Najnowszy odczyt stopy inflacji, który poznaliśmy wczoraj, znów zaskoczył. Okazało się, że ceny rosły wolniej, niż się spodziewano. Czy to oznacza koniec szalejącej inflacji w naszym kraju? Wiele instytucji sugeruje, że najgorsze w tym roku już za nami. Czyżby inflacja faktycznie miała kształtować się znacznie lepiej, niż jeszcze miesiąc temu przewidywał szef NBP, Adam Glapiński?
Przypomnijmy, że najnowszy odczyt stopy inflacji wyniósł 4,9%. To dokładnie tyle samo, ile przed miesiącem. Ostatecznie do takiej wartości skorygowano także odczyt ze stycznia, który wstępnie wyniósł 5,3%. Oznacza to, że możemy mówić o tzw. płaskowyżu inflacyjnym. Jak wynika z zapowiedzi analityków, w tym roku odczyty powinny być już tylko niższe.
Ostatnia prognoza inflacji NBP
Na początku marca Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na obniżkę stóp procentowych. Jak wówczas tłumaczył szef NBP, Adam Glapiński, główną przeszkodą, która uniemożliwia cięcia, jest właśnie wysoka inflacja. Wtedy też spodziewał się, że ta jeszcze w tym roku wzrośnie i przebije poziom 5%.
Na konferencji prasowej profesor Glapiński zaprezentował projekcję inflacji na rok 2025. Według niej jeszcze pod koniec I kwartału miałaby ona dojść do poziomu 5,4%. Wówczas ostrzegał, że średniorocznie inflacja będzie w tym roku prawdopodobnie większa niż przed rokiem. Mało tego, stwierdził nawet, że przy założeniu niezmienności poziomu stóp procentowych inflacja powróci do celu, czyli do okolic 2%, dopiero w 2027 roku.
✕Źródło: GUS/ NBP
Trzeba przyznać, że projekcje i wypowiedzi prezesa NBP mogły dosyć negatywnie nastroić opinię publiczną. Tymczasem już miesiąc później okazało się, że realizujący się scenariusz jest lepszy od tego, którego spodziewali się ekonomiści zarządzający polityką monetarną Polski. W końcu stopa inflacji pod koniec marca wyniosła nie 5,4%, a 4,9%. To pozwala wierzyć, że w najbliższym czasie będzie już tylko lepiej. Podobnie uważają liczni rynkowi eksperci.
W obliczu ostatnich pozytywnie zaskakujących odczytów inflacyjnych czołowe instytucje finansowe w kraju nieco zrewidowały swoje dotychczasowe prognozy. Czego w takim razie powinniśmy spodziewać się do końca tego roku?
Analitycy ING wprost stwierdzają, że wyznaczony na początku roku inflacyjny płaskowyż będzie jednocześnie tegorocznym szczytem. Uważają, że w IV kwartale tego roku nie dojdzie do znaczącego skoku cen energii, którego obawiał się jeszcze niedawno NBP. Dzięki temu inflacja będzie nie tylko spadała w najbliższych miesiącach, ale też nie skoczy nagle pod koniec roku. W związku z tym fachowcy z ING spodziewają się inflacji na poziomie około 3% już w drugiej połowie 2025 roku.
Tylko nieco mniej optymistyczny jest zespół analiz mBanku. Tamtejsi eksperci również oczekują w tym roku zejścia inflacji do poziomu 3%, ale dopiero pod koniec tego roku. Podobnego scenariusza spodziewają się również analitycy PKO. Oni także uważają, że szczyt inflacyjny w tym roku jest już za nami. Prognozują, że nawet w lecie stopa inflacji powróci do górnego przedziału odchyleń celu NBP, czyli właśnie okolic 3%.
Reklama
Niewykluczone, że najbardziej optymistycznie w przyszłość patrzą analitycy Pekao. Ci nie zdziwiliby się, gdyby jeszcze w tym roku odczyty inflacyjne zeszły poniżej poziomu 3%.
Już w kwietniu inflacja obniży się poniżej 4,5% r/r. Z kolei z początkiem drugiego półrocza zaliczymy przez kolejne efekty bazowe tąpnięcie w dół do blisko 3,0% r/r. Na koniec 2025 r. inflacja może zejść nawet poniżej tego poziomu - czytamy w prognozie Pekao
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję