Minimalne wynagrodzenie w 2025 roku wynosi 4666 zł brutto, co daje 3511 zł netto. Ta kwota w zależności od propozycji, która zostanie zaakceptowana może wzrosnąć o 33 lub 241 zł na rękę.
Ministerstwo przebiło związkowców
Dyskusja dotycząca podwyższenia minimalnego wynagrodzenia w 2026 roku toczy się w gronie tworzącym Radę Dialogu Społecznego. W jej skład wchodzą trzy podmioty: związki zawodowe (OPZZ, "Solidarność" i Forum Związków Zawodowych), pracodawcy i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Związki zawodowe proponują podwyżkę o 7,5%, czyli o 349 zł brutto. Jej przyjęcie oznaczałoby, że pensja minimalna wzrosłaby do 5015 brutto, czyli 3750 zł netto.
Wydawać by się mogło, że propozycja pozostałych stron dyskusji będzie niższa. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk chce wprowadzenia wyższej podwyżki, która miałaby wynieść niewiele więcej od propozycji związkowców, czyli o 7,6%. W praktyce oznaczałoby to, że minimalna pensja wyniosłaby 5020 zł brutto, czyli 3752 zł netto.
Czytaj też: Bezrobocie? Polska znokautowała większość Europy
Pracodawcy proponują śladową podwyżkę
Propozycje związków zawodowych i ministerstwa, które są do siebie zbliżone znacznie różnią się od tych, które mogą zaproponować pracodawcy. Choć ich oficjalnego stanowiska jeszcze nie ma, to z nieoficjalnych informacji wynika, że mogą oni zaproponować korektę wynoszącą zaledwie 1%, czyli o 49 zł brutto, co w praktyce oznaczałoby 33 zł na rękę.
Tak niska podwyżka w 2026 roku teoretycznie jest możliwa. Mimo, że przyjęta przez Sejm ustawa zakłada minimalną podwyżkę na poziomie prognozy inflacyjnej, która w 2026 roku ma wynieść 3,8%, to ministerstwo może dokonać korekty.
- Możliwe, że taki wzrost nie spowodowałby wzrostu inflacji. Natomiast wzrost wynagrodzeń dwukrotnie większy niż wzrost inflacji z pewnością spowodowałby przyspieszenie inflacji. W moim przekonaniu takie długoterminowe zobowiązania czy to rządu czy innych przedstawicieli różnych organizacji co do systematycznego podwyższania płac bez patrzenia na sytuację gospodarczą w kraju, bez analizy wzrostu wydajności pracy są zawsze bezpodstawne, niczym nieuzasadnione - powiedział ekonomista profesor Piotr Misztal, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie.
Profesor SGH dodał, że w takiej sytuacji brak realizacji obietnic może prowadzić do niezadowolenia społecznego oraz strajków.
Ustawa, która zakłada minimalny wzrost wynagrodzenia zakłada korektę w przypadku, jeśli w poprzednim roku prognoza była chybiona. Taki przypadek mamy właśnie teraz.
Gdyby propozycja pracodawców weszła w życie oznaczałoby to wzrost minimalnej krajowej do 4715 brutto, czyli 3544 zł netto.
Ryzyko wzrostu inflacyjnego
Zbyt wysoki wzrost pensji minimalnej może doprowadzić do wzrostu inflacji - ocenia profesor Piotr Misztal, odnosząc się do przedstawionych propozycji.
- Jeżeli propozycja związkowców lub ministerstwa zostanie zaakceptowana i weszłaby w życie, to oznaczałoby istotny wzrost inflacji i odsunięcie w czasie kolejnej obniżki stóp procentowych, które i tak w Polsce są jednymi z wyższych w Europie - zauważa ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej.
Jak zaznaczył profesor warszawskiej uczelni - nie można zwiększać wynagrodzeń, jeśli wydajność pracy nie rośnie w tym samym tempie.
- To są prawa ekonomii, z którymi nie ma żadnych dywagacji. To może prowadzić do problemów na rynku pracy, ale nie tylko. Przedsiębiorcy, skoro nie będą w stanie zatrudnić tak wielu pracowników przy wzroście stawek płac, nie będą mogli produkować tyle ile by chcieli, co może doprowadzić do pogorszenia koniunktury gospodarczej - uważa profesor Piotr Misztal.
Zobacz również: Złoto podrożało o 100% w mniej niż 3 lata! Bank zaleca kupować więcej
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję