„Wojna celna” między USA i Chinami rozpoczęła się 2 kwietnia od nałożonych przez prezydenta Donalda Trumpa 34-procentowych taryf na chińskie towary. Państwo Środka nie pozostało dłużne, odpowiadając taryfami o takiej samej wysokości. Eskalacja konfliktu narastała wraz z kolejnymi cłami nakładanymi przez Trumpa. Poziom opłat na towary importowane do Stanów Zjednoczonych z Chin osiągnął rekordową wysokość - 245%. Taka informacja pojawiła się w środę tuż po godzinie 6 rano polskiego czasu.
Trzeba czekać na reakcję ze strony Chin. Państwo Środka do tej pory wprowadziło cła na amerykańskie towary w wysokości 125%. Ważne podkreślenia jest to, że Donald Trump 10 kwietnia zawiesił na 90 dni taryfy celne na wszystkie kraje oprócz Chin.
Szansa na porozumienie to fikcja?
Wtorek, czyli dzień przed podniesieniem ceł na Chiny, wydawał się dniem przełomowym w konfrontacji handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Prezydent Donald Trump zwrócił się do władz Państwa Środka z prośbą o nawiązanie kontaktu w sprawie rozpoczęcia negocjacji dotyczących porozumienia handlowego, które zakończyłoby narastający konflikt pomiędzy dwiema największymi gospodarkami świata.
Czytaj także: Cła miały stworzyć nowe miejsca pracy. Nie stworzą, mówią pracodawcy
Do słów Donalda Trumpa odniosła się rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt.
„Piłka jest po stronie Chin. Chiny muszą zawrzeć z nami umowę” - powiedziała, zaznaczając przy tym, że na zawarciu porozumienia bardziej powinno zależeć stronie chińskiej, sugerując, że Stany Zjednoczone poradzą sobie bez niego.
W oświadczeniu wydanym przez Biały Dom czytamy także, że: „nie ma żadnej różnicy między Chinami a jakimkolwiek innym krajem”. Co można odczytać, że Chiny - mimo że są znacznie większe niż inne kraje, co podkreślili przedstawiciele amerykańskiej administracji - nie będą traktowane wyjątkowo.
Dalsze rozmowy w sprawie taryf celnych z administracją Białego Domu prowadził będzie nowy negocjator. Na tę funkcję został powołany Li Chenggang, który zastąpił Wang Shouwena. Pekin podkreśla, że nie ugnie się pod „szantażem” Waszyngtonu. Alternatywą dla chińskiej gospodarki, gdyby do porozumienia z USA nie doszło - jak wskazują przedstawiciele chińskiej administracji - ma być ich rodzimy rynek zbytu, który ma 1,4 miliarda konsumentów, a także kraje Europy, Afryki oraz Ameryki Południowej.
Chińczycy nie przebierają w środkach
Póki co porozumienia między USA i Chinami nie ma. To sprawia, że można się spodziewać rozwinięcia handlowego konfliktu. Doskonałym przykładem tego jest nie tylko decyzja Donalda Trumpa, ale także zarządzenie chińskiej administracji, która nakazała krajowym liniom lotniczym wstrzymanie przyjmowania dostaw kolejnych maszyn amerykańskiego koncernu lotniczego - Boeing.
Do tej decyzji w mediach społecznościowych odniósł się Donald Trump, który przy okazji stwierdził, że Chińczycy niszczą amerykańskie rolnictwo, które jest dla gospodarki Stanów Zjednoczonych niezwykle ważne. Przy tej okazji Trump skrytykował politykę handlową swojego poprzednika Joe Bidena, także tą z Państwem Środka.
Inne kraje negocjują
W czasie, gdy konflikt pomiędzy USA i Chinami narasta, inne kraje objęte cłami szukają porozumienia w sprawie zniesienia taryf. Jak informuje rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt - Donald Trump rozważa co najmniej 15 propozycji z innych krajów w sprawie podpisania porozumienia handlowego.
„Jest dużo pracy do zrobienia. Doskonale to rozumiemy, ale wierzymy, że możemy już wkrótce podpisać pierwsze umowy” – dodała Leavitt.
Zobacz również: Dolar odchodzi do lamusa. To się dzieje na naszych oczac
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję