To może być prawdziwa rewolucja na rynku pracy, pod warunkiem, że nowe narzędzia będą przez urzędników wykorzystywane. Jak już informowaliśmy Państwowa Inspekcja Pracy zyskuje nowe uprawnienia, dzięki którym kontrolerzy będą mogli zmienić stosunek zatrudnienia na przykład z umowy B2B na etat, o ile dostrzegą znamiona pracy na etacie, czyli takiej, w której pracownik i pracodawca jest związany 8-godzinnym dniem pracy i wykonuje wyznaczone przez niego w tym czasie zadania tak, jak bywa to na umowie o pracę.
Okazuje się, że pomysł zmiany w przepisach może mieć inne, drugie dno, a nie być jedynie podyktowane obawą o dobro pracownika.
Zobacz również: Dwa lata od wyborów parlamentarnych. Ekspertka: “W polityce nie ma nic gorszego niż zawiedzione nadzieje”
Duże wpływy do budżetu
Dzięki zmianom w przepisach kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy mają zyskać nowe uprawnienia dotyczące zmiany umów. Ich kontrole mogą być poprzedzone konsultacją między urzędami, które będą wymieniały się danymi odnośnie firm. Chodzi o Państwową Inspekcję Pracy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administrację skarbową, które niejako przez przekazane informacje będą mogły sugerować, w której firmie należy przeprowadzi kontrolę.
Orędowniczką zmiany w przepisach jest minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która potrzebę zmian tłumaczy dbałością o interes pracowników. Zmiana ma także być jednym z kamieni milowych, które Polska ma wypełnić w zamian za pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy.
Okazuje się jednak, że autorem tej zmiany nie musi być jedynie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, a może stać za nią także minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który próbuje znaleźć sposób na załatanie pogłębiającej się dziury budżetowej.
Informacje potwierdzające tę tezę pojawiły się w dokumencie, który Ministerstwo Finansów i Gospodarki przekazało do Komisji Europejskiej, informując w nim o działaniach, jakie Polska podjęła w sprawie nadmiernego deficytu. Resort wyliczył, że dzięki reformie budżet państwa może zyskać miliony złotych. Likwidacja 10% umów B2B i zwiększenie tym samym zatrudnienia na umowę o pracę dałyby dochód do budżetu państwa w wysokości aż 212 mln zł rocznie. Co ważne, szacunki dotyczą wyłącznie osób samozatrudnionych, nie obejmują pracowników zatrudnionych na umowę zlecenie czy dzieło.
Rząd szuka pieniędzy
To, że szef resortu finansów Andrzej Domański poszukuje możliwości załatania dziury budżetowej mogą świadczyć także inne ruchy, które - jak wynika z nieoficjalnych doniesień - chce podjąć ministerstwo. To nie tylko zmiana stosunku pracy z B2B na umowę o pracę.
W planach jest także podwyżka stawki podatku VAT na niektóre produkty. Wśród nich między innymi bezalkoholowe odpowiedniki napojów alkoholowych oraz napoje energetyczne zawierające ponad 20% soku. Wejście w życie podwyżki planowane jest na połowę przyszłego roku.
Te wszystkie działania wydają się “planem awaryjnym” rządu na wypadek, gdyby prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawy wprowadzające podwyżkę podatków, które rządzący chcą wprowadzić. Prezydent jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zobowiązał się, że nie zgodzi się na podwyżki podatków, które dotkną obywateli, więc obawy resortu, że pieniędzy po prostu zabraknie mogą być uzasadnione.
Czytaj też: Czy banki zapłacą wyższe podatki? Prezydent Karol Nawrocki stawia sprawę jasno. Czy poprze go rząd?
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję