Tak spółki radziły sobie z kosztami ceł do tej pory
Jak podkreślają analitycy Morgan Stanley, do tej pory spółki dosyć sprytnie radziły sobie w nowej rzeczywistości handlowej, stosując kilka trików, dzięki, którym cła nie odbijały się aż tak bardzo na konsumentach. Jakie to sztuczki?
Pierwszą z nich było znaczne zwiększenie importu konkretnych dóbr tuż przed wejściem ceł w życie. Spółki chciały nagromadzić jak największe zapasy towarów, zanim ich sprowadzanie stało się mniej opłacalne. Ponadto odkładano w czasie planowane inwestycje, a przeznaczony na nie kapitał był wykorzystywany do równoważenia ceł. Dodatkowo spółki wprowadzały zmiany w swoich łańcuchach dostaw, by zredukować wpływ ceł. Lepsze warunki negocjowano też z samymi dostawcami.
Kolejne triki to już sprytna manipulacja samymi cenami, by nie doszło do ich jednoczesnego, wyraźnego skoku. Jednym z nich jest niewielkie podnoszenie cen tylko części dóbr, by "wybadać", jak reagują na to konsumenci. W raporcie wymienione jest też podnoszenie cen produktów nieobjętych cłami, by zrównoważyć koszty taryf. Analitycy zauważają, że w zależności od sektora, w którym operuje spółka, stosowane są różne metody:
To wielotorowe podejście widać w różnych sektorach: producenci i firmy technologiczne dywersyfikują produkcję do krajów wolnych od ceł. Przemysł ciężki podnosi ceny tam, gdzie to możliwe, i akceptuje umiarkowane obniżenie marż
Wyżej opisane metody są jednak tylko doraźne i co najwyżej mogą ostateczny efekt oddalić w czasie. Nie są jednak w stanie go całkiem zniwelować. Tym bardziej, że z czasem mogą pojawić się jeszcze kolejne cła lub podwyżki obecnych stawek. To, że administracja USA nieco przystopowała z ofensywą handlową, nie oznacza, że strategia to została całkowicie porzucona.
Czytaj także: Subskrypcja Spotify będzie droższa! O tyle więcej będą musieli zapłacić jej użytkownicy
Ceny już zaczynają rosnąć
Częściowy wpływ ceł na ceny już widać i to przy stawkach, które są o wiele niższe od tych, których oczekiwali analitycy Morgan Stanley. Ci bowiem spodziewali się, że średnia efektywna stawka na import do USA będzie oscylowała wokół 16%. Tymczasem na chwilę obecną wynosi ona 8,9%. Problem byłby więc o wiele większy, gdyby spełnił się pierwotny scenariusz zakładany przez bank.
Pomimo opóźnionej implementacji ceł, ich wpływ na ceny dóbr jest już widoczny w danych zagregowanych. Jak zauważyliśmy, odczyty CPI za czerwiec i lipiec pokazują już umacnianie się inflacji dóbr, a inflacja w kategoriach dóbr PCE oraz dóbr bazowych PCE rośnie. Wśród kategorii PCE, towary najbardziej bezpośrednio narażone na cła nadal notują wzrost poziomu cen. Nadal oczekujemy przyspieszenia inflacji w danych za sierpień - czytamy w raporcie Morgan Stanley
Co więcej, z badań prowadzonych przez Fed wynika, że prawdziwy efekt cenowy ceł konsumenci dopiero odczują. Póki co zaserwowano im tylko przedsmak konsekwencji.
Ankiety Rezerwy Federalnej wskazują, że firmy nie podnoszą cen od razu w pełnej skali, lecz wykorzystują różne taktyki opóźniające. To ostrożne podejście oznacza, że presja celna może ujawniać się w cenach konsumenckich wolniej niż w latach 2017–2018.
Czytaj także: Sprzedaż detaliczna w Polsce wystrzeliła! Najśmielsze oczekiwania rynku przebite
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję