Inwestorzy gorączkowo zaczęli poszukiwać nowych spółek giełdowych, które mogą popłynąć na fali renesansu jądrowego w Ameryce. Wzrosty po kilkanaście procent w ciągu jednej sesji na wielu z nich nie były rzadkością.
Administracja prezydenta Trumpa dolała paliwa do trzeciej hossy wszech czasów na uranie. Republikanin planuje powiększyć krajowe moce wytwórcze w energetyce jądrowej kosztem co najmniej 80 mld dol. To, że Donald Trump sprzyja tej odmianie energetyki w odróżnieniu od OZE nie jest gromem z jasnego nieba, co najwyżej zaskoczenie może budzić potęga rozmachu inwestycyjnego.
23 maja br. prezydent podpisał cztery rozporządzenia wykonawcze wspierające sektor energetyki jądrowej. Celem rozporządzeń było m.in. przyspieszenie wdrażania nowych reaktorów jądrowych w USA. W regulacjach pojawił się bowiem nakaz skierowany do administracji federalnej, aby przyspieszyć proces licencjonowania zezwoleń na budowę instalacji jądrowych do 18 miesięcy. Sprzyjać temu ma szersze udostępnienie gruntów państwowych, na których mają powstawać nowe elektrownie atomowe.
Według danych World Nuclear Association (WNA) na całym świecie działało ponad 400 reaktorów jądrowych (439) zapewniających społeczeństwu energię. Ze względu na globalne dążenia dekarbonizacyjne, bezpieczeństwo i wydajność energia jądrowa znajduje się w ofensywie. WNA podała, że inwestorzy z całego świata dostawiają nowe instalacje – 69 reaktorów znajduje się w budowie, a 114 jest planowanych. Mniej więcej ¼ z funkcjonujących mocy wytwórczych jest zlokalizowana w Ameryce Północnej.

Źródło: World Nuclear Association (lipiec 2025)
Szacunki IEA pokazują, że popyt na energię będzie dopisywał, ponieważ w wariancie zeroemisyjności gazów cieplarnianych zapotrzebowanie na nią wzrośnie z prawie 30 tys. terwatogodzin do ponad 80 tys. (+169%). Jednym z segmentów, który wykazuje wigor, są centra bazodanowe. Obecnie mają one ok. 1,5% udział w zużyciu energii. Ma on się podwoić do 2030 r.

Źródło: IEA World Energy Outlook 2024 Net Zero Emissions Scenario
Amerykanie są liderem globalnym pod względem zdolności wytwarzania energii jądrowej. Większość ich instalacji została wybudowana na fali uniezależniania się energetycznego świata od nieprzewidywalności dostaw ropy naftowej, do czego doprowadziły dwa szoki naftowe lat 70. W 1973 r. arabscy członkowie OPEC ograniczyli produkcję „czarnego złota” w sprzeciwie wobec poparcia Izraela przez Zachód, co miało związek z wojną Yom Kippur z Egiptem i Syrią. Reakcja ceny surowca była dojmująca, ponieważ światowe ceny ropy naftowej wzrosły czterokrotnie – ze średnio 2,9 dol. za baryłkę do 11,65 dol. Kolejny cios nastąpił pod koniec dekady, gdy rewolucja w Iranie zatrzymała produkcję w tym kraju. Ceny ropy naftowej zwiększyły się ponad dwukrotnie – między połową 1979 r. a połową 1980 r. zwyżkowały z 13 dol. do 34 dol.
W ciągu kilkunastu lat Amerykanie podbudowali instalacje jądrowe niemal z zera do ponad 100 gigawatów (GW). Później już nie było tak burzliwie w historii gospodarczej naszej planety, co może tłumaczyć w pewnej mierze to, że USA podtrzymywała istniejące moce wytwórcze, ale nie inwestowała w nowe.
Co innego Chiny, główny pretendent do korony hegemona. Państwo Środka startowało prawie od zera jeszcze na początku tego wieku. Obecnie jest ono numerem trzy na świecie (60 GW). I kwestią czasu wydaje się to, że w końcu prześcignie Francję.

Źródło: Global Nuclear Power Tracker
Problemem, z którym borykają się Amerykanie jest to, że ich elektrownie jądrowe są bardzo stare. Jeżeli przyjmie się za standard 40-letnią eksploatację zgodnie z zaleceniami organizacji branżowych, która może być wydłużona o 20 lat pod warunkiem spełnienia odpowiednich wymogów bezpieczeństwa, to okazuje się, że średni wiek elektrowni jądrowych w USA jest już powyżej tego standardu (41 lat). Są one najstarsze w porównaniu z innymi potęgami atomowymi przy średniej światowej 31 lat.

Źródło: Global Energy Monitor, Global Nuclear Power Tracker
Partnerstwo jądrowe z rządem federalnym
We wtorek ogłoszone zostało partnerstwo strategiczne pomiędzy rządem federalnym a Westinghouse Electric, Cameco i Brookfield Asset Management. Ma ono na celu zbudowanie nowych reaktorów o wartości co najmniej 80 mld dol. w całych Stanach Zjednoczonych przy użyciu technologii Westinghouse.
"Nasza administracja koncentruje się na zapewnieniu szybkiego rozwoju, wdrożenia i wykorzystania zaawansowanych technologii jądrowych. To historyczne partnerstwo wspiera nasze cele w zakresie bezpieczeństwa narodowego i wzmacnia naszą infrastrukturę krytyczną. Razem z Westinghouse uwolnimy amerykańską energię. To partnerstwo ucieleśnia śmiałą wizję prezydenta Trumpa – odbudować naszą suwerenność energetyczną, stworzyć dobrze płatne miejsca pracy i wysunąć Amerykę na czoło renesansu nuklearnego” – wyjaśnił Howard Luttnick, amerykański sekretarz handlu.
W grę wchodzą zapewne kilka nowych reaktorów opartych o technologię Westinghouse AP1000, która została wybrana do programu energetyki jądrowej w Polsce. Strony porozumienia nie podały, o ile dokładnie chodzi instalacji. Mark Strouse, analityk JPMorgan oszacował, że inwestycja o wartości 80 mld dol. może sfinansować osiem dużych reaktorów jądrowych. To bardzo dużo, ponieważ w tym stuleciu w Stanach Zjednoczonych zbudowano tylko trzy nowe reaktory.
Sygnatariuszem porozumienia jest rząd federalny, choć nie jest wcale oczywiste, że całość inwestycji będzie jego udziałem. Jak dokładnie ma wyglądać podział właścicielski pieniędzy, przeznaczonych na reaktory Westinghouse nie zostało ujawnione. Pozostają zatem domysły.
Tego samego dnia, gdy opublikowano informację o porozumieniu uranowym, rządy USA i Japonii podpisały olbrzymią umowę inwestycyjną na kwotę 550 mld dol. – link. Jeden z zapisów kontraktu inwestycyjnego mówi o wsparciu krytycznej infrastruktury energetycznej w Stanach Zjednoczonych przez Tokio, w tym budowę AP1000 i małych reaktorów modułowych (SMR), we współpracy z Westinghouse, na co ma zostać przeznaczone do 332 mld dol. Kwota znacząco przewyższająca wspomniane 80 mld dol. Można zatem przyjąć, że na co najmniej część nowych instalacji jądrowych wyłoży pieniądze partner z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Gdyby tak było w istocie, to trudno zachowaniu rządu federalnego nie przypisać działania jako nieformalnego banku inwestycyjnego, który konstruuje transakcję, a później z niej czerpie korzyści. Wskazuje na to fakt, że w ramach porozumienia dotyczącego reaktorów Westinghouse rząd jest uprawniony do otrzymania 20% jakichkolwiek wypłat gotówkowych powyżej 17,5 mld dol., o ile zostanie osiągnięty poziom 80 miliardowej inwestycji. Wszystko do 17,5 mld dol. w postaci na przykład dywidendy trafi w proporcjach należnych właścicielom prywatnym Westinghouse, ale gdy wypłata przekroczy tę kwotę, to do podziału zysków przystąpi Skarb Państwa, który położy rękę na 1/5 nadwyżki.
Dodatkowo w ramach umowy funkcjonuje zapis, że gdy do stycznia 2029 r. wycena spółki w ofercie publicznej (IPO) przekroczy 30 mld dol. (co jest zdaje się jedynie formalnością, zważywszy na ogrom skali deklarowanej inwestycji 80 mld dol.), to rząd amerykański będzie uprawniony do otrzymania warrantów zamiennych na akcje Westinghouse, które uprawniają do objęcia 20% kapitału zakładowego firmy.
Póki co Westinghouse jest spółką prywatną, a zatem jego akcji nie uświadczy się w obrocie giełdowym. Firma została przejęta trzy lata temu przez dwóch inwestorów: finansowego Brookfield Asset Management (51% udziałów) i branżowe Cameco (49% udziałów) za 4,37 mld dol.
MP Materials, Intel, Lithium Americas, Trilogy Metals - w tych podmiotach do tej pory zaznaczył kapitałowo swoją obecność amerykański Skarb Państwa. Wygląda na to, że do sakwy posiadania trafi Westinghouse, który już kiedyś był spółką publiczną.
Spółki uranowe wystrzeliły w niebiosa
Na wieść o zawarciu porozumienia w sprawie Westinghouse akcje wielu spółek powiązanych z kompleksem tworzenia wartości w segmencie uranu eksplodowały. Największym beneficjentem tego trendu było kanadyjskiej Cameco (CCO), światowy numer dwa w wydobyciu rud uranu po kazachskim Kazatomprom. Akcje CCO zyskały w ciągu wtorkowej sesji prawie 23%, choć w szczycie notowań podchodziły nawet pod 30%.
Reakcja walorów Cameco nie powinna dziwić. Inwestorzy zapewne dyskontowali korzystny wpływ 80 mld dol. wydatku na inwestycje przy wykorzystaniu technologii Westinghouse AP1000. Dla zobrazowania skali zjawiska można podać, że za ostatnie 12 miesięcy kanadyjski gigant uranowy miał 2 562 mln dol. sprzedaży, na czym uzyskał 383 mln dol. zysku netto.
Poza CCO ostro w górę ruszyły też kursy innych spółek uranowych. Wiele z nich to „maluchy” pod względem wartości giełdowej akcji (maksymalnie kilkaset milionów dolarów), gdyż ich biznes bazuje na pracach poszukiwawczych, a od eksploracji do wydobycia droga jest daleka – przykładem mogą być Aligator Energy, Boss Energy, Pensinsula Energy, Bannermann Energy czy Uranium Royalty. Na innym etapie życia spółki są Uranium Energy i NexGen Energy (kilkumiliardowa kapitalizacja rynkowa). Tam już trwa wydobycie, choć na dużo mniejszą skalę niż w przypadku Cameco. Wzrost po kilkanaście procent we wtorek akcji tych firm były regułą.

Źródło: opracowanie własne na podstawie FactSet
Prawdopodobnie inwestorzy doszli do wniosku, że można oczekiwać prawa serii. Skoro Cameco skorzysta na kontrakcie przyznanym Westinghouse, to wzorem litowego MP Materials, po którym nastąpiła inwestycja w Lithium Americas, niewykluczone jest zaangażowanie się amerykańskiego rządu także w nowe uranowe projekty poszukiwawczo-wydobywcze. Bo co to za interes, gdy postawi się elektrownię jądrową, ale nie będzie ona dysponować wystarczającymi zapasami paliwa uranowego do reaktorów?
Dane UxC jednoznacznie pokazują, że deficyt podaży oktatlenku uranu (U3O8) będzie stopniowo powiększał się. Firma analityczna przedstawiła dwa scenariusze – bazowy i optymistyczny. Horyzont prognozy sięgnął 2045 r. W wariancie podstawowym na koniec czasu projekcji luka niedoboru podaży U3O8 (ang. supply gap) będzie porównywalna z obecnym poziomem wolumenu dostaw surowca do wytwarzania paliw. A to oznacza, że bez zabezpieczenia odpowiedniej ilości uranu jakiekolwiek inwestycje w nowe bloki energetyki jądrowej stoją pod znakiem zapytania.

Źródło: UxC Q2 2025 Uranium Market Outlook
Administracja prezydencka USA dolała paliwa do rozwoju trzeciej hossy uranowej
Decyzja administracji republikańskiej przyczynia się do poprawy perspektyw dla spółek uranowych. Obecnie jesteśmy świadkami trzeciej hossy uranowej. Jest ona najdłuższa, ponieważ zbliża się już do 9 roku trwania. Poprzednie wygasały po 5-7 latach. W odróżnieniu jednak od dwóch poprzednich epizodów długoterminowych rynków byka, aktualna hossa jest jakaś taka „mizerna”.
Cena oktatlenku uranu wzrosła o ok. 370%. Pierwsza hossa z lat 70. poprzedniego wieku zakończyła się ok 630% zwyżką. Druga z pierwszej dekady tego stulecia była najsilniejsza – cena surowca podskoczyła o ok. 1 800%. Jeżeli czerpać wnioski z tych analogii, to staje się jasne, że w obliczu narastających deficytów podaży uranu można spodziewać się kontynuacji prosperity w tym segmencie.

Źródło: TradeTech
Poza klasycznymi reaktorami umiejscowionymi w konwencjonalnych elektrowniach dodatkowego źródła popytu można upatrywać ze strony SMR-ów, czyli małych reaktorów modułowych. Technologia znajduje się w większości przypadków w prototypowej fazie, niemniej można spodziewać się, że na przełomie tej i następnej dekady będzie ona coraz powszechniej komercjalizowana.
Swoich szans w tej gałęzi energetyki jądrowej upatruje Orlen Synthos Green Energy (OSGE), które planuje oprzeć sieć swoich SMR-ów o technologię BWRX-300 GE Hitachi Nuclear Energy. OSGE na początku października br. skierowało do Ministerstwa Energii formalny wniosek o rozpoczęcie procedury notyfikacji przez Komisję Europejską pomocy publicznej w postaci kontraktów różnicowych dla planowanych przez spółkę reaktorów BWRX-300. Pismo dotyczy 14 bloków w 3 lokalizacjach: 6 instalacji we Włocławku koło zakładów Anwil, 4 instalacje w Stawach Monowskich koło zakładów Synthosu w Oświęcimiu oraz 4 instalacje w Stalowej Woli. OSGE oszacowało nakłady na jeden blok energetyczny w okolicach 2 mld euro, choć zastrzegło, że ich ostateczny koszt zależy od wielu czynników (m.in. liczby budowanych bloków). OSGE uważa, że pierwsza instalacja SMR-owa zostanie uruchomiona we Włocławku w 2032 r.
Jak uzyskać ekspozycję inwestycyjną na uran?
Istnieją dwa zasadnicze sposoby, jak tego dokonać. Pierwszy to samodzielny wybór właściwych akcji firm uranowych. Wcześniej była mowa o spółkach z początku łańcucha tworzenia wartości, czyli firmach poszukujących i wydobywających rudy uranu. Po drodze od wydobycia U3O8 do jego zastosowania w blokach jądrowych jest jednak jeszcze masa podmiotów, świadczących inne usługi (wzbogacanie uranu, prace budowlano-konstrukcyjne, produkcja reaktorów i komponentów do nich). Przykłady tych podmiotów znajdują się na poniższej infografice (szczególnej uwadze polecam spółki wytwarzające paliwo do reaktorów i producentów reaktorów, czyli pierwszą i trzecią grupę na obrazku).

Źródło: Range
Drugim źródłem uzyskania ekspozycji na spółki uranowe są fundusze typu ETF. Posiadają one różne składniki portfelowe, które mogą stanowić inspirację dla inwestorów zainteresowanych własnoręcznym poszukiwaniem najlepszych typów uranowych. Dla inwestorów polskich dostępne są cztery takie wehikuły inwestycyjne (w formule UCITS).
Przedstawię je według starszeństwa, czyli daty założenia funduszu. Najstarszy w tym gronie jest Global X Uranium, który został założony w kwietniu 2022 r. ETF zarządza 414 mln euro aktywów. Roczny wskaźnik kosztów jego posiadania wynosi 0,65%. Ma w portfelu 48 akcji spółek uranowych. Od początku tego roku zarobił 94,3%. Jego rówieśnikiem jest HANetf Sprott Uranium Mining. Ten ETF powstały w maju 2022 r. jak nazwa wskazuje koncentruje się na wąskim wycinku biznesu uranowego, gdyż wyłącznie na górnikach. Ma 223 mln euro w zarządzaniu, wskaźnik kosztów to 0,85%. W portfelu funduszu znajduje się 36 pozycji. Od początku tego roku kurs jednostki uczestnictwa zwyżkował o 30,1%. Największy jest z kolei VanEck Uranium and Nuclear Techologies. Wehikuł zarządza aktywami wartymi 1 435 mln euro. Rocznie pobiera 0,55% kosztów. Skupia akcje 25 firm. Od początku roku wygenerował 86,6% zysku. Najmłodszym ETF-em jest WisdomTree Uranium and Nuclear Energy. Fundusz ma 120 mln euro aktywów. Obciąża uczestników roczną opłatą 0,45%. Ma w portfelu papiery 35 spółek.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję