Masz wpływ i głośno mówisz? Możesz być na celowniku
Ameryka wciąż nie otrząsnęła się po morderstwie Charliego Kirka, do którego doszło w ubiegłym tygodniu na Uniwersytecie Utah Valley. Konserwatywny aktywista przemawiał do zebranej na uczelnianym placu młodzieży, gdy nagle został postrzelony w okolice szyi. Niestety, pomimo natychmiastowej reakcji służb, jego życia nie udało się uratować.
Nie tyle sama śmierć Kirka była szokująca, co jej okoliczności. Głównym podejrzanym jest raptem 22-letni, zupełnie niepozorny mężczyzna, który miał strzelać z oddalonego o 130 metrów od ofiary dachu budynku. Do zabójstwa użyto broni myśliwskiej. Już same te szczegóły sprawiły, że zaczęto zastanawiać się nad tym, czy ochrona na kampusie była wystarczająca.
W międzyczasie w mediach zaczynały pojawiać się doniesienia studentów i uczestników wiecu, którzy te wątpliwości tylko podsycali. Nie brakowało stwierdzeń, że pomimo takiego wydarzenia ochrona na kampusie wcale nie była większa niż normalnie. Niestety, wiele wskazuje na to, że napięcia w USA są już na takim poziomie, że "standardowy" poziom ochrony nie wystarcza.
I nie tyczy się to tylko osób bezpośrednio uwikłanych w politykę. Pod koniec ubiegłego roku w centrum Manhattanu zastrzelono bowiem CEO spółki UnitedHealthcare, Briana Thompsona.
Niektórzy zaczęli więc bać się o życie innych znanych postaci, które w język się nie gryzą lub tych, które mają dużą moc sprawczą. Do obydwu kategorii można zaliczyć Elona Muska. W końcu jeszcze całkiem niedawno miliarder oskarżał prezydenta USA o korzystanie z pedofilskich usług Jeffreya Epsteina, z czego później się wycofał.
Jego wielbiciele i niektórzy akcjonariusze zaczęli publicznie wyrażać niepokój o jego bezpieczeństwo. Panika ta udzieliła się także samemu Muskowi. Ten w mediach społecznościowych przyznał, że faktycznie będzie musiał zwiększyć wydatki na swoją ochronę. A ta już kosztuje krocie.
Czytaj także: Oskarżenia Trumpa wyssane z palca? Misterny plan spali na panewce
Tyle na ochronę CEO wydają największe spółki
W 2024 Tesla wydała na ochronę Elona Muska 2,8 mln USD. Choć można go uznać za najbardziej kontrowersyjnego z szefów gigantycznych spółek, to nie na jego bezpieczeństwo wydaje się najwięcej. Okazuje się, że prawie 4 razy tyle idzie na roczną ochronę dla Marka Zuckerberga. W 2024 roku Meta wydała na to 10,4 mln USD.
Niewiele mniej w bezpieczeństwo swojego CEO zainwestował Alphabet. W jego przypadku mowa o rocznym wydatku rzędu 8,3 mln USD. Z kolei by zapewnić bezpieczeństwo Jensenowi Huangowi, Nvidia zainwestowała 3,5 mln USD.
Rozbieżności na tej płaszczyźnie w zależności od spółki potrafią być naprawdę duże. Podczas gdy wyżej wypisane firmy swoje wydatki na bezpieczeństwo dla CEO księgują w milionach, to już takie Apple jest dużo bardziej oszczędne. Na ochronę Tima Cooka w 2024 roku przeznaczono "tylko" 800 tys. USD. Jeszcze mniej zainwestowano w bezpieczeństwo CEO Microsoftu. W jego przypadku mowa o rocznym wydatku na poziomie ledwo przekraczającym 50 tys. USD.
Należy się spodziewać, że kwoty te w najbliższych latach wzrosną.
Czytaj także: Giełda: Google w ogniu krytyki! Przełomowy pozew może uderzyć w akcje Alphabet
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję