Masło wielkanocnym prezentem - to żart, który powielało wielu Polaków w pierwszym i drugim kwartale 2025 roku, gdy ceny tego produktu wystrzeliły w górę. Za 200-gramową kostkę przed świętami Wielkanocnymi trzeba było zapłacić nawet 12 zł. Jak wskazują dane z raportu UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito Indeks cen w sklepach detalicznych średnia cena tego produktu w 2025 roku wzrosła o 11,5%. Jak będzie w tym roku? Otóż prognozy są bardziej optymistyczne.
Czytaj też: Dino na cenzurowanym. Warunki pracy w markecie odbiegają od standardów?
Masło nie będzie już “towarem luksusowym”
To, co działo się z cenami masła w Polsce w pierwszej połowie 2025 roku na pewno na długo zapadnie w pamięć Polaków. Ci nie muszą się jednak obawiać tego, że ta sytuacja wróci w 2026 roku. Analitycy prognozują wręcz, że cena masła będzie spadać. Jak wynika z raportu Hiper-Com Poland średnia cena masła powinna spaść w porównaniu rok do roku między 2 a 6%. W ujęciu całorocznym korekta może być jeszcze większa i wynosić między 3 a 8%. To sprawi, że należy się spodziewać średniej ceny 200-gramowej ceny masła między 7,8 a 8,2 zł, a w promocji między 6,5 a 6,8 zł.
Niektórzy analitycy wskazują, że obniżka może być jeszcze wyższa i sięgnąć nawet 10%. To jednak w przypadku innych korzystnych czynników, jak utrzymanie podaży mleka na rynkach globalnych, a także wzmocnienie złotego.
Masło wabikiem na klientów
Prognoza ceny masła na 2026 rok, a to za ile faktycznie będziemy mogli je dostać w sklepach to już co innego. Już teraz sieci handlowe prześcigają się w promocjach, dzięki którym można kupić masło w wielopaku za mniej niż 3 zł za kostkę 200-gramową. Niektórzy porównując to do cen tych, z którymi mieliśmy w Polsce do czynienia jeszcze kilka kilka miesięcy temu posuwają się do stwierdzenia, że teraz masło jest niemal “za darmo”.
Skąd wynika tak niska cena w dyskontach? Otóż masło - jak już wspomniałem jeszcze kilka miesięcy temu towar nazywany luksusowym - stało się tym towarem, który potrafi przyciągnąć rzeszę klientów. Podobne zjawisko mogliśmy zauważać, gdy cena cukru poszybowała w górę. Chodzi o to, że dyskonty czasem decydują się sprzedać towar niemal po kosztach, a w przypadku jakiś dodatkowych bonusów nawet trochę do niego dopłacić, aby tylko zwabić klienta. Maksyma sprzedawców brzmi “klient nigdy nie wyjdzie z jedną rzeczą ze sklepu”, więc wiadomo, że jak tylko uda się przyciągnąć konsumenta po jeden towar, to pozostałe zakupy także zrobi w tym sklepie. Nie bez przypadku w dyskontach towary promocyjne często układane są na końcu sklepu. Wszystko po to, aby klient chcący go kupić musiał przejść przez cały sklep po drodze zwracając uwagę na inne towary. To zwiększa szansę na to, że którymś z nich może się zainteresować.
I tu doszliśmy do pewnych absurdalnych sytuacji. Walka o klienta stała się tak duża, że sklepy nie rywalizują już o promocję wartą kilka złotych, a kilka groszy. I tak gdy w jednym dyskoncie masło jest dostępne na przykład za 2,99 zł, to drugi który z nim rywalizuje szybko robi przecenę na 2,95 zł. To z pozoru może wyglądać śmiesznie, ale naprawdę działa. A z korzyści tego typu rywalizacji w portfelach odczuwają konsumenci.
Zobacz również: Polacy będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni. Aż 60% przedsiębiorców myśli o wprowadzeniu podwyżek za swoje towary
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję