Kamil Markiewicz (FXMAG): Jak pan ocenia te 100 dni prezydentury Karola Nawrockiego?
Prof. Kazimierz Kik (politolog, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego): Nie można mieć co do tych 100 dni prezydentury jakiś poważnych zastrzeżeń. Karol Nawrocki, przynajmniej patrząc na to z boku, przyjmuje samodzielną pozycję. Myślę, że w tym czasie zakreślił swoje strategiczne cele. Uważam, że zmierza po to, aby przejąć inicjatywę po prawej stronie sceny politycznej, czyli w kręgu Prawa i Sprawiedliwości i Konfederacji. Widać, że stara się usamodzielnić po tym, jak został wskazany do politycznego bytu przez Jarosława Kaczyńskiego.
Ważne jest także to, kim otacza się prezydent Karol Nawrocki. Są to w części doświadczeni politycy. Niektórzy z nich wcześniej współpracowali z Andrzejem Dudą. Nie wiem, czy dobrym pomysłem było opieranie części polityki na osobach, które Karol Nawrocki zabrał ze sobą z Instytutu Pamięci Narodowej? To są ludzie o określonej opcji, jeśli chodzi o interesy Polski.
Nie jestem przekonany, czy otoczenie prezydenta i niektóre osoby, które się w nim znalazły prezentują stanowisko, którego Polska w tym momencie potrzebuje. W moim przekonaniu, nasz kraj nie powinien - a osoba prezydenta jest w nim kluczowa - radykalizować swojej pozycji, określając się przeciwko Niemcom z jednej strony, a Rosjanom z drugiej. A taka jest polityka IPN-u.
Myślę, że po 100 dniach zachowanie pana prezydenta można określić, jako czas szukania własnej drogi, z naciskiem na słowo “własnej”.
Czytaj też: Dwa lata od wyborów parlamentarnych. Ekspertka: “W polityce nie ma nic gorszego niż zawiedzione nadzieje”
Tuż po wyborze Karola Nawrockiego na prezydenta pojawiały się głosy ze strony partii tworzących koalicję rządzącą, że nowy prezydent będzie wykonywał polecenia prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Z tego, co pan mówi wydawać się może, że jest zupełnie inaczej?
Karol Nawrocki prowadzi własną politykę przy współpracy ze swoim sztabem. Należy zauważyć, że osoby, które otaczają prezydenta, to nie są tylko przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście, Karol Nawrocki został wskazany przez PiS, ale w mojej ocenie nie będzie “długopisem”, który będzie zgadzał się na wszystko. Niebawem przekonamy się, czy będziemy mogli powiedzieć, czy to jego atut czy też nie.
Szukanie poparcia u Konfederacji, to jest szukanie miejsca dla Polski, samodzielnego w kontekście polityki międzynarodowej, podczas, gdy nasz kraj znajduje się w najgorszej sytuacji od kilkudziesięciu lat, jeśli chodzi o międzynarodowe położenie Polski. Na Ukrainie trwa wojna, a Rosja postrzega nasz kraj, jako jedno z głównych państw wspierających Ukrainę. Nie wiem, czy jeśli będziemy dalej utrzymywać tę pozycję nie grozi nam osamotnienie. Doskonale wiemy, że w niemieckiej myśli politycznej jest potrzeba budowania euro-azji razem z Rosją. Te sygnały mogą być coraz wyraźniejsze. Niewykluczone, że ta ekspansja nie będzie wywołana przez prezydenta Donalda Trumpa, który będzie chciał zostawić Europę współpracującą, która będzie osłabiała Chiny. Aby ten cel został spełniony będzie potrzebne współdziałanie głównie Niemiec i Rosji.
Może do tego dojść, gdy Amerykanom uda się dość wyraźnie zaznaczyć Władimirowi Putinowi, że Chiny mają konkretne plany wobec Rosji. Do 2049 roku, czyli do momentu 100-lecia utworzenia Chińskiej Republiki Ludowej będą oni chcieli odebrać, zwrócić sobie cały Daleki Wschód. Plany programu imperialnego Chin są nastawione także w kierunku Rosji. Konkretnie chodzi o chęć zabrania części terytorium tego kraju, zwłaszcza jeśli chodzi o terytorium Azji za Uralem, które zostało odebrane w 1858 roku, w momencie, gdy Chiny były w słabszej pozycji.
Bardzo dużo będzie zależało od tego, jak potoczy się wojna na Ukrainie. Gdyby wygrała ją Rosja, to budowanie obrazu Polski, jako przeciwnika Niemiec może być dla nas bardzo niekorzystne. Należy zwrócić uwagę też na to, że perspektywa Unii Europejskiej stopniowo zaczyna tracić grunt, w tym sensie, że Donald Trump traci zainteresowanie integracją europejską. Doskonale zdaje on sobie sprawę, że będzie musiał się skupić na tym, co dzieje się na Oceanie Spokojnym. Chodzi oczywiście o rosnące napięcie między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Nie jest on już zainteresowany budowaniem w Europie silnej wspólnoty, która byłaby zależna od USA. Wydaje się, że może prezydent Trump może “pobłogosławić” współpracę między Niemcami i Rosjanami, aby zapanować nad sytuację w euro-azji.
Trzeba zauważyć, że rodzi się nowa perspektywa światowego ładu. To co jest w tej chwili za naszą wschodnią granicą nie jest wbrew pozorom wojną Ukrainy z Rosją, a konfliktem między Rosją a USA. Tylko, że ta wojna została rozpętana w momencie, w którym Amerykanie będą musieli szukać dla siebie innej perspektywy, na której będą musieli skupić swoje działania. Chodzi o akwen Oceanu Spokojnego. Dlatego Stany Zjednoczone mogą być zainteresowane neutralizacją sytuacji w Europie, ale nie ze swoim parasolem ochronnym. To jest najgorsze.
W tych czasach nie powinniśmy mieć prezydenta, który będzie szukał ułańskich rozwiązań, czyli “szabla na koń i jazda”, tylko polityka dużego formatu, z talentem, który pozwoli mu na znalezienie miejsca dla Polski w nowym ładzie międzynarodowym, który zaczyna się kształtować. Nie wiem, czy pozycja, w której wyraźnie opowiadamy się przeciwko Niemcom z jednej strony i Rosji z drugiej strony będzie dla nas korzystna, patrząc na to, że Stany Zjednoczone stopniowo będą się z naszego regionu wycofywać.
Pytaniem póki co bez odpowiedzi pozostanie to, czy zamiast prężenia muskułów i wydawania największego odsetka PKB na zbrojenie, poszukać innych rozwiązań dla naszego kraju. Mówienie, że będziemy najsilniejszą armią w Europie jest mocno prowokacyjne, bo wiadomo, że tak nie będzie. Najsilniejszą armię będą miały Niemcy, które zaczynają przeznaczać ogromne kwoty na zbrojenie. Prawdopodobnie wkrótce wejdą oni także w posiadanie broni nuklearnej.
Nowe podziały w Europie było widać podczas ostatniego spotkania europejskich przywódców w Kijowie, w którym wzięli udział prezydent Francji, kanclerz Niemiec, premier Wielkiej Brytanii, a także premier Donald Tusk. To było w momencie, gdy Polska sprawowała prezydencję w Unii Europejskiej, a naszemu premierowi chyba wydawało się, że jest prezydentem unii. Przedstawiciele państw, o których wspomniałem kazali Donaldowi Tuskowi iść do innego wagonu i siedzieć tam samemu cicho. To był symboliczny pokaz, jak ta nowa władza Europy, jak wytraca tempo integracja europejska, będzie prowadziła swoją politykę. Pozycja Polski w tym układzie może być zagrożona.
Nie jestem przekonany, że polityka prowadzona obecnie przez Karola Nawrockiego jest dobra dla budowania przyszłości Polski.
Wrócę jeszcze do części pytania o niezależność Karola Nawrockiego. Wydaje się, że prezydent - mówiąc kolokwialnie - póki co nie daje sobie wejść na głowę Jarosławowi Kaczyńskiemu, próbując samemu podejmować decyzje.
Zgadza się. Jeśli chodzi o Prawo i Sprawiedliwość i tę część polskiej polityki, to widzimy, że zaczynają się przepychanki w kierunku przejęcia inicjatywy z chwilą odejścia Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS ma swoje lata i myślę, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że niebawem trzeba będzie odejść z polityki. Wydaje się, że Karol Nawrocki może umacniać się w świadomości, że to on obejmie stery po Jarosławie Kaczyńskim. Jego postawa wskazuje, że może on podjąć próbę zjednoczenia prawicy, czyli Prawa i Sprawiedliwości z Konfederacją. To będzie miało bardzo duże znacznie w przyszłości.
Jarosław Kaczyński oznacza póki co podziały na prawej stronie sceny politycznej.
Połączenie prawicowych sił w Polsce za sprawą Karola Nawrockiego jest możliwe?
Moim zdaniem, to co się teraz dzieje, to jest budowanie podstawy pod taką ewentualność. Nie ma lepszej pozycji wyjściowej niż prezydentura. Tym bardziej, że duża część Polaków nie jest do końca zadowolona z trwającego ciągle przywództwa Jarosława Kaczyńskiego, który raz wygrywa, raz przegrywa. W końcu będzie musiał przegrać, bo będzie w wieku, który w polityce nie jest optymalny.
Nie jest wykluczone, bo przecież Jarosław Kaczyński jest inteligentnym człowiekiem, że sam zrozumie zmieniające się opcje na prawicy, że szukany jest młody, perspektywiczny i przekonujący polityk, który mógłby poprowadzić tę partię dalej. Jeśli chodzi o Karola Nawrockiego, to zgadzam się z tym, że jest młody i wyrazisty, ale nie jestem pewny, czy w momencie tendencji przemian, jakie w Europie się rysują, jego doświadczenie polityczne będzie wystarczające, aby przejąć władzę na prawicy. Tu potrzebny jest profesjonalista, a nie polityk. Mam wątpliwości, czy Karol Nawrocki może być członkiem tej miary, co może prowadzić do błędów, za które zapłaci cały kraj.
Patrząc na najnowszy sondaż tygodnika “Polityka” wydaje się, że Karol Nawrocki wciąż ma duży mandat społeczny. Aż 53% respondentów oceniło jego 100 dni prezydentury dobrze, z czego 21% bardzo dobrze. Źle ocenia go 15% badanych, a bardzo źle 11%, co daje łącznie 26% respondentów. Z czego może wynikać tak dobra ocena?
Zastanawiam się, jakie mogły być motywy osób, które kierowały się aż tak dobrą oceną prezydentury? Nie sądzę, że są podstawy, aby zdecydowanie negatywnie lub pozytywnie oceniać Karola Nawrockiego. Wciąż minęło zbyt mało czasu, aby móc to stwierdzić.
W tym czasie prezydent na pewno zaznaczył wyraźnie - o czym już mówiliśmy - że jest i będzie się starał pozostać niezależnym. Na pewno będzie szukał porozumienia na całej prawicy, aby ją zjednoczyć. W moim przekonaniu tym kierowały się osoby, które oceniały go pozytywnie.
Póki co, trudno nam ocenić zachowanie Karola Nawrockiego na płaszczyźnie międzynarodowej. Prezydent musi być tym politykiem, który będzie prowadził kraj we właściwym kierunku, czyli nie w stronę zagrożeń tylko współdziałania. Między innymi z sąsiadami i innymi państwami europejskimi. Póki co takiej perspektywy nie widzę. Na razie zauważalne jest jedynie to, że Karol Nawrocki jest akceptowalny przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Tylko należy pamiętać, że USA powoli ewakuuje się z Europy. Widać to chociażby po wycofaniu części wojska. Jeśli Amerykanie tego nie zrobią, to nie będą w stanie sprostać wyzwaniom, które za kilka lat czekają ich na Pacyfiku. Stawianie na Donalda Trumpa przez prezydenta Polski, jako głównego guru w międzynarodowej polityce nie jest optymalnym wyborem.
Jeśli Europa ma zostać pozostawiona sama sobie, to Polska powinna skupić się na sojuszach wewnątrz europejskich. Od tego zależy, czy będziemy na wschodzącej tendencji, jeśli chodzi o bezpieczeństwo czy na spadającej.
Pan Nawrocki pokazuje nam się jako polityk jednego wyboru, czyli Stanów Zjednoczonych. W obecnej sytuacji nie ma opcji, aby taką politykę przyjąć, ponieważ Europa zmierza w takim kierunku, w tym nowym świecie, który się kształtuje, że Polska znajdująca się w tak strategicznym miejscu na Starym Kontynencie powinna szukać współpracy wokół siebie, a wrogów daleko, a nie odwrotnie.
Patrząc perspektywicznie na losy Polski, jeżeli państwa europejskie stworzą swój dyrektoriat w świecie, to nasz kraj będącym głównym sojusznikiem USA, które będzie miało priorytety polityczne gdzie indziej, nie bardzo by się wpisywało w przyszły krajobraz polityczny w Europie.
Jak może pan ocenić współpracę prezydenta Karola Nawrockiego z rządem? O ile w ogóle o jakieś współpracy można mówić.
Polska jest bardzo spolaryzowana politycznie. Jedną częścią tej polaryzacji jest pan Nawrocki, który oczywiście mówi o tym, że trzeba współpracy i jedności, ale jego działania mają charakter konfrontacyjny, jeżeli chodzi o Platformę Obywatelską. Myślę, że on jest dzieckiem polaryzacji politycznej w Polsce. Biorąc pod uwagę jego poprzednie zatrudnienie, jako szefa IPN-u, to należy zauważyć, że sam IPN to szukanie przeciwników w Polsce. Wśród nich “putinowców”, “proniemieckich”, więc nie ma doświadczenia budowania jedności Polaków. Teraz jak jest prezydentem, to będzie mógł kierować tym ruchem, a ten będzie szedł w kierunku polaryzacji kraju, czyli mówiąc wprost zniszczenia przeciwnika.
Na ocenę Karola Nawrockiego, jako prezydenta mogą wpływać także obietnice wyborcze, które składał. Jednej z kluczowych, dotyczącej obniżki ceny prądu w ciągu pierwszych 100 dniach o blisko 30%, już wiemy, że nie udało się dotrzymać.
Dzisiejsza polityka wykorzystuje pogubionych Polaków, aby przekonać do siebie wyborców. Aby zrozumieć, jakie mogą być tendencje w zakresie energii elektrycznej, to trzeba mieć konkretną wiedzę. Zdecydowana większość Polaków tej wiedzy nie ma, więc obietnice padają na podatny grunt ludzi nieuświadomionych, którym można obiecać wszystko.
Nie chodzi tu tylko o pana Nawrockiego, ale o całą polską politykę, a w szczególności partie wodzowskie, które od lat ze sobą walczą. Polega ona na obiecywaniu wszystkim wszystkiego. Jak to w jednym studiu telewizyjnych powiedział polityk Platformy Obywatelskiej Przemysław Witek “cóż szkodzi obiecać”.
Doskonałym przykładem niespełnionych obietnic jest Donald Tusk, który ostatnio powiedział “daliście mi 30% poparcia, to zrealizowałem 30% obietnic”.
Należy zwrócić uwagę, że w czasie tak spolaryzowanej sceny politycznej przywódcom polskich partii nie można w żaden sposób ufać, zwłaszcza, gdy chodzi o deklaracje składane w kampanii wyborczej. Mogą obiecać wszystko wszystkim, byle by wygrać.
Jak może wyglądać dalsza część prezydentury Karola Nawrockiego? Te 100 dni, które są za nim, to prognostyk tego, czego możemy się spodziewać?
Karol Nawrocki wokół siebie ma inteligentych i doświadczonych polityków. Myślę, że może na nich polegać, co byłoby dobrym posunięciem. Uważam, że Karol Nawrocki jest bardzo inteligentnym politykiem, ale takich mamy dużo. Dlatego, w moim przekonaniu dobry skład Kancelarii Prezydenta może świadczyć o tym, że polityka prezydenta będzie prowadzona racjonalnie. Póki co, jego decyzje tożsame są z jego walecznym charakterem, który może dominować przy podejmowaniu niektórych decyzji.
Zobacz również: W oświadczeniu majątkowym prezydenta brak kontrowersyjnej kawalerki. Oto co posiada Karol Nawrocki



























































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję