Walka o dominację wśród liderów światowej gospodarki rozpaliła się do czerwoności po tym, gdy w kwietniu Amerykanie w sekwencji podwyżek taryf celnych na produkty chińskie sprawili, że eksport z Państwa Środka do USA stał się mało opłacalny.
Chiny jako jedyne w odpowiedzi na cła wyznaczone przez Stany Zjednoczone natychmiast odpowiedziały ostrym odwetem. Rozjuszyło to ojczyznę Wujka Sama, która nie okazała wyrozumiałości. I „przysoliła” 245% cłem. Z tej stawki są jednak wyłączone niektóre towary elektroniczne, które chętnie kupują konsumenci amerykańscy.
Apple potraktowany ulgowo
Z ulgą odetchnęli zapewne klienci iPhone’ów, bo z Chin pochodzi według szacunków Counterpoint, firmy analizującej globalny rynek nowoczesnych technologii, 80% produkcji sztandarowej marki Apple. Z zadowoleniem przyjęli ogłoszoną decyzję akcjonariusze koncernu, gdy na liście wyłączeń taryfowych ujrzeli kod 8517.13.00.00, bo identyfikuje on właśnie smartfony. Gdyby nie to, to jak donosiły media cena typowego iPhone’a mogłaby zbliżyć się do 2 tys. dolarów zamiast 1 tys. dolarów.
W porównaniu z konkurentami akcje Apple (ticker: AAPL) od początku tego roku są głęboko pod wodą. Mimo odreagowania spadków wzrostem na wieść o ulgowym potraktowaniu taryfowym papiery spółki i tak straciły w tym okresie prawie 17%. To odmiennie niż w przypadku dwóch innych producentów telefonów. Chińskie Xiaomi (1810) zyskało w tej perspektywie niemal 27%, a koreański Samsung (005930) 6%.

Źródło: TradingView
Według wyliczeń Capital Economics z drakońskich trzycyfrowych ceł wyłączona została ¼ eksportu Chin do Stanów Zjednoczonych. Ku uciesze firm i gospodarstw domowych, ponieważ sprzedaż niektórych produktów z czołowej chińskiej dziesiątki importu wartości 136 mld dolarów niemal opanowała całkowicie rynek.
Gdyby ich nagle zabrakło i trzeba było uganiać się za zamiennikami, albo stałyby się piekielnie drogie, to uderzyłoby to po kieszeniach konsumentów. Konsole do gier, monitory, zabawki, smartfony, baterie litowo-jonowe Made in China mają co najmniej 70% udziału w rynku amerykańskim.

Źródło: Bloomberg
Eksport chiński do USA wyniósł w zeszłym roku ok. 463 mld dolarów. A Państwo Środka było jednym z największych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych (po Meksyku i Kanadzie). Teraz to może się zmienić, gdyż ukarane cłami wjazdowymi Chiny nie będą miały tak łatwo, żeby sprzedawać swoje towary w największej gospodarce świata.

Źródło: tradingeconomics.com
Chiny od lat coraz mocniej rozpychają się, jeżeli chodzi o udział w globalnym eksporcie produkcji przemysłowej (z wyłączeniem międzyregionalnych przepływów towarowych). Jeszcze dwie dekady temu ten odsetek wyniósł 20%, następnie według najświeższych danych UNComtrade systematycznie powiększał się i dobił do prawie 40%.

Źródło: GSGIR
Łańcuchy dostaw zaczną trzeszczeć
Analitycy rynków finansowych rozważają różne scenariusze na temat tego, w jakim kierunku potoczy się wywołana przez Donalda Trumpa wojna celna. Czy prezydent USA złagodzi swoje stanowisko, czy jednak wytrwa w uporze. A tak postępując ryzykuje, że inflacja pozostanie na podwyższonym poziomie za oceanem, a zatem nici z dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Rezerwę, eksporterzy przeniosą koszty ceł na konsumentów, a do tego dojdzie do zakłóceń w łańcuchach dostaw.
Rośnie opór wewnętrzny w Stanach Zjednoczonych. Liberty Justice Center, organizacja wsparcia prawnego, złożyła pozew w imieniu pięciu przedsiębiorstw niewielkich rozmiarów, aby zablokować wzajemne cła Trumpa. To co najmniej drugi pozew złożony w ostatnich tygodniach przeciwko władzom federalnym, który kwestionuje możliwość zastosowania w polityce taryfowej ustawy o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (IEEPA) do nakładania globalnych ceł.
Niektórzy eksperci obawiają się tego, że będziemy mieć do czynienia z zakłóceniami w łańcuchach dostaw, które poprzednio dały się we znaki światowej gospodarce, gdy wybuchła pandemia COVID-19, a ludzie zostali zamknięci w swoich domach, żeby ograniczyć ryzyko przenoszenia się koronawirusa.
Jest jeszcze pewnie za wcześnie, żeby wieścić tak czarny scenariusz. Niemniej niepokój pozostaje. Think-tank Drewry, specjalizujący się w analizach z dziedziny transportu morskiego, opublikował parę dni temu dane, z których wynika, że coś niedobrego dzieje się w królestwie Neptuna.
Specjaliści firmy policzyli, że znacząco wzrosła liczba odwołanych rejsów towarowych w marcu i kwietniu na szlakach wiodących po Transpacyfiku, Transatlantyku oraz w relacji Azja-Europa Północna i Morze Śródziemne. W analizowanej perspektywie ekspertom Drewry wyszło, że 198 rejsów zostało odwołanych, podczas gdy w analogicznym okresie poprzedniego roku było 135 takich zdarzeń (wzrost o 47% rdr).
„Na trasie Azja-Zachodnie Wybrzeże Ameryki Północnej przewoźnicy zwykle odwołują wiele rejsów w lutym z powodu Chińskiego Nowego Roku, ale w kolejnych miesiącach ograniczają tę praktykę […]. Jednak w tym roku przewoźnicy nadal odwoływali ponad 40 rejsów z Azji do Zachodniego Wybrzeża Ameryki Północnej miesięcznie zarówno w marcu, jak i w kwietniu.
Naszym zdaniem, amerykańscy importerzy wahają się, czy wysyłać towary z Azji do USA, nie wiedząc, jakie nowe cła uderzą w nich, gdy odprawią swoje towary po przybyciu do Ameryki Północnej. W związku z tym, po silnych wolumenach w okresie styczeń-luty, które obejmowały pewne zaopatrzenie wstępne (importerzy ścigali się z czasem, żeby odpowiednio zatowarować się zapasami przed wprowadzeniem nowych taryf – przyp. red.), przewoźnicy mogli spodziewać się niższych wolumenów przewozów oraz spowolnienia wzrostu importu rdr i pustych rejsów” – ocenił Philip Damas, dyrektor zarządzający Drewry.
„Kolejnym czynnikiem wpływającym na wzrost liczby odwołanych rejsów może być taktyka przewoźników. Podczas gdy przewoźnicy i załadowcy negocjują obecnie nowe umowy o świadczenie usług od 1 maja, niektórzy przewoźnicy mogli odwołać rejsy, aby uzasadnić podwyżki stawek umownych na rynku, na którym zdolność przewozowa wydaje się ograniczona” – dorzucił Damas.
Jedno drugiego moim zdaniem nie wyklucza – wahania importerów i taktyka przewoźników. Drewery co tydzień aktualizuje swoje szacunki. Jeśli po 1 maja br. liczba odwołanych rejsów nie zmniejszy się, to powody do niepokoju o zakłócenia w łańcuchach dostaw spotęgują się.
Pouczające lekcje z przeszłości
Donald Trump już za czasów swojej pierwszej kadencji prezydenckiej wywijał szabelką. Ukarał taryfami Chiny w 2018 r. Cła sprzed lat „zamroziły” ilość towarów wysyłanych z Chin do USA w kontenerach (zmiana netto o 0% w ciągu sześciu lat). Gdzie się dwóch bije, tam ponoć trzeci korzysta. Beneficjentem napięć handlowych okazał się Wietnam, który ominęły taryfy. Wolumen handlu kontenerowego w analizowanym okresie w tym państwie poszedł w górę o 45%.
Według badania amerykańskich naukowców z 2024 r. dotyczącego podwyżek ceł przez USA wobec Chin w latach 2018-19, wzrost ceł w USA o 1 pkt proc. spowodował 1% spadek handlu, co nastąpiło w ciągu roku po nałożeniu taryf. Świadczy to o wrażliwości wymiany zagranicznej na daninę, a do tego wcześniejsze cła nie były tak dotkliwe jak obecne (10-16%).

Źródło: Drewry
Co Chiny mogą uczynić, żeby poprawić swoją sytuację?
W grę wchodzą trzy najbardziej prawdopodobne rozwiązania: przekierowanie eksportu chińskiego do innych partnerów handlowych, wykorzystanie spółek kontrolowanych przez własny kapitał zlokalizowanych w krajach, które nie mają tak wysokich ceł (np. Wietnam), pobudzenie stymulusami fiskalnymi konsumpcji na rynku wewnętrznym.
Cła z pierwszej kadencji Donalda Trumpa zmotywowały Chiny do zmiany swoich kanałów eksportowych. Państwo Środka pogłębiło wymianę handlową tam, gdzie się bardziej opłacało. Szeroki potok towarów popłynął na wiele kontynentów. Chiny umocniły swoją pozycję w handlu z państwami Azji Południowo-Wschodniej czy Meksykiem.

Źródło: GSGIR
Wyciągając wnioski z historii można założyć, że Chiny postąpią podobnie tym razem. Nieprzypadkowo właśnie prezydent Xi wybrał się z wizytami do Wietnamu, Kambodży i Malezji. A oczywistym kolejnym krokiem zdaje się poprawa relacji handlowych z Japonią i Koreą Płd. - coś, co ze względów historycznych nie zdawało się do niedawna takim oczywistym wyborem.
Celem misji dyplomatycznych zdaje się uradzenie z partnerami, jakie kroki należy podjąć, aby poprawić nadwyrężoną amerykańskimi cłami pozycję międzynarodową. Przy odpowiednim zarządzaniu regułami pochodzenia towarów znaczna część chińskiej sprzedaży mogłaby być reeksportowana.
Zajmie to pewnie trochę czasu, zanim rozbuduje się moce produkcyjne w państwach regionu, ale w końcu wszystko zaskoczy. Służyć temu będą napływy kapitału z Chin i pogłębienie kooperacji międzynarodowej.
W czasach pierwszej wojny celnej z Donaldem Trumpem intensywnie rozwijał się eksport na linii Chiny-Wietnam, który później w znacznej mierze był przekierowywany do USA (pokazane jest to na lewej osi poniższej infografika). Jednocześnie chińscy kapitałodawcy sypnęli groszem w postaci wielomiliardowych bezpośrednich inwestycji zagranicznych dokonanych w Wietnamie (prawa oś).

Źródło: GSGIR
Trzecim działaniem może być wzrost popytu wewnętrznego w Chinach, co sprawi, że potrzeba eksportu towarów zmaleje. Bo ich nabywcami staną się własni obywatele. Taki zamiar pokazuje wypowiedź premiera Li, który stwierdził, że rząd chce rozszerzać popyt krajowy we wszystkich kierunkach, spokojnie radzić sobie z trudnościami i wyzwaniami wynikającymi ze wstrząsów zewnętrznych, promować konsumpcję, zwiększać popyt wewnętrzny.
Rynki finansowe z Chin kontynentalnych wyglądają niecierpliwie bardziej agresywnego wdrożenia pakietu stymulacyjnego o wartości 2 bln juanów, ogłoszonego przez Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych (NPC).
Nie ogłoszono jeszcze żadnego nowego bodźca konsumpcji krajowej, chociaż zwykle dobrze poinformowany dziennik South China Morning Post opublikował ostatnio materiał, w którym podkreślono wysiłki lokalnych rządów w celu zapewnienia stymulusa. Może to oznaczać, że wkrótce on się pojawi.
Chiny potkną się z powodu ceł, ale nie doprowadzi to do bolesnego upadku
Mało kto liczy, że Chiny wyjdą z wojny handlowej z USA bez szwanku. Tak cukierkowo raczej nie będzie. Świadczyć o tym mogą dane, jakie zaprezentowała ostatnio amerykańska federacja handlu detalicznego zrzeszająca importerów. Widać wyraźnie cofnięcie się oczekiwań dotyczących wolumenu cargo przybywającego do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w lutym i marcu nie było tak źle. Kwietniowy odczyt wskaźnika były już kiepski – ankietowani spodziewają się 20-30% obniżenia ilości ładunków w imporcie.

Źródło: GSGIR
Analitycy firm inwestycyjnych pod wpływem agresywnej polityki celnej wymierzonej w Chiny dokonali rewizji prognoz dla wielu wskaźników makro, w tym dotyczących tempa wzrostu PKB tej drugiej największej gospodarki świata (zgodnie z danymi MFW w 2023 r. PKB był warty nominalnie ok. 17,8 bln dolarów).
Reuters świeżo wypuścił wyniki ankiety przeprowadzonej na bazie opinii 57 ekonomistów. Konsensus prognoz dla wzrostu PKB w I kw. tego roku zakładał 5,1% dynamikę zmiany współczynnika (w IV kw. 2024 było to 5,4%). 16 kwietnia pojawił się urzędowy odczyt wzrostu gospodarczego za I kw. 2025 – wyszło 5,4% rdr.
W całym bieżącym roku tempo wzrostu PKB zdaniem sondażowanych spowolni do 4,5% rdr, co sprawi, że spadnie nieco poniżej oficjalnego celu decydentów (5%). Słabiej ma też być w przyszłym roku – PKB wynieść ma 4,2% rdr.
Inflacja w Chinach spadła drugi miesiąc z rzędu. W warunkach deflacyjnych nie jest tak łatwo przekonać konsumentów, żeby kupowali na potęgę. Bo jak mieliby ruszyć ochoczo na zakupy, skoro w przyszłości ceny mogą być niższe.
Spore nadzieje wiąże się z dalszym luzowaniem polityki monetarnej przez bank centralny (PBOC), który niejednokrotnie obiecywał cięcie stóp. Ekonomiści przepytywani przez Reutersa sądzą, że PBOC obniży je w tym kwartale o co najmniej 25 pb (stopa rezerw obowiązkowych) i o 15 pb (stopa referencyjna). Inflacja prawdopodobnie wzrośnie do 0,4% w 2025 r. (z 0,2% w 2024 r.), a w następnym roku dojdzie do 1,0% rdr, choć oficjalne stanowisko w kręgach decydentów zakłada cel na poziomie 2%.
Czytaj także: Już 245% cła! Trump oszalał? Wojna handlowa niebezpiecznie skaluje
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję