Co z tym dolarem?
To oczywiście tematy ważne i palące, ale w całym tym zamieszaniu warto też część uwagi zwrócić na to, co dzieje się na rynku walut, konkretnie na dolarze. Bo to wcale nie musi być intuicyjne dla kogoś kto nie jest inwestorem ani pasjonatem rynków. Laicka logika mogłaby podpowiadać, że waluta kraju, który rozpoczął konflikt, powinna się osłabić.
W końcu tak było z rublem na przełomie lutego i marca w 2022 roku, gdy Rosja napadała na Ukrainę. Wówczas jego wartość w kilka dni spadła o prawie 50%. Tymczasem
amerykański na rozpętaniu wojny na Bliskim Wschodzie wyraźnie zyskał. Poważnie umocnił się względem euro, funta czy jena, których emitenci ewidentnie dystansują się od konfliktu.
To zjawisko bardzo dobrze widać też na naszej rodzimej złotówce. Jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu za jednego dolara trzeba było zapłacić około 3 złotych i 57 groszy.
Od tamtego momentu kurs podskoczył jednak o ponad 3% i dziś ta cena jest już o 14 groszy wyższa. A w pewnym momencie było jeszcze drożej, bo momentami dolar potrafił kosztować 3 złote i 74 grosze. Tak wysokich poziomów cenowych nie obserwowaliśmy od przełomu lipca i sierpnia z ubiegłego roku.
Tu właśnie pojawia się kluczowe pytanie – dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że dolar rządzi się nieco innymi prawami niż inne waluty, o czym dziś sobie opowiemy. Pochylimy się także nad najnowszymi prognozami walutowymi, by móc przygotować się na to, jak kurs dolara może zachowywać się w tej dalszej i bliższej przyszłości.
Kurs dolara wobec innych walut
Przypadek relacji dolara ze złotówką już omówiliśmy, ale rzućmy jeszcze szybko okiem na to, jak zachowywał się on względem walut zaliczanych do grona głównych. EUR/USD od momentu wybuchu wojny osłabił się o ponad 2%, spadając z poziomu 1,18 do 1,15. Kurs Jena do dolara zmienił się na korzyść dolara o 1,75%. Nieco mniejszy ruch obserwowaliśmy na
do dolara, ale tam też widać było siłę amerykańskiej waluty. Zmiana na jej korzyść wyniosła 0,75%.
A ogólną kondycję dolara najlepiej widać po indeksie DXY, który jest wyliczany na podstawie koszyka wszystkich głównych par walutowych. Jego notowania skoczyły o ponad 2%, tym samym całkowicie odrabiając poważne straty z początku roku.
Przypomnijmy, że w drugiej połowie stycznia dolar wyraźnie się osłabił. Wówczas notowania indeksu DXY poleciały w dół o ponad 3,5%. Z czego to wynikało? Analitycy przypisują to rotacji kapitału do walut z rynków wschodzących.
Ta była z kolei zmotywowana słabszymi danymi makroekonomicznymi dotyczącymi amerykańskiej gospodarki oraz wysokimi oczekiwaniami dotyczącymi luzowania polityki monetarnej przez Fed.
Kurs dolara: Dlaczego rośnie w trakcie wojny?
No dobrze, ale dlaczego wojna pomogła w odbudowie kondycji dolara? Stoi za tym kilka przyczyn. Przede wszystkim dolar wciąż uchodzi za jedną z bezpiecznych przystani dla kapitału i jest walutą rezerwową dla całego świata. To przekłada się na jego płynność, a w obliczu niepokoju na świecie i dynamicznie rozwijającej się sytuacji to właśnie ona jest dla inwestorów szalenie istotna.
W jednym z tekstów Bloomberga zwracano uwagę, że w obecnym układzie to właśnie dolar wyróżniał się na tle innych tradycyjnych bezpiecznych aktywów, bo inwestorzy potrzebowali nie tylko ochrony, ale też natychmiastowej płynności.
Kolejna kwestia jest bezpośrednio związana z rynkiem ropy i tym, co się na nim dzieje. Na łamach Bloomberga czytamy, że dolar się umacnia, bo jego wzrost napędza pozycja Stanów Zjednoczonych jako największego producenta ropy na świecie oraz rola dolara jako waluty używanej w globalnym handlu ropą. Większość transakcji dotyczących tego surowca odbywa się właśnie za jego pośrednictwem.
Na to samo uwagę zwraca redakcja Barron’s, która podkreśla niezależność energetyczną USA nawet w dobie kryzysu na rynku energii. Analitycy dodają że dolar amerykański najsłabiej w ostatnim czasie wyglądał względem swojego australijskiego i kanadyjskiego odpowiednika, czyli dwóch innych walut silnie powiązanych z handlem energią. Z kolei waluty należące do głównych importerów ropy, czyli właśnie euro, funt czy jen, osłabiają się względem dolara bardziej z uwagi na to, że ich emitenci nie są tak niezależni energetycznie w przypadku takich kryzysów.
O istocie tego czynnika wspomina też Neil Sutherland, zarządzający portfelem w Schroder Investment Management:
„Wyższe ceny ropy automatycznie poprawiają amerykańską pozycję handlową i zwiększają globalny popyt na dolary potrzebne do rozliczania transakcji energetycznych. Jednocześnie gospodarka USA jest strukturalnie bardziej odporna na szok energetyczny niż większość krajów G-10, więc względne oczekiwania dotyczące wzrostu przesuwają się na jej korzyść”
Poza tym dolar jest wspierany także przez inne czynniki, niezwiązane stricte z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Okazuje się, że nie bez znaczenia na to, jak inwestorzy postrzegają amerykańską walutę, jest orzeczenie Sądu Najwyższego sprzed kilku tygodni. Przypomnijmy, że wówczas wymiar sprawiedliwości uznał cła wzajemne nakładane ochoczo przez Donalda Trumpa za nielegalne.
Takie działania osłabiały zaufanie do dolara. Wystarczy przytoczyć, co działo się na notowaniach indeksu DXY w pierwszej połowie kwietnia ubiegłego roku, niedługo po tym, jak Donald Trump ogłosił wspomniane cła wzajemne, a po kilku dniach je zawiesił. Wówczas zaufanie do dolara pogorszyło się na tyle, że notowania indeksu w niecałe 2 tygodnie poleciały o ponad 4%!
Teraz inwestorzy mają większą pewność, że do zawirowań z tego powodu nie powinno dochodzić. Wspomina o tym Freya Beamish, główna ekonomistka TS Lombard, której analizę przytoczono na łamach Barron’s. Tu cytat:
„Decyzja ta ogranicza możliwość, aby Trump „obudził się i nałożył 100-procentowe cło na kogokolwiek zechce. Zmniejsza to ryzyko nagłego wzrostu inflacji związanego z cłami, który mógłby spowodować jednoczesne spadki obligacji, akcji i dolara.”
Jak już została wspomniana inflacja. to zatrzymajmy się przy niej, bo ona również ma wpływ na kurs dolara. Rosnące ceny energii sprawiają, że presja inflacyjna rośnie, a to z kolei ogranicza możliwości Rezerwy Federalnej do obniżania stóp procentowych.
Wyższe stopy procentowe to mocniejszy dolar. W maju tego roku dojdzie do zmiany przewodniczącego tejże instytucji. Jerome’a Powella zastąpi nominowany przez Donalda Trumpa Kevin Warsh, który według oczekiwań rynku miałby lobbować za luzowaniem polityki monetarnej. W obecnej rzeczywistości makroekonomicznej jest na to jednak coraz mniej przestrzeni, szczególnie jeśli wysokie ceny ropy będą się utrzymywały.
Pierwsze prowadzone przez Warsha posiedzenie zaplanowane jest na 17 czerwca. Rynek spodziewał się, że wówczas dojdzie do cięcia stóp procentowych. Jeszcze w połowie lutego, przed wybuchem konfliktu, według narzędzia CME FedWatch Tool prawdopodobieństwo, że stopy zostaną obniżone w czerwcu o 25 punktów bazowych wynosiło blisko 49% i było zdecydowanie największe ze wszystkich opcji. Teraz spadło do niecałych 32%.

Im dłużej wojna i będący jej efektem kryzys energetyczny będą się ciągnąć, tym bardziej odbije się to na inflacji i to w zasadzie na całym świecie. Dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Kristalina Georgiewa ostrzegała, że jeśli przynajmniej 10-procentowa podwyżka cen ropy utrzyma się przez dłuższy czas, to doprowadzi to do wzrostu globalnej inflacji o 40 punktów bazowych.
Kurs dolara: Co dalej?
No dobrze, wiemy już co wpływa na aktualną kondycję dolara. A czego w takim razie możemy się spodziewać po nim w bliższej i dalszej przyszłości? Co na to banki i analitycy?
Ci są raczej zgodni w twierdzeniu, że przedłużający się konflikt będzie wzmacniał dolara. Niedawno na naszej stronie pojawił się wywiad z Krzysztofem Pawlakiem, dyrektorem działu dealerskiego Currency One. Ten zauważył, że rynek potwierdził, że gdy na świecie dzieje się coś złego, to jednak nie króluje złoto, a dolar, którego kluczową zaletą jest płynność, o czym też wspominałem na początku materiału. Fachowiec uważa, że dalsza eskalacja będzie wiązała się z ucieczką kapitału do dolara amerykańskiego.
Jak już o złocie mowa, to nad całą sytuacją pochyliła się także Światowa Rada Złota. Według jej najnowszego raportu odbicie dolara jest krótkotrwałe i wkrótce powinien on wrócić do trendu spadkowego. Również Nathan Thooft z Manulife Investment Management uważa, że w dłuższym horyzoncie dolar znów będzie się osłabiał:
„Kiedy to wszystko minie, uważam, że wrócimy do środowiska, w którym dominuje słabość dolara. Aktywa spoza USA mają dobre fundamenty i nadal zapewniają korzyści dywersyfikacyjne.”
Wrócimy, bo warto przypomnieć, że dolar ma za sobą wyjątkowo kiepski rok. Przez cały 2025 rok jego wartość spadła o około 10%. Tak słabych 12 miesięcy nie miał od lat. Jak widać, według ekspertów będzie tę tendencję kontynuował, gdy tylko konflikt się zakończy.
Ale co do dokładnie znaczy, że się osłabi? O ile? Teraz trochę liczbowych konkretów. Zerknijmy na prognozy czołowych banków. Te najczęściej operują na kursie euro do dolara, dlatego też jego będziemy tu omawiać. Fachowcy raczej trzymają się swoich wcześniejszych założeń, wierząc, że obecna sytuacja to tylko chwilowe zawirowanie. Analitycy MUFG spodziewają się, że pod koniec tego roku EUR/USD może dobić nawet do poziomu 1,23, co oznaczałoby wzrost o blisko 7% względem obecnego pułapu. Nawet bardziej byczy scenariusz dla euro wobec dolara przedstawia Goldman Sachs. Według tego banku EUR/USD może dobić pod koniec roku nawet do poziomu 1,25!
Większość bazowych prognoz innych instytucji, na przykład J.P. Morgan czy UBS zakłada jednak, że
do dolara na koniec tego roku znajdzie się w okolicach 1,20. Pokrywa się to z wynikami ankiety przeprowadzonej przez Reuters wśród analityków rynku walutowego, na podstawie których wyliczono konsensus. Jak widać na poniższym wykresie,
po zakończeniu obecnych zawirowań dolar ma się już stopniowo osłabiać względem euro i za rok w lutym kurs EUR/USD ma znaleźć się na poziomie 1,21.

To wszystko przy założeniu, że konflikt skończy się szybko. Jak czytamy w analizie Morning Star, zdecydowana większość fachowców z Wall Street oczekuje, że wojna i rynkowa zmienność z nią związana potrwają co najwyżej kilka tygodni. Takie przynajmniej były pierwotne założenia administracji Donalda Trumpa, których specjaliści się trzymają. Problem w tym, że ostatnie doniesienia a nawet same wypowiedzi prezydenta i członków administracji są niespójne.
Raz Donald Trump mówi, że wojna jest praktycznie zakończona i pójdzie z nią dużo szybciej, niż myślał, a innym razem, że to jeszcze potrwa. Również z wypowiedzi Pete’a Hegsetha, sekretarza Departamentu Wojny można wywnioskować, że konflikt jeszcze do końca się nie zbliża.
Kluczowym czynnikiem, który może całość wyraźnie przedłużyć, jest potencjalna decyzja o wysłaniu wojsk lądowych do Iranu. Oficjalnie takiej nie ma, ale nawet sam prezydent USA publicznie nie wykluczał takiej opcji. Demokratyczny senator Richard Blumenthal z jednego z niejawnych briefiengów wyszedł wyraźnie poirytowany. Stwierdził wówczas, że Stany Zjednoczone są na drodze do wysłania wojsk lądowych do Iranu.
Jeśli faktycznie do tego dojdzie, wszystkie przytoczone przeze mnie prognozy banki będą musiały poważnie zrewidować. Oby jednak nie dokładano im tej roboty.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję