Sprawa ma swój początek w 2021 roku. W tym roku, do czerwca państwa członkowskie były zobligowane do wdrożenia przepisów dotyczących praw autorskich w Internecie, które powstały w 2019 roku. Polska nie wywiązała się z tego obowiązku, ponieważ podważała część zapisów, które znalazły się w unijnej dyrektywie. Najbardziej kontrowersyjny okazał się artykuł 17 nakładający na platformy internetowe odpowiedzialność za treści chronione prawami autorskimi. Polska nie zgadzała się z tym zapisem uważając, że może on godzić w wolność słowa w Internecie. Sprawa została skierowana do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wydał wyrok w tej sprawie.
Czytaj też: Obywatel ma prawo wiedzieć kto go sprawdza? Werdykt TSUE wprowadzi rewolucję w polskim prawie?
Polska wdrożyła przepisy… z opóźnieniem
Sprawę do TSUE skierowała Komisja Europejska, która nie zgadzała się z polskim stanowiskiem, że unijne przepisy mogą godzić w wolność słowa. Trybunał wydał werdykt w 2022 roku stwierdzając, że zapisy dyrektywy, w tym artykuł 17 są zgodne z prawem Unii Europejskiej, nie dopatrując się znamion, które mogłyby ograniczać prawa twórców oraz wolności słowa w Internecie.
Zgodnie z artykułem 17, który wywołał kontrowersje, dostawca publicznego dostępu do utworów chronionych musi uzyskać zezwolenie od podmiotów uprawnionych. Jedną z możliwości jest zawarcie umowy licencyjnej, na mocy której utwór może być udostępniany. Dostawcy mogą jednak zostać zwolnieni z tego obowiązku poprzez nadzorowanie treści zamieszczanych przez użytkowników, aby zapobiec udostępnianiu online materiałów objętych ochroną.
Konsekwencją wyroku TSUE dla Polski nie była jedynie konieczność dostosowania się do unijnych regulacji (zrobiła to jeszcze w trakcie rozpatrywania skargi - przyp. red.), przeciwko którym nasz kraj protestował, ale także kara finansowa nałożona przez TSUE w wysokości 8,3 mln euro. To kara za uchylanie się od obowiązkowego terminowego wdrożenia unijnych przepisów.
Ministerstwo obwinia poprzedników
Polska początkowo starała się uniknąć płacenia kary tłumacząc przed TSUE konieczność przeprowadzenia konsultacji społecznych, co było utrudnione przez panującą wówczas pandemię COVID-19. Unijna instytucja odrzuciła argumenty naszego kraju, podtrzymując decyzję o finansowej karze dla Polski.
Do sprawy odniósł się rzecznik Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Jędrzejowski, który koniecznością zapłacenia milionowej kary obwinia poprzedników.
„Dostosowanie polskiego prawa do europejskich standardów – zwłaszcza w tak kluczowych kwestiach jak prawa autorskie – leży w naszym interesie” - powiedział cytowany przez PAP Piotr Jędrzejowski.
Rzecznik Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zasugerował, że obecny rząd stara się nadrobić zaległości poprzedniej władzy.
„Zaniedbania we wdrożeniu dyrektyw unijnych dotyczących praw autorskich nadrobiliśmy w kilka miesięcy – zostały zaimplementowane do polskiego prawa 20 września 2024 roku” - podkreślił Piotr Jędrzejowski.
Przypomnijmy, że dyrektywa o prawach autorskich w Internecie miała ujednolicić przepisy w całej “wspólnocie”.
Zobacz również: Banki będą musiały oddać pieniądze? Wyrok TSUE może wpłynąć na dalsze losy WIBOR-u
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję