Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Spis treści

  1. Skąd ten nagły październikowy przypływ optymizmu?
    1. Trzeba przyznać, że ceny akcji po słabym wrześniu zdyskontowały już w pełni scenariusz wejścia na skraj recesji
      1. Zasada „słabe dane to dobre dane” ma natomiast większe historyczne uzasadnienie w przypadku obligacji

        Prawie 25-proc. spadek amerykańskiego indeksu S&P 500 w pierwszych dziewięciu miesiącach plasuje bieżący rok, jak na razie, wśród najbardziej „niedźwiedzich” lat ostatnich dekad, takich jak 2008, 2002 i 2001. To samo dotyczy rodzimego WIG-u, który po wrześniu znalazł się prawie 34 proc. niżej niż na początku roku.

        Początek nowego miesiąca przyniósł jednak dla odmiany nutkę nadziei dla giełdowych byków. Przez pierwsze dwie sesje października, który często określany bywa przecież jako „miesiąc krachów”, S&P 500 podskoczył o, niespotykane o tej porze roku, prawie 6 proc.

         

        Skąd ten nagły październikowy przypływ optymizmu?

        Można odnieść wrażenie, że rynki zaczęły wierzyć w słynną zasadę „słabe dane to dobre dane”. Rzecz w tym, że im słabsze dane gospodarcze będą się pojawiać, tym większe będą szanse na złagodzenie jastrzębiego kursu przez główne banki centralne, z amerykańskim Fedem na czele. A takich danych zaczyna przybywać. Początek października przyniósł choćby wieści o najmocniejszym od wybuchu pandemii spadku liczby ofert pracy w sierpniu (job openings) i o zniżce przemysłowego wskaźnika ISM Manufacturing PMI jeszcze bliżej granicy 50 pkt. (wrześniowy odczyt to 50,9). A uznawany za dający jeszcze szybsze sygnały subindeks nowych zamówień w przemyśle (ISM New Orders) już teraz jest poniżej tego recesyjnego pułapu (47,1).

         

        Trzeba przyznać, że ceny akcji po słabym wrześniu zdyskontowały już w pełni scenariusz wejścia na skraj recesji

        – wynika z naszej analizy porównującej poziom rocznej zmiany S&P 500 (-16,8 proc. po wrześniu) z poziomem ISM New Orders. Akcje są dokładnie tam, gdzie powinny być w oparciu o tę zależność. Gdyby te dane wystarczyły do złagodzenia retoryki Fedu, a jednocześnie przestały się już dalej pogarszać, byłby to wymarzony scenariusz dla Wall Street. Jednak te nadzieje mają swoje ograniczenia. Jeśli przykładowo przedstawiony tu wskaźnik nowych zamówień w przemyśle, będący pewnym uproszczonym obrazem gospodarki, miałby się nadal pogarszać na wzór np. lat 2020, 2008-09 lub 2001-02 (głębokie recesje), to samo złagodzenie retoryki przez Fed na niewiele by się tu zdało – ceny akcji musiałyby zaliczyć jeszcze głębszy spadek.

        Reklama

         

        Zasada „słabe dane to dobre dane” ma natomiast większe historyczne uzasadnienie w przypadku obligacji

        W tym roku co prawda na drodze do jej realizacji stanęły na razie jastrzębie banki centralne, doprowadzając do, widocznego na wykresie, rekordowego rozstrzału między spadającymi wskaźnikami ISM, a wędrującą do góry rentownością obligacji (powinna spadać), ale zakładałbym, że w którymś momencie historyczna zależność zostanie przywrócona po zmianie nastawienia banków centralnych. A to oznaczałoby niższe rentowności (i wyższe ceny). Pierwsze takie sygnały pojawiają się na naszym rodzimym rynku. Rada Polityki Pieniężnej na październikowym posiedzeniu nie zdecydowała się na kontynuowanie cyklu podwyżek stóp procentowych rozpoczętego dokładnie roku temu.

        „Miesiąc krachów” na razie z optymistycznym początkiem - 1„Miesiąc krachów” na razie z optymistycznym początkiem - 1

        Reasumując, dotychczasowe pogarszanie się danych makro jest już w pełni wkalkulowane w ceny akcji (to dobra wiadomość), dla których pierwsze dziewięć miesięcy roku należy do najsłabszych w ostatnich dekadach, ale nie jest jeszcze wkalkulowane ryzyko dalszego pogorszenia koniunktury. Teoretycznie, w takich warunkach, świetnie powinny sobie radzić natomiast obligacje, ale na razie uniemożliwia im to festiwal podwyżek stóp procentowych – wydaje się jednak, że ich czas stopniowo się zbliża.

         

        Autor: Tomasz Hońdo, CFA, Starszy Ekonomista Quercus TFI, Redaktor Qnews.pl


        iWealth null

        iWealth

        iWealth to niezależna firma dostarczająca usługi finansowe starannie wyselekcjonowanych Partnerów, dla zamożnych Klientów indywidualnych i instytucjonalnych. Świadcząc usługę nieodpłatnego doradztwa inwestycyjnego koncentruje się na pomocy w opracowaniu kompleksowej, spójnej strategii finansowej, precyzyjnie dopasowanej do unikatowych potrzeb, indywidualnych preferencji w zakresie ryzyka oraz doświadczenia inwestycyjnego.


        komentarze

        Komentarze

        Sortuj według:  Najistotniejsze

        • Najnowsze
        • Najstarsze

        Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję

        Reklama
        Reklama

        Najnowsze

        Polecane