Dlaczego kraje BRICS chcą grać na własnych zasadach?
BRICS właśnie uruchomił pilotaż cyfrowej jednostki rozliczeniowej o nazwie Unit. Nie jest to waluta dla zwykłych ludzi, ale narzędzie, które może na zawsze zmienić sposób, w jaki państwa między sobą handlują.
Na początek zaznaczmy, że BRICS w 2025 roku to zupełnie inna konstrukcja niż jeszcze kilka lat temu. To już nie tylko Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki. Teraz mamy do czynienia z blokiem jedenastu państw, w którym znajdziemy również Egipt, Etiopię, Iran, Arabię Saudyjską, Indonezję i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Źródło: iris-france.org
Z kolei, jeśli spojrzymy na twarde dane, BRICS to dziś prawie połowa ludności świata i coraz większa część globalnej gospodarki. W 2023 roku kraje tego bloku generowały ponad jedną czwartą światowego PKB.

Źródło: iris-france.org
Ale znaczenie BRICS na tym się nie kończy. To także potężny gracz w sektorze surowcowym. Kraje wchodzące w skład bloku odpowiadają za około 30 % światowej produkcji ropy i 17 % gazu. Do tego dochodzi dominująca pozycja w metalach i minerałach. To wszystko to ogromny kawałek światowej gospodarki, surowców, ludności i… frustracji wobec dominacji dolara.

Źródło: iris-france.org
Ale dlaczego kraje BRICS w ogóle mówią o nowej walucie? Powodów jest całkiem sporo. Globalne kryzysy finansowe, presja geopolityczna i coraz ostrzejsza polityka handlowa Stanów Zjednoczonych. Dodatkowo momentami, które zmieniły sposób myślenia wielu rządów, były sankcje wobec Rosji, odcięcie jej od systemu SWIFT oraz konflikt handlowy między USA a Chinami. Dla sporej części polityków i ekonomistów był to też mocny sygnał ostrzegawczy. Zrozumieli, że tak naprawdę jedna decyzja może sparaliżować handel, płatności i dostęp do kapitału. Dlatego wspólny mianownik jest jeden. Chodzi o to, żeby grać na własnych zasadach i ograniczyć zależność od dolara. Właśnie w takim kontekście pojawia się „The Unit”. Cyfrowa jednostka rozliczeniowa BRICS, oparta na złocie i koszyku walut.
W ostatnich latach Stany Zjednoczone nałożyły szereg sankcji nie tylko na Rosję, ale również na Iran. To dlatego te dwa państwa najmocniej naciskają na stworzenie nowej waluty, bo ona mogłaby osłabić skutki takich działań. Mówił o tym nawet irański ambasador Kazem Jalal podczas KazanForum w maju 2024 roku.
Ale nie wszyscy są przekonani, że to dobry kierunek. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że wspólna waluta dla krajów o tak różnych gospodarkach może być po prostu niewydolna. Do tego dochodzi obawa, że zamiast uniezależnienia się od dolara, część państw tylko uzależni się bardziej od Chin i juana.
Dobrym tego przykładem jest sytuacja z października 2023 roku. Rosja wtedy zażądała, aby Indie płaciły za ropę w juanie, bo nie radziła sobie z nadmiarem rupii. Indie jednak odmówiły i zgodziły się tylko na dolary albo własną walutę.
Jednak, mimo tych obiekcji i wątpliwości, w Internecie dzieje się coś nietypowego. W Google Trends wyraźnie rośnie liczba wyszukiwań hasła „dollar debasement”. Czyli strachu przed tym, że dolar traci swoją wartość. To z kolei pokazuje, że nie jest to już temat tylko dla ekonomistów, ale coś, co zaczyna interesować zwykłych ludzi.

Źródło: Google Trends
Te obawy mają kilka źródeł. Po pierwsze, Stany Zjednoczone zadłużają się w tempie, które jeszcze 10 lat temu wydawało się nie do pomyślenia. Po drugie, ciągłe deficyty i dodruk pieniądza prędzej czy później muszą odbić się na sile nabywczej dolara. A po trzecie, jeśli inne kraje znajdą sposoby na handel bez dolara, to popyt na walutę zacznie stopniowo spadać.
W tę narrację idealnie wpisują się wypowiedzi Roberta Kiyosakiego. Autor „Bogatego ojca, biednego ojca” po raz kolejny wzywa inwestorów, żeby przestali patrzeć wyłącznie na dolara i zaczęli szukać alternatyw. Mówi on wprost o końcu amerykańskiej waluty i nawołuje do inwestowania w złoto, srebro, Bitcoin i Ether.
Brzmi to dramatycznie i fajnie klika się w mediach społecznościowych, ale prawda jest taka, że rzeczywistość wygląda spokojniej. BRICS nie uruchomił jeszcze żadnej waluty. To, co faktycznie jest w toku, to badania i polityczne rozmowy. Unit jest testowaną jednostką rozliczeniową, a nie nowym pieniądzem, który ma zastąpić dolara w globalnych rezerwach.
Co prawda, spekulacje nasiliły się pod koniec 2024 roku, kiedy Putin został sfotografowany z prototypem banknotu BRICS na szczycie w Kazaniu. Później jednak wyjaśniono, że był to symboliczny rekwizyt, a nie zapowiedź natychmiastowego wprowadzenia waluty. Z kolei Putin powiedział wprost:
„Nie odrzucamy dolara i nie walczymy z nim. Ale jeśli zabrania nam się z niego korzystać, to co mamy zrobić? Musimy szukać alternatywnych rozwiązań i to właśnie się dzieje”.
Jak działa Unit? Anatomia nowej jednostki rozliczeniowej BRICS
Dlatego dziś trudno powiedzieć, czy i kiedy waluta BRICS faktycznie powstanie. Ale już teraz warto wziąć ten temat pod lupę i przyjrzeć się jego potencjalnym konsekwencjom. Szczególnie z punktu widzenia inwestorów. Na początek przeanalizujmy całą tą sytuację w kontekście ostatnich wydarzeń. 31 października 2025 roku ruszył pilotaż, którego celem jest przetestowanie nowej, cyfrowej jednostki rozliczeniowej.
Testy odbywają się wewnątrz krajów BRICS, a ich inicjatorem był IRIAS, czyli International Research Institute for Advanced Systems. Co ciekawe, IRIAS ma dość specyficzną historię. Początkowo zajmował się badaniami nad organizacją produkcji w gospodarkach socjalistycznych, a dziś funkcjonuje jako międzynarodowa instytucja badawcza z osobowością prawną. Sam projekt jest częścią większych badań nad cyfrowymi instrumentami finansowymi, które są zabezpieczone realnymi aktywami. Chodzi o to, aby sprawdzić, czy takie narzędzia mogą realnie działać w handlu międzynarodowym.
Kilka dni później, 10 listopada, IRIAS ogłosiło, że buduje ten instrument w formie tokena rozliczeniowego opartego na technologii blockchain. Konkretnie na sieci Cardano. Projekt został przedstawiony jako krok w stronę nowego podejścia do globalnych finansów i rozliczeń między państwami.
Jeśli spojrzymy na Unit od strony konstrukcji, to zobaczymy coś zupełnie innego niż typową państwową walutę. Nie mamy tu jednego pieniądza, jednego banku centralnego i jednego emitenta. Zamiast tego pojawia się koszyk wielu walut, spięty wspólnym zabezpieczeniem.
UNIT też bardzo łatwo wrzucić do jednego worka z CBDC albo stablecoinami. Tylko że to byłby błąd, bo to zupełnie inna kategoria. CBDC to waluta państwowa. Emitowana przez bank centralny i używana w gospodarce krajowej. UNIT nie spełnia żadnego z tych warunków. A stablecoiny? One krążą w obiegu detalicznym i mogą być wymienialne na rezerwy. UNIT też tego nie robi.

Źródło: jpost.com
Najbliżej mu do koncepcji Bancora, zaproponowanej kiedyś przez Johna Maynarda Keynesa. Czyli do jednostki rozliczeniowej opartej na koszyku aktywów, niewymienialnej i stworzonej wyłącznie do międzynarodowych rozliczeń. I właśnie to definiuje UNIT. Stabilność koszyka, brak możliwości wykupu, neutralność wobec polityki i zastosowanie tylko w rozliczeniach hurtowych.

Źródło: jpost.com
Dodatkowo najważniejszą rolę w tym systemie odgrywa złoto. To ono pełni rolę głównego miernika wartości, wobec którego wyceniane są wszystkie pozostałe elementy koszyka. I to jest bardzo istotna zmiana w porównaniu do dzisiejszego systemu finansowego. W Unicie waluty są wyceniane w złocie, a nie odwrotnie.

Źródło: discoveryalert.com
W tym kontekście warto też podkreślić różnice między Unitem a systemem SWIFT. Bo mimo że SWIFT umożliwia przesyłanie informacji między instytucjami, to sam nie przechowuje aktywów i nie rozlicza transakcji. Żeby pieniądze faktycznie się przemieściły, potrzebne są osobne systemy rozliczeniowe, izby clearingowe i banki.

Źródło: discoveryalert.com
Z kolei Unit działa zupełnie inaczej. Tutaj rozliczenia odbywają się bezpośrednio, a każda transakcja kończy się w czasie rzeczywistym. Nie w cyklu T +2, jak na rynku FX. Od strony technicznej całość opiera się na blockchainie i to właśnie on umożliwia bezpośrednie rozliczenia między stronami. Rozproszona architektura pozwala też na wykorzystanie smart kontraktów. Czyli programowalnego pieniądza, który sam sprawdza warunki, zgodność z przepisami i finalizuje rozliczenia w różnych krajach jednocześnie.
Na ten moment warto też dodać, że nie jest to projekt czysto teoretyczny ani eksperyment zamknięty w laboratorium. System faktycznie działa i obsługuje realne transakcje. Po prostu robi to w kontrolowanych warunkach, które są typowe dla początkowej fazy wdrożenia. Całość działa w środowisku, gdzie rozliczenia są wykorzystywane do testowania architektury i mechanizmów rozliczeń. To pozwala zebrać konkretne dane, które oceniają, czy system da się skalować i jak radzi sobie z ryzykiem.
Każdego dnia publikowane są też informacje o aktualnej wycenie, które pokazują, jak zmienia się wartość całego koszyka oraz jego poszczególnych elementów. Taka transparentność odpowiada na jeden z największych zarzutów wobec alternatywnych systemów pieniężnych, czyli brak przejrzystości wyceny. Dodatkowo, każda transakcja musi przejść przez szereg zabezpieczeń. Wymagana jest autoryzacja wieloma podpisami oraz sprawdzane jest zabezpieczenie w postaci aktywów przechowywanych w skarbcach.
Dokładnie 31 października wyemitowano 100 Unitów, a każdy z nich odpowiadał dokładnie jednemu gramowi złota. Od tego momentu wartość Unitu przestała być stała, bo zaczęła podążać za rynkiem. Z jednej strony reagowała na zmiany ceny złota, a z drugiej na kursy walut znajdujących się w koszyku.

Źródło: unitfoundation.org/basket
I kiedy dochodzimy do 9 grudnia, widzimy już konkretny efekt. Wartość koszyka rezerw spadła do 97,55 grama złota. W praktyce oznacza to, że jeden Unit nie odpowiada już pełnemu gramowi, tylko dokładnie 0,9755 grama złota.

Źródło: unitfoundation.org/basket
Nad całym przedsięwzięciem czuwa Unit Foundation. To ona nadzoruje tworzenie instrumentu rozliczeniowego, a także cały model zarządzania tym systemem. I teraz uwaga, bo tu robi się ciekawie. Fundacja powołała na stanowisko CEO nie człowieka, tylko sztuczną inteligencję. Dlaczego? Według fundacji AI nie ma osobistych uprzedzeń, nie podejmuje decyzji pod wpływem emocji i nie ulega presji politycznej. Do tego dochodzi jeszcze wysoka dokładność analiz i ciągłość w działaniu.

Źródło: unitfoundation.org
Dlaczego Unit działa, ale waluty BRICS wciąż nie ma?
No i tutaj pojawia się pytanie. Bo skoro UNIT technicznie działa, ma jasne zasady i realne transakcje, to dlaczego wciąż nie mamy oficjalnej daty wprowadzenia waluty? Odpowiedź jest prosta. Bo na poziomie politycznym wciąż brakuje decyzji i zgody co do kierunku.
Już podczas szczytu BRICS w 2022 roku Władimir Putin mówił o planach stworzenia nowej globalnej waluty rezerwowej i o gotowości do współpracy z partnerami handlowymi. W 2023 roku do tej narracji dołączył prezydent Brazylii Lula da Silva. Zapytał, dlaczego BRICS nie mógłby mieć własnej waluty do finansowania handlu między krajami bloku i kto w ogóle zdecydował, że dolar stał się walutą handlową po odejściu od złota.
Przed szczytem BRICS w 2023 roku pojawiły się spekulacje, że właśnie wtedy może paść oficjalna zapowiedź nowej waluty. Tak się jednak nie stało. Dyrektor finansowy Banku Rozwoju BRICS, Leslie Maasdorp powiedział wtedy Bloombergowi, że to projekt na średni lub długi termin i obecnie nie ma żadnych planów stworzenia wspólnej waluty. To podejście potwierdziła też Brazylia, która przejęła prezydencję BRICS na 2025 rok. Jej przedstawiciele jasno mówili, że nie planują działań w tym kierunku.
Jednocześnie BRICS nie porzuca tematu ograniczania roli dolara. W 2025 roku dużo mówiło się o transgranicznych systemach płatności i technologii blockchain, co Reuters wskazywał jako jeden z najważniejszych tematów szczytu.
W 2026 roku gospodarzem szczytu będą Indie, które są jednym z najbardziej sceptycznych członków bloku. Ich minister spraw zagranicznych jasno powiedział, że Indie nie chcą zastępować dolara, bo daje on globalną stabilność. Podkreślił też, że w BRICS nie ma jednego wspólnego zdania w tej sprawie.
Nie miesiące, a lata
Brak wspólnej wizji wśród polityków nie oznacza jednak, że temat został zamknięty. Wręcz przeciwnie. Na Discovery Alert można znaleźć roboczy harmonogram, który opisuje stopniowe wdrożenie nowej waluty. Jeśli chodzi o pełne wdrożenie tego systemu, to mówimy raczej o latach niż miesiącach. Jednym z największych wyzwań są kwestie regulacyjne. W końcu mamy do czynienia z pięcioma krajami, pięcioma różnymi systemami prawnymi i pięcioma nienależnymi nadzorami finansowymi. Do tego dochodzi kwestia suwerenności monetarnej, której nikt nie chce oddać.

Źródło: discoveryalert.com
Patrząc na harmonogram, pod koniec 2025 roku mają zostać dopięte regulacje i umowy dotyczące rozliczeń transgranicznych. Pierwsza połowa 2026 roku to start bardzo ograniczonego użycia komercyjnego. Tylko dla wybranych branż i partnerów handlowych. Rok 2027 to etap stopniowego rozszerzania skali i zwiększania limitów transakcji. Z kolei pełne wdrożenie, bez istotnych ograniczeń, przewidywane jest dopiero na lata 2028–2030.
Jeśli chodzi o sygnały rynkowe, na które warto patrzeć po drodze, to będą to m.in. wzrost wolumenów transakcji, komunikaty o dołączaniu do systemu, zmiany w strukturze rezerw banków centralnych oraz zakupy złota przez fundusze państwowe.
Jak przygotować portfel na nowy ład monetarny?
Dlatego jeśli powoli idziemy w stronę nowego ładu monetarnego, to inwestorzy też muszą zmienić sposób alokacji aktywów. Przez dekady zakładano, że dolar zawsze będzie w centrum globalnego handlu. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie: a co, jeśli nie?
Trzeba jednak postawić sprawę uczciwie. Dostosowanie portfela do tego, co potencjalnie może wydarzyć się wokół BRICS, nie jest wcale proste. Zwłaszcza że na ten moment nic nie wskazuje na to, żeby wspólna waluta BRICS miała powstać tu i teraz.
Jednocześnie agresywna polityka handlowa Trumpa już wcześniej pokazała, jak szybko nawet bliscy sojusznicy USA zaczynają szukać alternatyw. I właśnie dlatego dywersyfikacja przestaje być opcją, a zaczyna być koniecznością.
W takiej rzeczywistości inwestor powinien myśleć w kategoriach stref walutowych, a nie jednej dominującej waluty. To oznacza dywersyfikację nie tylko klas aktywów, ale też całych systemów monetarnych.

Źródło: discoveryalert.com
Pierwszym etapem może być dywersyfikacja walutowa. Chodzi o ekspozycję na aktywa denominowane w walutach innych niż dolar, np. poprzez obligacje, fundusze inwestycyjne czy ETF-y. W bardziej odważnych scenariuszach mówi się nawet o 30–40 % portfela.
Drugim filarem są metale szlachetne. W tym scenariuszu złoto przestaje być tylko zabezpieczeniem na czarną godzinę. Zamiast symbolicznych 5–10 %, coraz częściej pojawiają się rekomendacje na poziomie 15–25 % portfela.
Kolejny element to akcje. Z jednej strony rynki zachodnie, jak USA i Europa, z drugiej Chiny, Indie czy Brazylia. Tę ekspozycję można budować zarówno bezpośrednio, jak i przez ETF-y śledzące indeksy.
Coraz większe znaczenie ma też infrastruktura finansowa i surowce. Zwłaszcza energia, metale przemysłowe czy produkty rolne, których produkcja w dużej mierze koncentruje się w krajach BRICS. Część inwestorów może pójść jeszcze krok dalej i rozszerzyć dywersyfikację o inwestycje alternatywne. Takie jak nieruchomości czy private equity w różnych jurysdykcjach.
Z kolei uzupełnieniem mogą być kryptowaluty powiązane z infrastrukturą płatniczą. Projekty takie jak Ripple czy Cardano są postrzegane jako potencjalne mosty między różnymi systemami monetarnymi.
Oczywiście każda z tych strategii musi być rozpatrywana w kontekście ryzyk rynkowych, politycznych i walutowych. Przygotowanie się na ewentualną dedolaryzację nie polega na graniu jednego scenariusza. To research, cierpliwość i rozsądna dywersyfikacja, przy pełnej świadomości tego, co może pójść nie tak.
Dolar nadal numerem jeden
Oczywiście to wszystko brzmi sensownie z punktu widzenia dywersyfikacji. Jednak, żeby nie popaść w przesadę, warto przypomnieć sobie jedno. Dolar nadal jest fundamentem globalnego systemu finansowego i jego pozycja wciąż jest bardzo mocna. Dane Rezerwy Federalnej pokazują, że w latach 1999–2019 dolar dominował w rozliczeniach handlu międzynarodowego praktycznie na całym świecie. W obu Amerykach było to aż 96 %, w regionie Azji i Pacyfiku 74 %, a w pozostałej części świata 79 %. Z kolei Atlantic Council dodaje, że dziś dolar bierze udział w blisko 89 % wszystkich transakcji walutowych i stanowi ponad połowę globalnych rezerw walutowych banków centralnych.
Do tego dochodzi jeszcze jeden ważny element. Większość handlu ropą naftową nadal odbywa się w dolarach. I chociaż na znaczeniu zyskują euro i jen, to amerykańska waluta nadal pozostaje numerem jeden.
Czy Unit może to zmienić? Tu zdania ekspertów są podzielone. Jeśli taka waluta rzeczywiście by postała i zaczęła być używana w większej skali, mogłaby osłabić skuteczność amerykańskich sankcji i zmniejszać popyt na dolara. W skrajnym scenariuszu mogłoby to uderzyć w gospodarkę USA i portfele amerykańskich gospodarstw domowych.
Jednocześnie widzimy, że coraz więcej krajów szuka alternatyw. Chiny i Rosja coraz częściej handlują w swoich walutach. Indie, Kenia czy Malezja otwarcie mówią o dedolaryzacji albo podpisują umowy handlowe oparte na walutach lokalnych.
Mimo to wiele analiz studzi emocje. Badanie Atlantic Council z czerwca 2024 roku pokazuje, że dolar nadal dominuje w rezerwach, rozliczeniach i transakcjach walutowych, a jego pozycja w krótkim i średnim terminie jest bezpieczna. Podobnie uważają ekonomiści Peterson Institute for International Economics, którzy piszą wprost, że BRICS nie stanowi dziś realnego zagrożenia dla dominacji dolara.
Ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego pytania: czy nowa waluta BRICS zostanie szeroko przyjęta? Czy okaże się stabilna i czy faktycznie zaoferuje realną alternatywę dla dolara? Bez tego żadnej rewolucji nie będzie.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję