to, co już teraz podnoszone jest przez przeciwników jest możliwe pogorszenie relacji z Unią Europejską. Wówczas mogłaby nastąpić konieczność wypowiedzenia umowy o swobodnym przepływie osób z Unii Europejskiej. Co prawda to na pierwszy rzut oka może brzmieć sloganowo, ale jeśli do tego dojdą kolejne argumenty takie, jak to, że współpraca handlowa z Unią Europejską jest fundamentalna, a kraje wspólnoty są głównym odbiorcą mniej więcej połowy szwajcarskiego eksportu, to pokaże jak w soczewce, że zerwanie tych relacji może być ogromnym problemem.
Do głosu zaczynają dochodzić także przedsiębiorcy, którzy podnoszą, że w przypadku zerwania umowy o swobodnym przemieszczaniu się ludności, będą musiały rozważyć, czy nie przenieść swojego biznesu do innych krajów Unii Europejskiej. To brzmi dość groźnie i może podziałać na wyobraźnię wielu Szwajcarów przed podjęciem decyzji.
Takie ograniczenie może mieć także duży wpływ na naukę. Uczelnie wyższe bardzo duży nacisk stawiają na rozwiązania związane z innowacyjnością. Brak naukowców z innych krajów również może mieć duże znaczenie.
Patrząc na te wszystkie argumenty z jednej i z drugiej strony, bez względu na to po której stronie będzie zwycięzca w mojej ocenie wynik głosowania będzie bardzo zbliżony. Sondażowe wyniki pokazują, że jest to problem, który bardzo mocno dzieli Szwajcarów.
Skutki tego ograniczenia nie mogą być odwrotne od zamierzonych? Obecnie podnoszona jest sprawa ograniczenia liczby ludności. Natomiast jeśli zerknęłam na dane, to co prawda widzimy, że przyrost naturalny utrzymuje się na wysokim poziomie 10% w 2025 roku, ale w większości odpowiadają za to właśnie imigranci, którzy mieszkają w Szwajcarii. Ograniczenie nie sprawi, że kraj nagle zacznie zmagać się z problemami demograficznymi?
Szwajcaria do tej pory stosowała politykę “uchylonych drzwi” właśnie dlatego, żeby się zabezpieczyć na przyszłość. Władze w Szwajcarii mają świadomość tego, że społeczeństwo rdzennie szwajcarskie się zmniejsza, dlatego przypływ imigrantów, ale kontrolowany niesie za sobą pozytywne skutki.
Rządzący mają niezwykle trudne zadanie, bo używając bardzo populistycznych haseł mówiących bardzo dobitnie o zagrożeniach płynących z nieograniczonej migracji, a z drugiej strony prowadzić tę politykę “otwartych drzwi”, która szwajcarskiej gospodarce jest po prostu potrzebna.
Oczekiwałabym od przeciwników referendum pokazania rozwiązań, jakie mogą być mechanizmy i jakie już teraz Szwajcarzy stosują, by nie przekroczyć tej “magicznej” liczby 10 milionów mieszkańców, ale przy tym zabezpieczyć się na nagły spadek liczby obywateli, co mogłoby mieć negatywne skutki chodziażby na rynek pracy czy system emerytalny. A należy zwrócić uwagę, że szwajcarskie społeczeństwo starzeje się w szybkim tempie.
Jeśli Szwajcaria pozostałaby na poziomie 15 procent cudzoziemców, to już teraz miałaby problem demograficzny. Wówczas liczba młodych ludzi, którzy mogliby w Szwajcarii uczyć się, a następnie pracować byłaby niewystarczająca.
Robiłam wiele badań i wywiadów w Szwajcariii. Wynika z nich, że wiele osób, które mają korzenie imigranckie po latach mieszkania w tym kraju bardziej czują się Szwajcarami, niż obywatelami kraju, z którego pochodzą.
SVP wykorzystuje także argument, że w Szwajcarii przez obecną politykę migracyjną zwiększa się liczba muzułmanów. Tak naprawdę wciąż stanowią marginalną liczbę, więc nie są zagrożeniem. Co prawda, gdyby nie było tych zabezpieczeń chociażby na poziomie kantonów, to wówczas polityka migracyjna mogłaby się wyrwać spod kontroli, ale w obecnej sytuacji w mojej ocenie jest to raczej mało prawdopodobne.
Zobacz również: Liczba pozwoleń na pobyt w UE dla obcokrajowców spadła. Najwięcej otrzymali Ukraińcy
Gdyby referendum było skuteczne, mogłoby rozpocząć trend antyimigracyjny w innych krajach Europy? Nastroje i niechęć do imigrantów wydaje się narastać w wielu europejskich krajach.
Niezwykle cenię system referendalny Szwajcarów, ale mam też świadomość, że kultura demokracji i historia tego państwa sprawia, że nie da się od tak przenieść rozwiązania, w którym obywatele decydują o wielu ważnych sprawach, jak to bywa w Szwajcarii, do innych krajów. Chociażby w Polsce próbowano przeforsować pomysł zwołania referendum w różnych sprawach, ale w większości kończyło się to fiaskiem.
Należy pamiętać o tym, że referendum jako narzędzie nie może być zastosowane w każdym miejscu, powołując się na przykład Szwajcarii. To jest niezwykle przydatne narzędzie, ale w sytuacji, gdy społeczeństwo rozumie, jak z niego korzystać. Szwajcarzy mają to we krwi. W innych krajach taka demokracja bezpośrednia niosłaby za sobą duże ryzyko.
Nastroje antyimigranckie w sytuacji przyjęcia ograniczeń przez Szwajcarów mogą być potęgowane w innych europejskich państwach?
To, że w Europie narasta antyimigranckie nastawienie to fakt. Pytanie, na ile te nastroje będą miały wpływ na polityków? Proszę jednak pamiętać o tym, że Szwajcaria jest państwem spoza Unii Europejskiej, który jednak nie ma przełożenia do końca na to co dzieje się w innych częściach Europy. Kilka lat temu Szwajcarzy w referendum opowiedzieli się przeciwko budowie minaretów. Burza po tym była nieprawdopodobna. Podnoszono, że w łatwy sposób na tym przykładzie w innych miejscach w Europie będzie można zablokować budowę miejsc modlitwy, czy budowli sakralnych. Wówczas uznano, że jest to nieprawdopodobne, że państwo, które na sztandarach niesie wartości tolerancji, wielokulturowości, jednocześnie podejmuje tak radykalne ograniczenie. Wiele światowych organizacji krytykowało to postępowanie, a mimo wszystko nie podjęto podobnych rozwiązań w innych krajach.
Podjęcie decyzji o ograniczeniu na pewno byłoby momentem rozpoczęcia dyskusji na ten temat. To z pewnością doprowadziłoby także do negocjacji Szwajcarii z Unią Europejską na temat dalszej współpracy, zwłaszcza, że ten pierwszy próg wskazany w planie dotyczącym ograniczeń, czyli moment, gdy liczba mieszkańców Szwajcarii doszłaby do 9,5 miliona, wymusiłaby na władzach wprowadzenie pierwszych ograniczeń, aby nie doszło do osiągnięcia pułapu 10 milionów.
Mimo, że Szwajcaria jest małym krajem, ale ze względu na liczne koncerny, w tym farmaceutyczne, które się tam znajdują, a także wiele innych firm, Unia Europejska także będzie zainteresowana, aby wypracować w takiej sytuacji nowe porozumienie, które byłoby możliwie najbardziej korzystne dla obu stron.



























































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję