Marcin Stanecki, który pełnił funkcje Głównego Inspektora Pracy od 15 czerwca 2024 roku, przed ustąpieniem ze stanowiska (1 lipca 2026 roku zastąpił go Janusz Krasoń) udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej. Były już szef PIP w mocnych słowach odniósł się do osób pracujących na kontraktach B2B, ostrzegając ich o konsekwencjach takich decyzji.
“W praktyce czeka ich ubóstwo emerytalne i brak pełnej ochrony w losowych przypadkach. Myślę tu o symbolicznych zasiłkach w czasie choroby czy niewielkich rentach w razie poważnego wypadku, który może przecież ograniczyć im możliwość utrzymania siebie i swojej rodziny” - mówił w rozmowie z PAP Marcin Stanecki.
Jak ocenił były już szef PIP rozwiązania, które wchodzą w życie 8 lipca 2026 roku, na mocy których Państwowa Inspekcja Pracy będzie mogła zamienić umowę cywilnoprawną czy kontrakt B2B w umowę o pracę - to konieczność.
Przypomnijmy, że walka z “ukrytymi etatami”, to zobowiązanie Polski wobec Komisji Europejskiej, które zostało wpisane, jako jeden z kamieni milowych, których spełnienie było warunkiem, aby otrzymać pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy.
Rynek pracy w Polsce czeka rewolucja?
Eksperci zajmujący się rynkiem pracy zaznaczają, że pracodawcy póki co nie wychylają się zbytnio ze zmianami umów cywilnoprawnych czy kontraktów B2B zamieniając ich na umowy o pracę, podkreślając, że czekają na to aż przepisy wejdą w życie. Wówczas ma się okazać, jak skuteczne będą działania Państwowej Inspekcji Pracy. Jakie firmy czy branże jako pierwsze zostaną poddane kontrolom? A także, jak bardzo działanie inspektorów PIP będą skuteczne? Czy faktycznie jest się czego obawiać?
Większy ruch wydaje się wykonują pracownicy niezadowoleni ze sposobu zatrudnienia. Jak podał w rozmowie z PAP Marcin Staniecki, od początku 2026 roku liczba skarg, które trafiły do Państwowej Inspekcji Pracy ze strony pracowników wzrosła o 100% w porównaniu rok do roku.
“Po wejściu w życie reformy można się spodziewać, że będzie ich więcej. Każda kontrola w tym zakresie będzie zapowiadana przedsiębiorcom z wyprzedzeniem” - powiedział Marcin Staniecki.
Dodał, że PIP w pierwszej kolejności będzie musiał skupić się na kontrolach i umowach tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. Czy można to czytać w ten sposób, że inspektorzy w pierwszej kolejności będą reagować na skargi ze strony pracowników, a dopiero później wyznaczać zakłady pracy, w których kontrole będą prowadzone?
Korzyść dla pracodawców i pracowników?
Nowe uprawnienia inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy, które pozwolą im na zmianę umów cywilnoprawnych, czyli umów zlecenie i o dzieło, a także kontraktów B2B wejdą w życie 8 lipca 2026 roku. Eksperci zaznaczają, że ten sposób zatrudnienia często jest preferowany przez pracowników, bo daje im dowolność pracy, co odczytując wprost pozwala pracować w wyznaczonym przez pracownika czasie, zarówno jeśli chodzi o porę dnia, jak i długość wykonywania zadań. To także sposób na łączenie jednocześnie współpracy z różnymi podmiotami.
“Te formy zatrudnienia dają elastyczność pracownikom, którzy nie podlegają rygorowi 8-godzinnego dnia pracy, jak bywa to w przypadku stosunku pracy. Kolejnym czynnikiem, który powoduje, że jest to opcja preferowana przez wielu pracowników i pracodawców, to fakt, że wiąże się to ze znacznie mniejszymi obciążeniami podatkowymi, a dokładnie składkowymi, na czym zyskują obie strony” - zauważa Michał Płatek, radca prawny, doradca podatkowy.
Ekspert dodaje, że teza postawiona przez byłego już szefa PIP Marcina Stanieckiego dotycząca tego, że osoby pracujące na tego typu umowach są zagrożone emerytalnym ubóstwem jest odważna, a on sam nie do końca się z nią zgadza.
“W dużej mierze, przynajmniej jeśli mówimy o osobach, które współpracują z firmami na podstawie kontraktów B2B, zarabiają bardzo dużo. To są informatycy, prawnicy, lekarze, architekci czy inżynierowie. W mojej ocenie świadomie wybierają taką formę współpracy, bo się im to opłaca pod względem finansowym. Natomiast jeśli chodzi o przyszłość, ich dochody pozwalają na to, aby zabezpieczyć sobie przyszłość w inny niż składki, alternatywny sposób” - podkreśla Michał Płatek.
Radca prawny i doradca podatkowy podkreśla, że mowa tu o osobach, które dokonują świadomego wyboru, a nie takich, którym nie przedstawiana jest propozycja pracy na etacie, zwłaszcza, gdy występuje stosunek pracy, czyli praca wykonywana jest przez 8 godzin dziennie, z reguły w tych samych godzinach, pod nadzorem pracodawcy, bez możliwości decydowania o tym kiedy i ile czasu taka osoba spędza czasu na wykonywanych zadaniach.
“To jest niezgodne z Kodeksem pracy i od dawna tak było, dlatego te nowe przepisy nie wprowadzają tu żadnej rewolucji. Zmiana dotyczy sposobu, który pozwoli na zmianę stosunku pracy i samej kontroli. Tak naprawdę praca wykonywana przez 8 godzin dziennie powinna być etatem, chyba, że pracownik tego nie chce” - podkreśla Michał Płatek.
Jak zaznacza ekspert, często propozycja umowy, która pozwala na zatrudnienie jest uwarunkowana ekonomicznie. Czym mniejsze miasto, gdzie problem ze znalezieniem pracy jest większy, tym więcej firm, które nie proponują pracy na etacie.
“Pozycja pracownika w wielkim mieście jest zupełnie inna od tej w mieście powiatowym, czy małej miejscowości, gdzie o pracę jest trudno. To nie jest tak, że kraj jest jednolity w całej swojej szerokości. W biednych gminach dużych podmiotów dających pracę nie ma zbyt dużo, dlatego pracownicy często zmuszeni sytuacją decydują się pracować na “śmieciówce”, bo po prostu nie mają innego wyjścia” - zauważa Michał Płatek, radca prawny, doradca podatkowy.
Przez zmiany w przepisach firmy zaczną upadać?
Przekształcenie umów cywilnoprawnych czy kontraktów B2B w umowy o pracę dla wielu polskich firm, które do tej pory nie zatrudniały pracowników w ten sposób może oznaczać ogromne obciążenie finansowe. Z jednej strony możliwość pracy na etacie powinna być standardem, ale z drugiej strony jeśli byłby wybór praca na “śmieciówce” lub brak pracy, z pewnością wiele osób wybrałoby tą pierwszą opcję.
“Trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Wszystko będzie zależało od tego, jak będą wyglądały działania Państwowej Inspekcji Pracy. W mojej ocenie PIP nie skieruje kontroli na największe podmioty, czyli do dużych firm, które zatrudniają pracowników za pomocą kontraktów B2B. To ogromne przedsiębiorstwa mające masę prawników, co może skutecznie zniechęcić kontrolerów. Uważam, że w pierwszej kolejności celem kontroli będą małe i średnie firmy w Polsce powiatowej, które nie mają zaplecza prawnego, które będzie walczyć o ich interesy” - ocenia Michał Płatek.
To jak dodaje ekspert może doprowadzić do tego, że wiele firm zakończy swoją działalność, bo już teraz w wielu przypadkach jest ona na granicy opłacalności.
Zobacz również: Wakacje w pracy? W całej Polsce można przebierać w ofertach, które gwarantują wysokie zarobki. Nawet 15 tys. zł na rękę!
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję