Kamil Markiewicz (FXMAG): Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański stwierdził, że Polska póki co nie planuje przyjęcia euro. To może oznaczać, że rząd póki co rezygnuje ze wstąpienia do “unii walutowej”?
dr hab. Piotr Misztal (ekonomista, profesor Uniwersytetu Radomskiego): Należy zwrócić uwagę, że póki co przede wszystkim nie spełniamy warunków konwergencji, aby przystąpić do strefy euro. Przypominam, że jest pięć kryteriów ilościowych (stabilności cen - inflacja, zdrowych finansów publicznych - deficyt i dług, stabilnego kursu walutowego - minimum 2 lata w ERM II oraz długoterminowych stóp procentowych. Dodatkowo konieczna jest kompatybilność prawa krajowego z traktatami Unii Europejskiej - przyp. red.) i szóste jakościowe, a póki co ich nie spełniamy. To oznacza, że chociażby z tego powodu na pewno w najbliższym czasie do strefy euro nie wejdziemy.
Największym problemem wydaje się będzie zmiana Konstytucji. Aby myśleć o przyjęciu euro trzeba będzie zmienić w Konstytucji zapisy mówiące o tym, kto prowadzi politykę monetarną. Dlatego póki co nie wydaje się to w ogóle realne.
Należy jednak pamiętać o tym, że docelowo musimy wejść do strefy euro, bo do tego się zobowiązaliśmy wchodząc do Unii Europejskiej. Podpisaliśmy traktat akcesyjny, w którym jednocześnie zobowiązaliśmy się, że w przyszłości po spełnieniu kryteriów konwergencji wejdziemy do strefy euro. Pytanie, które powinniśmy sobie zadać powinno brzmieć nie czy wejdziemy do strefy euro, ale kiedy to nastąpi?
Wśród przeciwników i zwolenników wprowadzenia euro w Polsce pojawiają się różne, skrajne argumenty. Jedni mówią, że po wejściu do strefy euro będzie znacznie drożej, inni uważają, że chociażby kredyty będą tańsze. Które argumenty przeważają?
Osobiście jestem zwolennikiem wejścia Polski do strefy euro, ponieważ wiążą się z tym wymierne korzyści. To chociażby mniejsze ryzyko kursowe czy koszty transakcyjne. A także niższe stopy procentowe, które w strefie euro są znacznie niższe niż w Polsce. To wpłynęłoby na obniżenie kosztów kredytów. Skorzystałyby na tym zarówno gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorstwa. To mogłoby się przełożyć na wzrost poziomu inwestycji, bo więcej pieniędzy pozostawałoby w kasach firm.
To, że politykę monetarną będzie prowadził Europejski Bank Centralny, to oczywiście jest pewne zagrożenie. Nie mniej jednak, jak popatrzymy na średnią stopę inflacji w strefie euro i Polsce widzimy, że w zasadzie w większości badanego okresu od momentu utworzenia strefy euro do czasów obecnych, inflacja w strefie euro była niższa niż w Polsce. Zatem wejście do strefy euro przyczyniłoby się do jeszcze większego spadku inflacji.
Skąd w takim razie może wynikać takie ostrożne podejście rządu do tematu euro? Rządu, który tworzą politycy, którzy przez lata bardzo optymistycznie do niego podchodzili, mówiąc wręcz, że Polska musi przyjąć euro i to możliwie jak najszybciej?
Nasza gospodarka póki co rozwija się w szybkim tempie. W ubiegłym roku byliśmy na drugim miejscu pod względem dynamiki w Unii Europejskiej. Natomiast należy zwrócić uwagę, że standardowe czynniki wzrostu za chwilę się wyczerpią. Będą potrzebne nowe inwestycje. Moglibyśmy je przyciągnąć chociażby poprzez fakt, że mielibyśmy wspólną walutę. Dlatego myślę, że wcześniej czy później władze gospodarcze kraju wrócą do zagadnienia wejścia do strefy euro. Na razie ten temat jest odłożony na bok, dlatego, że jest to dzisiaj niepopularne politycznie. Większość społeczeństwa, jak pokazują badania opinii publicznej jest przeciwna wejściu do strefy euro, z tego względu, że narracja polityków z różnych obozów, a także przedstawicieli władz gospodarczych jest taka, że po przyjęciu euro będziemy ponosili większe koszty niż spodziewane korzyści, co oczywiście nie jest prawdą.
Większość społeczeństwa powiela tego typu opinię, dlatego jest przeciwna wejściu do strefy euro. To wynika z tego, że Polacy nie mają dostępu do rzetelnych informacji na temat ewentualnych korzyści i kosztów.
Taki głos ministra finansów nie potęguje jeszcze bardziej niechęci do strefy euro? Minister Andrzej Domański na łamach Financial Times powiedział: “Nasza gospodarka radzi sobie obecnie wyraźnie lepiej, niż w przypadku większości krajów strefy euro”. Tego typu argumenty jeszcze bardziej mogą podburzać niechęć do euro wśród Polaków.
To są różnego rodzaju wypowiedzi, które mają ukryty sens polityczny. Gdyby wyłącznie ekonomiści wypowiadali się na temat strefy euro, to zdecydowanie większość z nich jest za przyjęciem europejskiej waluty. Tutaj akurat wypowiedzi ministra wskazują na co innego, a przypominam, że ten obecny rząd jeszcze kilka lat temu był za wejściem do strefy euro i to szybkim.
To jest też dla nas zagrożenie, dlatego że możemy być jednym z ostatnich krajów, który będzie poza strefą euro. Widzimy, że kraje w strefie euro zaczynają się ze sobą w większym stopniu integrować. Zaczynają myśleć o wspólnym budżecie, budżecie strefy euro. To może być zagrożenie dla tych krajów, które będą poza tym układem.
To może doprowadzić do federalizacji Unii Europejskiej?
To jest kolejna kwestia, która budzi wątpliwości, dlatego że integracja monetarna jeszcze bardziej zmniejsza autonomię poszczególnych krajów członkowskich. Wszyscy się na to zgodzili wchodząc do Unii Europejskiej. Wiedzieliśmy, że kolejnym etapem będzie integracja monetarna. Polska zdawała sobie sprawę z tego, że to nie będzie ograniczenie integracji, tylko wręcz przeciwnie. Być może w przyszłości będą jeszcze większe etapy integracji oprócz monetarnej. Być może w większym stopniu ekonomiczna. To jest konsekwencja tego, że kraje chcą ze sobą w coraz większym stopniu współpracować.
Jak może wyglądać proces przygotowywania naszego kraju do przyjęcia euro? O ile będzie taka wola polityczna.
W Polsce brakuje rzetelnych i ekonomicznych informacji na temat potencjalnych korzyści. Gdyby to zostało przedstawione w sposób zupełnie oderwany od polityki, na podstawie samych argumentów ekonomicznych, to zobaczylibyśmy że wejście do strefy euro po prostu nam się opłaci.
Proszę zauważyć, że żaden z tych krajów, które są w strefie euro nie zdecydował się na jej opuszczenie. A taka możliwość istnieje, podobnie jak wystąpienie z Unii Europejskiej, co uczyniła Wielka Brytania. Co więcej, kolejne kraje przystępują do strefy euro, jak chociażby Bułgaria od tego roku.
Widzimy, że poziom rozwoju gospodarczego nie jest żadnym argumentem, który przemawiałby za czy przeciw przyjęciu euro, dlatego, że Bułgaria jest na znacznie niższym poziomie rozwoju gospodarczego niż Polska.
Wśród argumentów, który wymieniany jest przez przeciwników przyjęcia euro pojawia się ten, że ceny wówczas będą wyższe. Należy się tego obawiać?
Na pewno pojawi się jakiś niewielki wzrost cen w wyniku zaokrągleń cenowych, przy wymianie jednej waluty na drugą. Natomiast nie ma podstaw do tego, żeby twierdzić, że inflacja nagle wzrośnie do poziomu Niemiec czy Luksemburga. W każdym kraju strefy euro są inne ceny, inne wynagrodzenia.
Proszę zwrócić uwagę, że różnice w płacach i cenach występują także wewnątrz kraju. Przecież widzimy to w porównaniu do siebie różnych województw, gdzie nawet przy tej samej walucie mamy różne stawki. Ta regionalizacja cenowa jest czymś normalnym. Tak samo jest w strefie euro. Każdy kraj ma swoje ceny, ma swoje wynagrodzenia i nie ma podstaw, że nagle się to zmieni, nawet w momencie, gdy zamienimy jedną walutę na drugą.
Co musiałoby się stać, aby Polska w ogóle mogła zacząć myśleć o tym procesie, który przybliżyłby nasz kraj do przyjęcie euro?
Po pierwsze w Polsce należałoby rozpocząć kampanię informacyjną, dzięki której Polacy mogliby się dowiedzieć, jakie wynikają korzyści z przyjęcia europejskiej waluty. A po drugie, póki co najważniejsze, to nasz kraj musiałby zacząć stopniowo wypełniać kryteria konwergencji. To będzie długi i żmudny proces. Musimy między innymi obniżyć deficyt budżetowy do 3% PKB, a dziś jest on niemal dwa razy wyższy. To zatem na pewno nie stanie się z roku na rok, a w ciągu kilku lat. Natomiast, aby można o tym myśleć najpierw musi być zgoda polityczna, a później podjęte odpowiednie działania, które będą mogły do tego doprowadzić. Bez tego nie ma na to szans.
Zobacz również: Wprowadzenie euro jest już nieuniknione. Premier potwierdził gotowość do zmiany waluty
Ten wysoki deficyt budżetowy może być tym, dla którego rząd, w tym minister Andrzej Domański nagle zaczyna się wycofywać z pomysłu przyjęcia euro? Niektórzy eksperci wskazują, że deficyt będzie jeszcze rósł i może przekroczyć nawet konstytucyjny limit, czyli 60% PKB.
Tak, dług publiczny zbliża się do 59% PKB. Zgodnie z kryteriami konwergencji nie może być wyższy niż 60%. Być może jest to jeden z czynników, dla którego minister finansów na tym etapie jest przeciwny wejściu do strefy euro. Problemy budżetowe nam się nie zmniejszają, a wręcz odwrotnie. Widzimy, że robią się one coraz większe.
Dziękuję za rozmowę.
















































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję