W nocy na azjatyckich giełdach doszło do rajdu na akcjach spółek motoryzacyjnych. Znacząco drożały akcje Toyoty, Kii, Hyundaia czy Hondy. Skąd takie nagłe zainteresowanie inwestorów całym sektorem motoryzacyjnym? Wywołanie tego optymizmu można przypisywać jednemu zapisowi w umowie handlowej zwartej pomiędzy USA a Japonią. Jest on bowiem kluczowy dla całej branży.
Działo się na azjatyckich giełdach przez noc. Szczególnie zadowoleni mogą być ci, którzy już wcześniej włożyli swój kapitał w akcje znanych marek aut. Kurs Toyoty tylko w trakcie jednej sesji skoczył o ponad 14%. Tym samym w raptem kilka godzin wymazany został cały, powolny spadek cen akcji, który trwał od połowy maja.
Kurs akcji Toyota
✕Źródło: Trading View
Niewiele gorzej w trakcie tej sesji poradził sobie inny motoryzacyjny gigant z Japonii - Honda. Jej akcje podrożały o nieco ponad 11%. Tym przebiły wszelkie obserwowane w tym roku poziomy. Ostatni raz tak drogie były w sierpniu ubiegłego roku.
Kurs akcji Honda
✕Źródło: Trading View
Reklama
Na tej samej fali popłynęły również akcje innych spółek z tego sektora. Kurs Nissana skoczył o 9%, Mitsubishi o 4%, a Mazdy i Suzuki o niecałe 2%. Zbiorcze efekty tego giełdowego rajdu dobrze widać na notowaniach indeksu TOPIX Auto, który obrazuje giełdową kondycję japońskiego sektora motoryzacyjnego. Ten podniósł się tylko w trakcie ostatniej sesji o 10%. By znaleźć większą zmianę od tej na notowaniach tego indeksu, musielibyśmy cofnąć się w kalendarzu o rok.
Notowania TOPIX Auto
✕Źródło: Trading View
Zresztą, choć informacje, do których zaraz przejdziemy, dotyczą głównie rynku japońskiego, entuzjazm udzielił się także inwestorom z innych azjatyckich rynków. O 8% podrożały akcje koreańskiego Hyundaia, a o niecałe 9% skoczył kurs popularnej marki Kia.
Branża motoryzacyjna świętuje umowę między USA a Japonią
Co doprowadziło do takich wyraźnych giełdowych wzrostów, których większość z opisanych wyżej spółek nie widziała od miesięcy? Eksperci wskazują na wreszcie dogadaną umowę handlową między Stanami Zjednoczonymi a Japonią, nad którą debatowano od tygodni. Tak zaanonsował ją sam Donald Trump, przy okazji wymieniając też szereg korzyści, które dzięki niej osiągnie USA:
Reklama
Właśnie dopięliśmy potężną umowę handlową z Japonią, być może największą umowę handlową, jaką kiedykolwiek zawarto - mapisał w mediach społecznościowych prezydent USA
Nie oznacza to jednak, że druga strona może czuć się stratna. Wręcz przeciwnie. W ostatecznej wersji dokumentu znalazł się istotny zapis, który można uznać za negocjacyjny sukces Japończyków. Chodzi o stawkę celną na import samochodów z tego kraju. Ta ostatecznie wyniesie 15%, a nie 25%, jak obawiano się wcześniej.
Urwanie tych dodatkowych 10% na papierze może nie wygląda aż tak obiecująco, ale w praktyce oznacza ogromną ulgę dla całego sektora motoryzacyjnego. Amerykański rynek jest bowiem tym, do którego japońscy producenci wysyłają najwięcej samochodów. Ponad 25% całego eksportu z tego kraju do Stanów Zjednoczonych stanowią same auta.
Agencja Reuters podkreśla jednak, że ta umowa nie rozwiązuje wszystkich komplikacji producentów azjatyckich aut. Cłami rzędu 25% wciąż objęte są Kanada i Meksyk, a w tych krajach również znajdują się huby produkcyjne opisanych wyżej marek. Można więc przypuszczać, że w przypadku podpisania przez USA umów także z tymi państwami, akcje producentów japońskich samochodów ponownie zdrożeją.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję