Kamil Markiewicz (FXMAG): Jak traktować projekt ustawy przygotowany przez prezydenta Karola Nawrockiego dotyczący wprowadzenia ulgi podatkowej dla rodzin, które mają dwójkę dzieci lub więcej? Jako propozycję legislacyjną, którą ma szansę zająć się Sejm czy jedynie polityczne hasła, bo projekt zostanie umieszczony w “sejmowej zamrażarce”?
dr Paweł Ramiączek (politolog, ekspert specjalizujący się w naukach o bezpieczeństwie w obszarze funkcjonowania służb specjalnych, oraz naukach prawnych i politycznych, Uniwersytet WSB Merito w Łodzi): Pan prezydent zgodnie z Konstytucją ma inicjatywę ustawodawczą i jak widać na pewno będzie z niej korzystał. W tej chwili w przestrzeni publicznej pojawiają się projekty ustaw, które w dużej części dotyczą spraw poruszanych w kampanii wyborczej. Wśród nich CPK, a także szeroko pojęty system podatkowy.
To, że prezydent ma inicjatywę ustawodawczą i z niej korzysta, to jest dobre, natomiast powstaje pytanie, jakie będę tego efekty? Czy rząd zajmie się tymi projektami w kontekście ich przeanalizowania i czy Sejm je przegłosuje? Na razie nie jesteśmy w stanie nic na ten temat powiedzieć, ponieważ jeszcze wokół tych projektów tak naprawdę takiej rzetelnej debaty sejmowej, jak i debaty na szczeblu odpowiednich komisji nie było.
Po drugie, sama w sobie inicjatywa ustawodawcza jest elementem tworzenia prawa w Polsce, z tym, że i tak decydującą rolę w kontekście prawa ma Sejm. Dlatego w dużej części to właśnie od niego, a także w pewnej części od Senatu zależy to, czy ustawa ma szansę wejść w życie.
Ponadto, prezydent sam w sobie nie ma takiej mocy sprawczej, że jego projekty czy pomysły od razu zaczną być stosowane. Zgodnie z artykułem 120 Konstytucji, to Sejm ma prawo tworzenia ustaw. To jest wątek prawno-formalny. Natomiast wątek polityczny tutaj na pewno też będzie przez dużą część klasy politycznej dostrzegany.
Prezydent Karol Nawrocki w kampanii wyborczej zapowiadał, że na pewno nie będzie ułatwiał rządzenia obecnej koalicji rządowej. Dlatego spodziewam się, że każdy tego typu projekt będzie swego rodzaju “kamykiem do ogródka”, który prezydent będzie wrzucał po to, aby być może z jednej strony utrudnić pracę rządu, bo nie wszystkie te pomysły da się zrealizować, choćby ze względu na ograniczenia wynikające z budżetu państwa, a z drugiej strony dzięki temu może pokazać, że niektóre obietnice, które partie koalicyjne w kampanii wyborczej składały jeszcze nie zostały zrealizowane. Prezydent, jako ten, który obserwuje scenę polityczną te same pomysły poprzez projekty zgłasza.
Na pewno ten wątek polityczny będzie tutaj istotny. Należy spodziewać się też, że wiele działań Karola Nawrockiego będzie spójnych z tymi prowadzonymi przez Prawo i Sprawiedliwość, bo przecież to jest ugrupowanie, które wypromowało prezydenta. PIS wszystkie te projekty ustaw, jeśli nie będą przegłosowane, bądź będą torpedowane przez posłów partii rządzących, będzie wykorzystywał, jako element walki politycznej, wskazując, że prezydent chciał, a Sejm, Senat i w ogóle rząd nie za bardzo chce ich wprowadzić.
To jest walka polityczna, na którą musimy się przygotować, zwłaszcza w sytuacji, gdy zbliżają się wybory parlamentarne, które formalnie powinny się odbyć za dwa lata. Niektórzy przewidują jednak, że może do nich dojść wcześniej, dlatego wiele takich inicjatyw może zostać odbieranych, jako element kampanii wyborczej.
Kancelaria Prezydenta wskazała skąd mogłyby pochodzić pieniądze, które pozwoliłby na wprowadzenie ulgi. To uszczelnienie systemu VAT i CIT. Przedstawienie rozwiązań może mieć znaczenie? Czy politycznie tego typu inicjatywy będą tłumione w zarodku?
Uważam, że posłowie, czyli całe środowisko koalicyjne powinno zająć się tymi projektami ustaw. Najlepiej byłoby, aby cała procedura analizy tych dokumentów, a także czytań w Sejmie się odbyła. Wówczas moglibyśmy wszyscy usłyszeć merytoryczne, a nie polityczne odniesienie do tych propozycji.
Każdy projekt mniej lub bardziej abstrakcyjny zasługuje na analizę, a także na to, aby społeczeństwo miało konkrety w postaci merytorycznych, a nie subiektywnych ocen. Uważam, że debata na temat tych propozycji powinna się odbyć. To po pierwsze. Po drugie, jeśli chodzi o system podatkowy, to niektórzy ekonomiści obliczają, że koszt dla budżetu państwa byłby dość spory. Wskazują, że mógłby wynieść nawet około 100 mld zł. Jeżeli w projektach ustaw jest wskazane źródło finansowania, to tym bardziej myślę, że są to propozycje, które warto rozważyć.
Proponowane zmiany, jak przekonywał Karol Nawrocki mają przyczynić się do poprawy sytuacji demograficznej w kraju. Program 500 plus (obecnie 800 plus) miał te same założenia. Efekt, mówiąc delikatnie jest daleki od zamierzonego. Rządzący będą podejmować te argumenty?
Argumentacja projektu i przewidywanie skutków społecznych, jakie może wywołać ewentualne wprowadzenie przepisów są jednymi z warunków koniecznych debaty nad projektem ustawy. W związku z tym ta argumentacja musi być bardzo rzetelna.
Myślę, że dobre argumenty mogą być elementem, który przyczyni się nawet do głosowania nad konkretnym projektem ustawy. Znając jednak polską politykę sądzę, że spora część debaty skupi się na wątkach politycznych nie merytorycznych. Wzajemnych przepychanek można spodziewać się zarówno ze strony środowiska prezydenta, jak i środowiska rządowego. Będą one przede wszystkim skupiać się na tym, dlaczego tego nie wprowadzić lub dlaczego będzie to tak drogie. Natomiast środowisko prezydenta będzie mówiło, że rząd nie chce zmian, bo działa prezydentowi na przekór.
Myślę, że niestety dzisiaj w naszym kraju argumentacja rzeczowa oddała pole argumentacji politycznej. Spora część debaty publicznej - niestety - opiera się właśnie na wątkach subiektywno-politycznych.
Jakikolwiek postulat z Planu 21, który w trakcie kampanii wyborczej przedstawił Karol Nawrocki patrząc na to, kto ma większość parlamentarną ma szansę na realizację?
Myślę, że wśród tych projektów, które mają szansę na przychylność ze strony rządu są te dotyczące szeroko pojętego bezpieczeństwa. Podobnie, jak sprawy międzynarodowe. To są wątki, które powinny stać całkowicie ponad polityką wewnętrzną.
W sprawach gospodarczych, społecznych, światopoglądowych oraz sprawy z zakresu wymiaru sprawiedliwości mogą być tymi elementami, które będą powodować duże tarcia między rządem a prezydentem.
Co Karol Nawrocki może zrobić, aby Sejm zajął się proponowanymi przez niego zmianami legislacyjnymi? Czy ma w ogóle jakieś narzędzia, poza politycznym szantażem, aby skłonić rząd do współpracy?
Z punktu widzenia Konstytucji i procesu legislacji, poza inicjatywą ustawodawczą, czyli inaczej mówiąc poza prawem, które pozwala na zgłaszanie prezydentowi projektów ustaw, nie ma on mocy tworzenia własnych aktów prawnych, które będą miały charakter powszechnie obowiązujący. Innymi słowy, projekty prezydenckie muszą być przegłosowane przez Sejm, jeżeli myślimy o wdrożeniu ich w życie.
Ciekawym wątkiem są próby zgłoszenia projektu nowej konstytucji. Prace nad nim mają się niedługo rozpocząć i zakończyć w okolicy 2030 roku. W tej materii prezydent może powołać określone gremium, które będzie pracowało nad projektem, zupełnie nowej Konstytucji lub propozycją zmian. Cały ten proces jest uregulowany przez obecną Konstytucję i dodatkowe ustawy. W związku z tym, poza pracami, które mogą prowadzić do zmian, prezydent w zasadzie nie ma tutaj większych kompetencji.
Można spodziewać się tego, że w projekcie nowej Konstytucji lub wśród proponowanych zmian w obecnej znajdzie się zapis dający prezydentowi większe kompetencje w systemie legislacyjnym?
Myślę, że takie próby mogą być podjęte, tym bardziej, że w przestrzeni publicznej pojawiają się na razie takie dość mało precyzyjne wypowiedzi mówiące o tym, że trzeba zwiększyć rolę prezydenta w polskim systemie prawnym. Nie wiem, co kryje się za tymi pomysłami, ale uważam, że znaczna część konstytucjonalistów i prawników będzie się temu bacznie przyglądać.
Jeśli będzie projekt, który faktycznie będzie wzmacniał rolę prezydenta w systemie legislacji, to zobaczymy na czym będzie się opierał.
Kto w takiej sytuacji stoi na lepszej pozycji prezydent czy rząd? Trzeba przyznać, że póki co Karol Nawrocki robi to, co zapowiadał w kampanii wyborczej. Jak mogą oceniać jego poczynania wyborcy, w kontekście obietnic składanych przez koalicję rządzącą?
Mając na uwadze fakt, jak dzisiaj wygląda przestrzeń publiczna, gdzie spora część społeczeństwa postrzega politykę, jako formę pewnego rodzaju walki dwóch “plemion”, bo z jednej strony mamy osoby, które popierają środowisko Platformy Obywatelskiej, a z drugiej Prawa i Sprawiedliwości. Te dwa ugrupowania zbudowały wokół siebie elektorat, który mam wrażenie, nie tyle zwalcza się nawzajem, co bardzo ze sobą polemizuje.
W lepszej sytuacji mimo wszystko będzie dzisiaj opozycja, która dość dobrze komunikuje się ze społeczeństwem. Zwłaszcza z częścią swojego elektoratu, używając do tego wielu narzędzi takich, jak media tradycyjne czy media społecznościowe zwłaszcza. Tu bez wątpienia istotną rolę odegra prezydent, który będzie bardzo dynamicznie i bardzo często występował torpedując niektóre działania rządu.
Zobacz również: Rząd Tuska w kropce. Za podwyższenie kwoty wolnej od podatku PIT zapłacą Polacy?
Patrząc na tę perspektywę teoretycznych dwóch lat, to myślę, że opozycja przy współpracy z prezydentem Karolem Nawrockim zrobi wszystko, aby wygrać kolejne wybory. Aby kolejna koalicja, która zostanie w Sejmie związana była elementem Prawa i Sprawiedliwości oraz innej partii, być może Konfederacji. Tak, aby PiS i jego środowisko wróciło do szeroko pojętej władzy.
Po stronie rządu jest bardzo trudna sytuacja i to z kilku powodów. Pierwszym z nich są ciągłe ataki ze strony opozycji i ewentualnie ze strony środowiska prezydenckiego, choć cały czas w głębi duszy liczę na to, że prezydent będzie bardzo rozważnie prowadził swoją politykę. Po drugie, poprawa polityki informacyjnej, bowiem z nią w ostatnich miesiącach bywały różne problemy. Chodzi między innymi o reakcje na różnego rodzaju kryzysy, także te wizerunkowe, z którymi w ostatnim czasie mamy do czynienia, jak na przykład sprawa z KPO, co w mojej ocenie nie jest tak dużą aferą, jak jest to przedstawiane. Ponadto koalicja ma wewnątrz jeszcze kilka spraw do załatwienia. Chodzi mi tu o koalicjantów, którzy często pokazują, że też mają swoje zdanie, które czasami wybrzmiewa, jako różnice, które społeczeństwo dostrzega, jako minus.
Twierdzę, że w polityce nie ma rzeczy niemożliwych, dlatego uważam, że jeśli koalicja rządowa będzie twardo realizować swój program i rzetelnie informować społeczeństwo o tym, jak polityka wygląda, zarówno od strony opozycji, jak i ta prowadzona przez nich, to myślę, że ma jeszcze szansę powalczyć w wyborach. Być może w przyszłości dojdzie nawet do koalicji Platformy Obywatelskiej i Konfederacji, kto wie?
Dziękuję za rozmowę.



























































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję