Kamil Markiewicz (FXMAG): Jak można ocenić działania służb w sytuacji, która wydarzyła się w nocy? Z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej na tak dużą skalę nie mieliśmy styczności.
Artur Dubiel (ekspert do spraw bezpieczeństwa narodowego, Uniwersytet WSB Merito w Chorzowie): Mieliśmy na mniejszą skalę. Wówczas zarówno ja, jak i inne osoby, które oceniały tamte sytuacje mówiły o problemach z komunikacją. Nie chodzi mi o alerty RCB, tylko o to, w jaki sposób państwo komunikowało niektóre informacje. Po tej sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia w nocy można powiedzieć, że aparat państwowy, choć może nie w stu procentach, ale zdał egzamin, bo w tym aspekcie było lepiej. Podniesiono, aby słuchać oficjalnych komunikatów, aby nie skupiać się na tym, co pojawia się w mediach społecznościowych.
Nie wszystko było jednak takie kolorowe. Ze słabych stron, które mogę wymienić, to na pewno to, że media potrafiły informować o niektórych zdarzeniach wcześniej niż organy państwa.
Jaka jest największa różnica w tej sytuacji, od tych, z którymi mieliśmy do czynienia wcześniej? W końcu zaczęliśmy do tych dronów strzelać. To z pewnością wyraźny sygnał dla drugiej strony, że nie będziemy na tego rodzaju sytuacje obojętni, tylko jako państwo będziemy reagować z całą stanowczością.
Co mogą oznaczać dla Polski nocne wydarzenia?
Politycy upodobali sobie stwierdzenie - prowokacja. Nie do końca zgadzam się z taką definicją tego wydarzenia. Nie możemy zapomnieć przy tej sytuacji o manewrach Zapad, które wkrótce rozpoczną się na Białorusi. To zdarzenie oprócz wojny w Ukrainie łączyłbym jeszcze z tym, co dzieje się na linii Rosja - Finlandia. Tam jest prowadzona taka ofensywa słowna, w której podważane jest z rosyjskiej strony funkcjonowanie Finlandii, jako państwa.
Uważam, że to co wydarzyło się w nocy nie należy oceniać przez pryzmat jednorazowej - choć może o większej skali - sytuacji, a powinno się na to patrzeć przez pryzmat większego formatu.
Rządzący poinformowali, że poproszą o konsultacje w sprawie uruchomienia art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego (Artykuł 4: Strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron - przytacza red.), który mógłby zwiększyć bezpieczeństwo Polski. Jak faktycznie może on wpłynąć na bezpieczeństwo naszego kraju?
Należy zwrócić tu uwagę, że to nie jest jedynie pewnego rodzaju formalność mająca na celu konsultację z sojusznikami. Nie. To jest rodzaj pewnego alarmu, który zostaje przez Polskę podniesiony. To sygnał, że jako kraj naprawdę się niepokoimy, że sytuacja jest poważna. To także impuls do tego, aby w takich sytuacjach reagować razem, może nawet do tego, aby odkurzyć pewne księgi z zapisami wzajemnej współpracy i zastanowić się jak będziemy wspólnie reagować. To bardzo ważne narzędzie w traktacie, które może pomóc nam zaangażować także inne kraje, do rozwiązania powstałego problemu.
To, że holenderscy piloci wzięli udział w nocnej akcji wspierając polską armię - co zostało mocno podkreślone przez rządzących - może dać dodatkowy bodziec wskazujący na to, że ta sprawa nie dotyczy tylko Polski?
Polska zawsze zabiegała o to, aby żołnierze NATO ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych stacjonowali w naszym kraju. Nie zawsze chodzi o ich siłę czy potencjał danej armii, ale o to, żeby wspólne działania umiędzynarodowić. Podobny akcent jest potrzebny w sytuacji z nocy, aby pokazać, że nie jesteśmy w tym sami, ale są z nami nasi sojusznicy. Obecność wojsk amerykańskich, innych sojuszników, ich nowoczesnego sprzętu powoduje, że w innych państwach też się o tym mówi. Od rana można było zobaczyć, że media choćby na zachodzie Europy o tej sytuacji informowały, nie bagatelizując tego wydarzenia.
Zawsze umiędzynarodowienie takiego zdarzenia jest ważne. Może zabrzmi to trochę niepoważnie, ale właśnie o to zawsze chodziło terrorystom, aby zwrócić uwagę całego świata na dane wydarzenie. Ten mechanizm jest podobny także w obecnej sytuacji, choć cel znacznie inny.
Uważam, że umiędzynarodowienie, w tym mówienie o tym, że sojusznicy pomagali w nocnej akcji jest dla nas korzystne.
Czy można wykluczyć to, że to co się wydarzyło w nocy było dziełem przypadku? Zastanawiające są informacje przekazywane przez stronę ukraińską, które pokazują kierunek przemieszczania się dronów, że część z nich leciała w kierunku Polski, ale także w kierunku Białorusi.
Nas nie powinno obchodzić to, że jakieś systemy naprowadzające zadziałały gorzej lub lepiej. Prowadzi ktoś nielegalną wojnę. Abstrahując od tego, że stawiamy się za jedną ze stron, która w niej uczestniczy, to nie życzymy sobie tego, żeby po naszej stronie coś się działo. Chcemy, czy nie musimy pokazać siłę i wyraźnie zaznaczyć, że tego typu wydarzenia są przez nas nie do zaakceptowania.
Były doniesienia, ale nie udało mi się ich do tej pory potwierdzić, że Białorusini także podnieśli swoje myśliwce. Teraz pytanie, czy zastanawiali się czy to wleciało do nich przypadkiem czy nie? Nie mniej jednak dla każdego kraju, jeśli coś wlatuje w jego przestrzeń powietrzną jest zagrożeniem, bez znaczenia, czy jest to intencjonalne czy nie. Po drugie, też mogli dostać mylne sygnały, że są atakowani przez Ukraińców. Mogła to być także taka gra, która miała na celu jeszcze coś innego. Należy zwrócić uwagę, gdzie się to działo. To był trójstyk Polski, Białorusi i Ukrainy, czyli idealne miejsce do zrobienia sporego zamieszania.
Polskie siły zbrojne potwierdziły informacje, że kontaktowały się ze stroną białoruską, a także, że otrzymały od niej sygnał o zbliżającym się w kierunku Polski zagrożeniu z powietrza. To może zastanawiać?
Nie jestem zaskoczony. Białoruś oczywiście jest po stronie rosyjskiej, ale od samego początku pełnoskalowej wojny na Ukrainie robiła wszystko, aby nie dać się maksymalnie wciągnąć w ten konflikt. Przecież Rosjanie chcieli zaatakować Ukrainę z terytorium Białorusi, ale nie wydano na to zgody. Wydaje się, że Alaksandr Łukaszenka zdaje sobie sprawę z konsekwencji takich działań. Możliwe, że wydał polecenie, aby informować Polaków o pewnych zagrożeniach, zwłaszcza gdy następują one ze strony białoruskiej.
W przestrzeni publicznej pojawia się także pytanie, dlaczego akurat w tym momencie tyle dronów przeleciało nad terytorium Ukrainy i nie zostało zestrzelonych? Wśród sugestii można usłyszeć, że mogło być to celowe działanie mające na celu większe zaangażowanie zachodnich krajów w pomoc Ukrainie, w tym także ze strony Polski. Pojawiają się informacje o tym, że nasz kraj chociażby może wycofać się z finansowania starlinków dla Ukrainy.
Myślę, że to jest retoryka, która została przygotowana ze znacznym wyprzedzeniem. Popatrzmy chociażby na państwo, które wielu miało za wzór jeśli chodzi o obronę powietrzną, czyli Izrael. Przy zmasowanych atakach bez pomocy między innymi Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów nie udałoby im się obronić swojego nieba.
Ukraińca są w zdecydowanie gorszej sytuacji, dlatego nie są w stanie przechwycić wszystkich dronów i pocisków, zwłaszcza w sytuacji zmasowanego ataku. Należy pamiętać, że Ukraińcy mają priorytety w obronie kluczowych obiektów. Dopiero w sytuacji, gdy są one bezpieczne siły mogą być skupione na pozostałych zagrożeniach.
Nie uważam, żeby to było celowe działanie ze strony Ukrainy. Tym bardziej, że tymi dronami da się zdalnie sterować, dlatego nigdy nie ma pewności, że one nie zawrócą i nie uderzą w ważny obiekt.
W tej sytuacji zastanowiłbym się, kto rozpuszczał takie informacje? Kto za kim podawał i jaki był cel takich działań? Oczywiście w relacjach polsko-ukraińskich następują w ostatnim czasie pewne zmiany, ale nie doszukiwałbym się celowych działań. Choć nie należy wykluczyć, że w swoim przekazie Ukraińcy będą chcieli to wykorzystać, mówić, że to było wymierzone w Polskę. Trzeba zauważyć, że w tym przekazie zwłaszcza po nocnej akcji pojawiają się informacje, że drony być może mogą dolecieć dalej niż tylko do Polski. To może być stawiane Ukraińcom, jako zarzut. Tylko należy zastanowić się, czy będąc w ich sytuacji nie robilibyśmy podobnie, aby uzyskać potrzebną pomoc?
To może być sygnał ze strony Rosji, aby w rozmowach pokojowych mieć kartę przetargową? Sugerując, że jeśli nie dojdzie do porozumienia na zasadach Kremla, to konflikt może nabrać na sile.
To oczywiście jest sygnał nie tylko do Polaków, Ukraińców czy Białorusinów, ale także innych członków NATO. Ale czy to sygnał na zasadzie - dogadajmy się szybciej? Patrząc na to, jak rosyjska strona reagowała na propozycje ze strony administracji Donalda Trumpa, to uważam, że nieszczególnie o to chodzi.
Uważam, że do tej pory trochę przecenialiśmy rosyjskie służby. W ich działaniu - w mojej ocenie - pojawia się coraz więcej przypadków. W działaniu służb rosyjskich nie ma pewnej konsekwencji, która w działaniach strategicznych jest kluczowa. Pytaniem pozostaje, czy to przypadek, czy to przemyślane działanie mające na celu odwrócenie uwagi od rzeczy ważniejszych?
Te działania mogą być przeciwstawieniem się większej lokacji wojsk amerykańskich w Polsce, o której po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie mówi się coraz częściej?
Jeśli ktoś sam eskaluje to nie oczekuje efektu, żeby druga strona się wycofała. Takie rzeczy dzieją się już na polu bitwy w wojnie konwencjonalnej, gdzie siłą ognia zmusza się do wycofania.
Co może się wydarzyć w najbliższym czasie? Czy istnieje ryzyko kolejnych nalotów?
Wszystko zależy od tego, czy jako społeczeństwo zdamy egzamin, przed którym stanęliśmy? Jeśli nadal będziemy odwracać się przeciwko aparatowi państwa, podważać jego znaczenie to możemy spodziewać się tego, że będą kolejne próby destabilizacji sytuacji w Polsce.
Dzisiaj poprzez zaufanie wobec tego aparatu, łącznie ze służbami mundurowymi, wojskiem itp. możemy ten egzamin zdać. Jeśli okaże się, że takie działania nie spowodują wystąpienia podważenia zaufania do organów państwa, mówiąc wprost nie wywołają społecznej paniki, to ich kontynuowanie nie będzie miało sensu.
Ważne jest to, abyśmy wszyscy zdali sobie sprawę, w jakiej jesteśmy sytuacji i że nie należy podważać działań, które są prowadzone. Na pewno to będzie trudne, ponieważ przez polityków zostaliśmy bardzo mocno podzieleni, dlatego ten egzamin może okazać się niezwykle trudny dla wielu osób.
Należy pamiętać, że taki właśnie jest cel Rosji, aby obywatele stawali przeciw działaniom rządu.
Jakie będą działania służb w tej sytuacji?
My się możemy odgryzać i być może nawet to robimy, choć nie zawsze informujemy o tym wprost. Mam nadzieję, że to robimy, bo w innym wypadku Rosja rozpędzi się jeszcze bardziej i trudno będzie ją zatrzymać.
Myślę, że najbliższe dni, tygodnie mogą być ciekawe, także w kontekście ewentualnego procesu pokojowego.
Jak mogą zachować się kraje NATO? Można spodziewać się większego zaangażowania z ich strony czy oczekiwania na rozwój sytuacji?
Jeżeli NATO nie zda egzaminu to straci sens swojego istnienia. Jeśli głosimy o tym, jaki ma potencjał i co potrafi, to w sytuacji próby powinno wykorzystać swoje atuty. Nie widzę innej możliwości, jak stanowczej reakcji ze strony sojuszników. Nie chodzi mi o to, aby wsiedli na czołgi i pojechali w stronę Moskwy, ale o to, aby podjęli działania mniej lub bardziej oficjalne, które dają Rosji do myślenia.
Myślę, że część takich działań została podjęta, nawet jak informacja o tym nie przedostała się do przestrzeni publicznej.
Najważniejsza w tej sytuacji jest wspólna strategia działań, bo jeśli Unia Europejska, Stany Zjednoczone będą realizować swoje indywidualne działania, to nigdy nie osiągniemy efektu synergii i symbiozy. Tutaj współpraca będzie niezwykle istotna.
Zobacz również: Ukraińska ofensywa sieje popłoch w Rosji! Kreml ogranicza sprzedaż paliw. Ceny paliw skaczą w górę



























































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję