Restauracje stawiają na pikantne jedzenie
Agencja Datassential przeanalizowała działania sieci restauracji w Stanach Zjednoczonych z ostatnich miesięcy. Jak wynika z jej obserwacji, w okresie od marca do czerwca najpopularniejsze fast foody i tym podobne lokale wprowadziły do swoich menu łącznie aż 76 nowych pozycji klasyfikowanych jako pikantne jedzenie. Niektóre z nich to oferty tymczasowe, ale część zostanie w jadłospisach na dłużej.
W efekcie agencja szacuje, że w aż 95% najpopularniejszych na amerykańskiej ziemi restauracjach da się zamówić przynajmniej jedno pikantne danie. Zmiany w menu to odpowiedź na spadającą nieco sprzedaż, wynikającą z osłabienia wydatków konsumenckich.
Nowe dania mają te statystyki nieco podbić, a obrany kierunek absolutnie nie jest przypadkowy. Ten wynika głównie z preferencji młodzieży, ale nie tylko. Nowe pikantne pozycje mają jeszcze jedną niewątpliwą zaletę. Przynajmniej jeśli patrzymy na nie z perspektywy właściciela knajpy.
Tanie, a działa
Większość z tych kilkudziesięciu nowych pozycji to wcale nie są całkiem unikalne dania, których wcześniej w karcie nie było. To najczęściej znane już kanapki czy wrapy wzbogacone jedynie o ostre dodatki, przede wszystkim sos. Na łamach CNBC szef Chipotle, jednej z sieci restauracji, która dodała pikantne pozycje do menu, tłumaczył, dlaczego jest to dla samego biznesu opłacalne.
Z punktu widzenia operacyjnego nowy sos jest dużo tańszy i łatwiejszy do wprowadzenia, niż na przykład całkiem nowe źródło białka - wyjaśnił Chris Brandt
Efekt jest taki, że klientów udaje się zanęcić na nowy produkt, a on sam wytwarzany jest bardzo niskim kosztem, co jest ważne szczególnie w obecnych warunkach makroekonomicznych. Można więc przypuszczać, że zmian w najpopularniejszych jadłospisach nie byłoby aż tak wielu, gdyby nowe trendy nie mogły być zrealizowane po taniości.
Czytaj także: Co dziesiąte dziecko w UE nie jest obywatelem kraju, w którym przebywa. A co z Polską?
Przedstawiciele generacji Z i Alfa gustują w pikantnym jedzeniu
Tą bardziej oczywistą przyczyną zmian są oczywiście preferencje dużej grupy docelowej, którą jest młodzież. Jak wynika z rynkowych badań przeprowadzonych przez markę Sprite, co drugi przedstawiciel generacji Z je pikantny posiłek przynajmniej raz w tygodniu. Z kolei według obserwacji Wendy's osoby przed 30. rokiem życia oczekują od potraw, by były one wyraziste i konkretne.
Skąd takie preferencje w tej grupie wiekowej? Rynkowi eksperci tłumaczą je wpływem mediów społecznościowych. W ostatnich latach te były zalewane przez coraz to kolejne wyzwania czy testy pikantnej żywności. W świadomości tych osób poniekąd zakodowało się, że jedzenie ostrego jest "fajne". Podobne zależności tyczą się także posiłków egzotycznych jak na lokalne standardy. Sprzedaż nakręcają nie tylko pikantne dania, ale też te w smaku odbiegające od tych klasycznych dla danego miejsca.
Jednocześnie eksperci z Datassential w swoim raporcie zwracają uwagę na jeszcze jedną specyfikę młodych klientów, która akurat może bardziej przeszkodzić, niż pomóc. Te osoby szybciej się nudzą, co będzie wymuszało na restauracjach częstsze zmiany menu. Niewykluczone, że niedługo to, co pikantne, będzie już passe i gonić trzeba będzie inny gastronomiczny trend.
Czytaj także: Polska w top 3 Unii Europejskiej. Tylko Niemcy i Hiszpanie produkują tego więcej od nas
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję