Reklama
Reklama
Reklama

IRAN: Nowy front otwarty, nowe kraje wciągnięte. Wojna rozszerza się szybciej, niż zakładano

Wojna w Iranie szybko eskaluje. Zmienia swój format i przede wszystkim, rozmiar. Jej wynik może nie zostać rozstrzygnięty w Teheranie, ani w Waszyngtonie, ale w amerykańskich czy katarskich magazynach rakiet. I to szybciej, niż sądzono. 

IRAN był początkiem. Nowe kraje wciągane do wojny! CZARNY SCENARIUSZ staje się faktem
ANDREW CABALLERO-REYNOLDS/AFP/East News
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Spis treści

  1. Efekt domina przyspiesza
    1. Zapasy rakiet, logistyka i przetrwanie
      1. Energetyczny chaos już jest skutkiem wojny w Zatoce Perskiej
        1. To już nie jest wojna lokalna. Efekty obejmą nie tylko ropę i gaz
          1. Jeden z sojuszników Iranu jeszcze się nie aktywował. Czy to zrobi?
            1. Stawka coraz wyższa, a to raptem kilka dni

              Obrona powietrzna Kataru czy Emiratów jest bliska załamania, podaje The Guardian.

              Katarskie rakiety Patriot mogą wyczerpać się za 4 dni, szacuje Bloomberg (ocena z 2 marca). Natomiast Emiratów, za 7 dni, czyli w przyszłym tygodniu. Oba kraje oczywiście oficjalnie temu zaprzeczają.

              Co stanie się, gdy skończą się te pociski? Zmaterializowałby się scenariusz, który jeszcze w zeszłym tygodniu był nie do pomyślenia.

              Jednak to nie wszystko. Właśnie otworzył się kolejny front, ale nie w Iranie, a w innym kraju Bliskiego Wschodu, Libanie. Wciągnął on do walki izraelskie siły lądowe.

              Konflikt w Iranie (i już nie tylko) pokazuje, że współczesna wojna polega na logistyce i zapasach. Możliwe, że właśnie rozpoczyna się szeroki konflikt na Bliskim Wschodzie. To już nie tylko atak USA i Izraela na Iran. 

              W wojnie zaangażowane są już: Izrael, USA, Iran, Hezbollah, Liban i irackie milicje. Z kolei 6 krajów Zatoki Perskiej, czyli Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman oraz Kuwejt, jest o włos od bycia wciągniętymi w konflikt.

              Reklama

              Ruch Huti, sojusznik Iranu w Jemenie, jeszcze nie uderzył, choć na to się zanosi. W tej wojnie nie ma linii frontu. Jest za to reakcja łańcuchowa.

               

              Efekt domina przyspiesza

              Początkowe uderzenie USA było zaskakująco skuteczne. Amerykańsko-izraelski atak wyeliminował najwyższego przywódcę Iranu. Teraz, Iran nie jest w stanie odpowiedzieć w sposób konwencjonalny. Robi jednak coś skutecznego.

              Zamiast podjąć klasyczny odwet, aktywuje tzw. “Oś oporu”. To nieformalna sieć grup bojowników wspieranych przez Iran. 

               

              iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 1iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 1
              Źródło: Britannica.

               

              Reklama

              Mamy Hezbollah w Libanie, Hamas w Palestynie, Huti w Jemenie czy milicje w Iraku.

              Doktryna jest prosta: Teheran przenosi konflikt na teren przeciwnika. Iran walczy wielopoziomowo. Atakuje też bezpośrednio i zaczepnie inne kraje zatoki perskiej, ale też konfrontuje się z nimi pośrednio poprzez swoich sojuszników.

              Pod ostrzałem znalazły się amerykańskie obiekty w całym Bliskim Wschodzie. Konsulat w Dubaju, placówka CIA w Arabii Saudyjskiej i baza amerykańska w Katarze zostały zaatakowane.

              Hezbollah otwiera drugi front na terenie Izraela i Libanu, wystrzeliwując salwy rakiet. Konflikt rozrasta się na szeroki region. 

              Bejrut, stolica Libanu znajduje się blisko 1500 km od Teheranu. To mniej więcej tyle co z Warszawy do Londynu.

              Izrael odpowiada. Przeprowadza naloty, wysyła wojska lądowe, które po raz pierwszy od blisko dwóch lat wkraczają na teren południowego Libanu. To najpoważniejsza eskalacja konfliktu Izraelu z Libanem od 20 lat.

              Reklama

              Wygląda na to, że Hezbollah szykuje się do dłuższej walki. Nie jest to emocjonalny odwet, tylko element strategii korzystnej dla Iranu, czyli rozciągnięcia konfliktu i wyniszczania arsenału Izraela.

              Komunikat izraelskiego dowództwa jest następujący: Hezbollah musi zostać zdecydowanie osłabiony. To podnosi stawkę: jeśli Izrael wygra, to północny odstraszacz Iranu upadnie. Jednak jeśli Izrael przegra i Hezbollah nie zostanie osłabiony, to bojownicy przetrwają silniejsi politycznie.

              W obliczu tego konfliktu stało się coś naprawdę zaskakującego. Rząd Libanu przyjął stanowisko zupełnie inne, niż do tej pory. Nie toleruje Hezbollahu, ale otwarcie krytykuje.

              Nawet premier Libanu, Nawaf Salam, potępia eskalację konfliktu i zakazuje Hezbollahowi działań militarnych. Prezydent tego kraju potępia ataki przeprowadzone zarówno przez Hezbollah, jak i Izrael. To bardzo rzadka sytuacja. Po raz pierwszy Hezbollah znajduje się pod presją nie tylko ze strony Izraela, ale także rządu Libanu.

               

              Zapasy rakiet, logistyka i przetrwanie

              W tej wojnie nie chodzi już o to, kto zajdzie dalej w terytorium, kto kogo zneutralizuje. Szala przenosi się na to, kto posiada ile rakiet. Ile posiada Hezbollah, ile Izrael, a ile Iran w porównaniu do Kataru czy Emiratów. 

              Ważny jest też bilans kosztów, który jest wyraźnie nierówny. Teheran wysyła tanie drony i rakiety, ale kraje Zatoki Perskiej wykorzystują drogie przechwytujące pociski amerykańskiej produkcji warte setki a nawet miliony dolarów.

              Reklama

              Te rakiety przechwytujące są skuteczne, ale nie zmienia to faktu, że kosztowne. Szacuje się, że cena jednego drona Shahed wynosi od 30 do 50 tysięcy dolarów, a jeden pocisk przechwytujący Kataru może kosztować ponad dziesięć razy więcej.

              Niewygodna dla Kataru czy Emiratów prawda jest taka, że zaawansowane systemy obronne mają ograniczony zasób amunicji. Bloomberg podaje, że Katarowi skończą się jeszcze w tym tygodniu. Katar temu zaprzecza i twierdzi, że jego magazyny są dobrze zaopatrzone, a nawet grozi amerykańskiemu portalowi pozwem za szerzenie dezinformacji.

              Jednak Bloomberg trwa przy swoich szacunkach, i nadal te informacje znaleźć można na amerykańskim portalu.

              Zatem, jeśli Iran utrzyma tempo nalotów dronów i rakiet, to defensywny arsenał sojuszników USA w zatoce perskiej po prostu się wyczerpie.

              Na pierwszy plan wychodzi kwestia amerykańskiej logistyki. Starsi czytelnicy może pamiętają jeszcze jak USA chwaliły się sukcesem kampanii przeciwko Irakowi w 1991 roku i jak kluczowa okazała się wówczas ogromna operacja logistyczna.

              Tym razem, konflikt w Zatoce Perskiej może obnażyć amerykańskie wąskie gardło logistyczne. Baza przemysłowa Stanów Zjednoczonych nie jest przystosowana do nieograniczonej wojny rakietowej o wysokiej intensywności. 

              Reklama

              Jednak Trump uspokaja te obawy i twierdzi, że “zapasy amunicji Stanów Zjednoczonych nigdy nie były większe ani lepsze w średniej i wyższej średniej klasie”.

              We wtorek, prezydent USA napisał na Truth Social:

              „Wojny mogą być prowadzone „wiecznie” i bardzo skutecznie, korzystając wyłącznie z tych zapasów”, dodając, że „Stany Zjednoczone są zaopatrzone i gotowe do WIELKIEJ WYGRANEJ!!!”.

              iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 2iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 2

              Co istotne, Trump mówił o zapasach USA, ale nie o rezerwach krajów Zatoki Perskiej. Magazyny w regionie trzeba uzupełnić. Nie jest to jednak proste zadanie.

              Iran atakuje więc: Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt, a nawet Irak. Kraje te są już o krok od otwartego zaangażowania się w konflikt i dokonania odwetu w kierunku Iranu. Jeśli tak się stanie, to już niemal cały Bliski Wschód będzie w fazie wojny.

              Reklama

              Iran prowokuje nawet Wielką Brytanię atakując brytyjską bazę na Cyprze. W Zjednoczonym Królestwie już pojawiają się obawy o to, że brytyjskie wojsko może zostać wciągnięte w konflikt na Bliskim Wschodzie.

               

              Energetyczny chaos już jest skutkiem wojny w Zatoce Perskiej

              Przez cieśninę Ormuz codziennie przepływało od 15 do 20 procent światowej podaży ropy. Ten przesmyk jest już niedrożny. Ceny ropy względem piątku wzrosły o kilkanaście procent.

              Powodem są spodziewane przestoje w produkcji i transporcie ropy z Zatoki Perskiej. Podobnie jest z dostawami gazu ziemnego, które też są zatrzymane. A region ten jest kluczowym punktem zaopatrzeniowym LNG dla Europy.

              Kraje UE odczują skutki tej przerwy już za kilka tygodni. Zresztą, europejski gaz TTF już drastycznie podrożał, o ponad 60% w kilka dni.

               

              iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 3iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 3
              Źródło: TradingView.

               

              Reklama

              To fakty. A prognozy? Przed konfliktem gaz ziemny TTF kosztował 31 euro za megawatogodzinę. Goldman Sachs szacuje, że dwumiesięczne dłuższe zakłócenia w dostawach gazu przez Ormuz, podniosłyby europejskie ceny gazu powyżej pułapu 100 euro. To ponad 3 razy więcej, niż jeszcze w zeszłym tygodniu.

              Jeśli taki poziom zostanie osiągnięty, to będzie miało to duże przełożenie na nasze portfele w Europie. Droższa ropa i droższy gaz skutkują wyższymi cenami paliw. W rezultacie, rosną koszty dla firm w Polsce, produkty i usługi drożeją i następuje uderzenie w nasze portfele. Pojawić może się nowa presja na wzrost inflacji w Polsce. Idąc dalej, to ogranicza pole do obniżek stóp procentowych przez RPP i oznacza droższe kredyty hipoteczne.

              Wszystko jest ze sobą powiązane siecią zależności, co podbija stawkę całego konfliktu nawet w Europie.

              Ten wpływ już miał miejsce. W tym tygodniu cena benzyny w Stanach Zjednoczonych odnotowała największy jednodniowy wzrost od 2005 roku. 

               

              To już nie jest wojna lokalna. Efekty obejmą nie tylko ropę i gaz

              Jeśli obrona powietrzna Zatoki Perskiej zostanie wyczerpana, nie chodzi tylko o ropę, nie tylko o gaz. Nie tylko o ceny paliw i inflację.

              Reklama

              Na szali jest wiarygodność gwarancji bezpieczeństwa dla sojuszników, o których zapewniały przez lata Stany Zjednoczone. W najbliższej przyszłości punktem ciężkości jest eskalacja i rozrost konfliktu na szerszą skalę.

              Możliwe jest potencjalne atakowanie przez Iran rafinerii i pól naftowych w Katarze, ZEA czy Arabii Saudyjskiej. Zagrożona jest produkcja sięgająca milionów baryłek. Jednak przede wszystkim celem mogą stać się cywilne obiekty. W niebezpieczeństwie mogą znaleźć się ludzkie życia w Dubaju, Dosze, Abu Zabi i innych miejscach regionu.

               

              Jeden z sojuszników Iranu jeszcze się nie aktywował. Czy to zrobi?

              Jest jeszcze jeden sojusznik Iranu, który groził atakiem, ale jeszcze tego nie zrobił. Może on sporo namieszać i rozciągnąć konflikt na kolejny zakątek Bliskiego Wschodu.
              To ruch Huti w Jemenie. Ich lokacja widoczna jest na poniższej mapie:

               

              iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 4iran nowy front otwarty nowe kraje wciagniete wojna rozszerza sie szybciej niz zakladano grafika numer 4

              Źródło: The Economist.

              Reklama

               

              Teren Huti jest oddalony o od Iranu o ponad tysiąc kilometrów kilometrów, a od Teheranu o blisko dwa tysiące. O to właśnie Iranowi chodzi - o rozciągnięcie konfliktu.

              Ruch Huti grozi wznowieniem ataków na Morzu Czerwonym. W ostatnich latach już kilkukrotnie zaburzał przepływ przez ten ważny szlak handlowy i cieśninę Bab al-Mandab.

              Firmy żeglugowe już zmieniły trasy na te wokół Afryki. 

              Co istotne, razie nie doszło do ataku Huti. Analitycy geopolityczny są zaskoczeni, bo może to być sygnałem nieprzygotowania Ruchu do konfliktu, wbrew oczekiwaniom. Nie jest jasne, czy to brak gotowości, problemy z koordynacją, czy świadome wstrzymanie się na sygnał z Teheranu. Tego dziś nie da się jednoznacznie stwierdzić

              Do tego dochodzą informacje podawane przez CNN w oparciu o anonimowe źródła, że CIA pracuje nad uzbrajaniem sił kurdyjskich z zamiarem wzniecenia powstania w Iranie.

              Reklama

               

              Stawka coraz wyższa, a to raptem kilka dni

              Jaki może być najgorszy scenariusz? Obrona przeciwrakietowa Zatoki Perskiej jest przytłoczona i jednocześnie cieśnina Ormuz jest niedrożna. Pierwsze pozostaje prawdopodobną możliwością, a drugie już tak naprawdę ma miejsce.

              Wówczas, obiekty naftowe stałyby się łatwym celem. Zapewne, państwa Zatoki Perskiej mogłyby otwarcie przystąpić do wojny. Oznaczałoby to szeroki sojusz z Izraelem przeciwko Iranowi. To trwale zmieniłoby układ sił na Bliskim Wschodzie i spowodowałoby chaos w regionie.

              Wówczas, nie byłoby zaskoczeniem, gdyby cena ropy wyraźnie przekroczyła pułap 100 dolarów za baryłkę. Analitycy cytowani przez Reuters już o tym mówią.

              Ta wojna może się nie zakończyć, gdy ktoś się podda. Możliwe, że zakończy się, gdy jednej ze strony wyczerpią się rakiety. Lub dyplomacja wyprzedzi wyczerpanie zasobów. Sprzyja to stronie, która przygotowała się na długą wojnę.

               

              Reklama

              Zobacz również: Wojna w Iranie uderza w kurs dolara i euro. Ekspert: „Wcześniejsze rynkowe spekulacje o śmierci USD okazały się zdecydowanie przesadzone”

              Najczęściej zadawane pytania wojny w Iranie. Wojna USA Iran

              Czy obrona powietrzna Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich może się wyczerpać?

              Według doniesień medialnych, między innymi Bloomberga i The Guardian, zapasy pocisków przechwytujących systemu Patriot w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich mogą być ograniczone. Szacunki wskazują, że przy intensywnych atakach rakietowych i dronowych zapasy te mogłyby się wyczerpać nawet w ciągu kilku dni. Władze Kataru i Emiratów oficjalnie zaprzeczają tym informacjom, jednak eksperci podkreślają, że nowoczesne systemy obrony powietrznej mają ograniczoną liczbę rakiet, a ich szybkie uzupełnianie w warunkach wojny jest bardzo trudne.

              Dlaczego wojna na Bliskim Wschodzie zależy od zapasów rakiet i logistyki?

              Współczesne konflikty zbrojne coraz częściej zależą od logistyki i zapasów uzbrojenia, a nie tylko od liczby żołnierzy czy zajętego terytorium. W przypadku konfliktu z Iranem kluczową rolę odgrywa zdolność krajów regionu do przechwytywania rakiet i dronów. Iran oraz jego sojusznicy wykorzystują stosunkowo tanie drony i pociski, podczas gdy państwa Zatoki Perskiej muszą używać bardzo drogich rakiet przechwytujących. Jeśli tempo ataków będzie wysokie, może dojść do sytuacji, w której systemy obronne zostaną przeciążone lub wyczerpią się zapasy amunicji.

              Jak wojna w Iranie wpływa na ceny ropy i gazu w Europie?

              Konflikt na Bliskim Wschodzie ma bezpośredni wpływ na globalny rynek energii. Kluczowym punktem jest cieśnina Ormuz, przez którą przepływa nawet 20% światowej podaży ropy. Zakłócenia w tym regionie mogą powodować gwałtowny wzrost cen surowców. Już teraz ceny ropy wzrosły o kilkanaście procent, a europejski gaz TTF podrożał o ponad 60% w ciągu kilku dni. Jeśli konflikt będzie się przedłużał, analitycy prognozują możliwość wzrostu cen gazu nawet powyżej 100 euro za megawatogodzinę.

              Czy wojna na Bliskim Wschodzie może doprowadzić do globalnego kryzysu energetycznego?

              Istnieje ryzyko, że eskalacja konfliktu w regionie Zatoki Perskiej doprowadzi do poważnych zakłóceń w dostawach ropy i gazu. Jeśli Iran lub jego sojusznicy zaatakują infrastrukturę energetyczną w Arabii Saudyjskiej, Katarze lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich, produkcja ropy może spaść o kilka milionów baryłek dziennie. W takiej sytuacji ceny ropy mogłyby przekroczyć 100 dolarów za baryłkę, co przełożyłoby się na wyższe ceny paliw, wzrost inflacji i większe koszty energii w Europie.

              Czy konflikt Iran–Izrael może rozszerzyć się na cały Bliski Wschód?

              Obecna sytuacja wskazuje na ryzyko dalszej eskalacji konfliktu. W działaniach zbrojnych są już zaangażowane lub pośrednio uczestniczą takie podmioty jak Izrael, Iran, Hezbollah, Hamas, milicje w Iraku oraz Stany Zjednoczone. Dodatkowo istnieje możliwość włączenia się do walki ruchu Huti w Jemenie. Jeśli państwa Zatoki Perskiej, takie jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, zdecydowałyby się na otwarte działania militarne przeciwko Iranowi, konflikt mógłby objąć niemal cały region Bliskiego Wschodu.

              Przemysław Tabor

              Przemysław Tabor

              Zastępca redaktora naczelnego FXMAG. Tworzę też na kanale YouTube FXMAG. W swoich tekstach skupiam się na gospodarce, rynku nieruchomości, surowcach i giełdzie. Lubię pomagać czytelnikom w zrozumieniu skomplikowanych zjawisk.

              Obserwuj autoraLinkedIn


              komentarze

              Komentarze

              Sortuj według:  Najistotniejsze

              • Najnowsze
              • Najstarsze

              Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję

              Reklama
              Reklama

              Najnowsze

              Polecane