Rumuni prezydenta próbowali wybrać od listopada 2024 roku. Wówczas po pierwszej turze wyborów ich wyniki decyzją Sądu Konstytucyjnego zostały unieważnione.
Wygrał je prorosyjski prawicowy radykał Calin Georgescu, który wybił się, prowadząc kampanię w mediach społecznościowych. Decyzja sądu była podyktowana ustaleniami wywiadu, który stwierdził ingerencję zewnętrzną przy prowadzeniu kampanii, sugerując, że Georgescu mógł być wspierany przez Rosję. Polityk otrzymał zakaz startu w kolejnym plebiscycie.
Czytaj też: Politycy reagują na wyniki wyborów. Tusk, Kaczyński i inni
Kontrowersje wokół decyzji sądu
Decyzja Sądu Konstytucyjnego w Rumunii wzbudziła kontrowersje wśród obywateli, którzy w części nie zgadzali się z nią, twierdząc, że to działanie polityczne prowadzone przez skorumpowane elity polityczne, które chciały utrzymać się przy władzy. Pojawiały się także głosy, że Calin Georgescu nie był akceptowany przez czołowych polityków Unii Europejskiej, którzy wywierali nacisk na to, aby ten kandydat nie został prezydentem.
George Simion dużym zaskoczeniem
George Simion, lider Sojuszu na rzecz Jedności Rumunów (AUR) wziął udział w listopadowej pierwszej turze wyborów prezydenckich w Rumunii, zajmując czwarte miejsce z poparciem sięgającym 13,9% głosów.
Po unieważnieniu wyników pierwszej tury przez sąd ponownie rywalizował w plebiscycie na przywódcę Rumunii. Ku zaskoczeniu wielu Rumunów zwyciężył w pierwszej turze, gromadząc 41% głosów. Prawicowy kandydat stał się faworytem przed drugą turą wyborów, w której zmierzył się z proeuropejskim politykiem - burmistrzem Bukaresztu Nicusorem Danem ze Związku Zbawienia Rumunii. Dan w pierwszej turze uzyskał poparcie wynoszące 21% głosów.
Obaj kandydaci w kampanii wyborczej prezentowali się jako politycy spoza dwóch głównych największych rumuńskich partii politycznych, czyli Partii Socjaldemokratycznej (PSD) oraz Partii Narodowo-Liberalnej (PNL).
Simion, jak wydawało się przed rozpoczęciem głosowania, mógł liczyć na poparcie elektoratu Georgescu. Otwarcie krytykował decyzję sądu związaną z unieważnieniem listopadowych wyborów, twierdząc, że w Rumunii doszło do “zamachu stanu”.
Premier podał się do dymisji
Wyniki wyborów prezydenckich były ważne w kontekście politycznej przyszłości Rumunii. Po porażce w pierwszej turze wyborów prezydenckich Crina Antonescu kandydata Partii Narodowo-Liberalnej, która sprawuje władzę w kraju, premier rządu Marcel Ciolacu podał się do dymisji. Nowy prezydent będzie mógł mianować nowego premiera. Simion obiecał, że stanowisko to przypadnie wykluczonemu ze startu w wyborach prezydenckich Georgescu.
Wyniki wyborów były ważne także w kontekście kursu, jaki Bukareszt obierze w polityce zagranicznej. Dotychczasowe władze Rumunii utrzymywały swoje przywiązanie do Unii Europejskiej. Simion podczas kampanii wyborczej krytykował unijnych przywódców za to, jak zmienia się “Wspólnota” pod ich wodzą. Twierdził, że prowadzona polityka w Unii Europejskiej szkodzi krajom takim, jak Rumunia.
Obaj kandydaci ogłosili zwycięstwo
Druga tura wyborów prezydenckich w Rumunii odbyła się w niedzielę 18 maja 2025 roku. Po ogłoszeniu wyników exit poll, w których Dan zdobył 54,9% głosów, a Simion - 45,1% obaj kandydaci ogłosili swoje zwycięstwo. Środowisko polityczne Simiona liczyło na to, że ich kandydat został niedoszacowany i po podliczeniu wyników ze wszystkich okręgów wyborczych sondażowe dane - jakimi są wyniki exit poll - ulegną zmianie.
Tak się jednak nie stało. Po przeliczeniu głosów z 97,7% komisji potwierdziło się, że w wyborach prezydenckich w Rumunii zwycięża Nicusor Dan, który uzyskał 54,31% poparcia. Na George'a Simiona głos oddało 45,69% Rumunów.
Zobacz również: Kurs złotego po wynikach wyborów. Dolar i euro drożeją!
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję