Części pracowników sieci Dino kończy się cierpliwość. Do tej pory oczekiwali na rozmowę z członkami zarządu spółki w sklepach. Gdy to nie wyszło postanowili wybrać się do głównej siedziby firmy do Krotoszyna. Szybko jednak okazało się, że pracownicy przedsiębiorstwa nie są tam mile widziani. Tuż po pojawieniu się w budynku wezwana została policja, która spisała wszystkich uczestników zgromadzenia. To nie był koniec, a dopiero początek zaplanowanej na 3 dni manifestacji, która ma odbywać się przez 24 godziny na dobę.
Władze Dino nie chcą rozmawiać z pracownikami
Sytuacja wokół polskiej sieci sklepów wielkopowierzchniowych Dino staje się coraz bardziej absurdalna. Władze spółki nie chcą rozmawiać z osobami, które zatrudniają. Czyżby przerost formy nad treścią? Czy może z “robolami” nie ma o czym rozmawiać, bo to osoby od wykonywania poleceń, a nie dyskutowania? Niestety, tak można odczytać to co robi zarząd jednej z największych polskich sieci sklepów dyskontowych.
Jak relacjonuje portal Bankier.pl, po tym jak pracownicy sklepów i przedstawiciele związków zawodowych chcieli się spotkać z przedstawicielem władz spółki w odpowiedzi mieli usłyszeć, że do żadnych rozmów nie dojdzie, bo w tej sprawie został dzień wcześniej wysłany mail. Serio? Tak traktuje się pracowników, którzy zbudowali potęgę tej firmy? Nie, oczywiście zrobił to zarząd, bo to on zapewnia sprzedaż we wszystkich punktach sieci - ironiczne można się tylko z tego pośmiać.
Żeby tego było mało - jak podaje Bankier.pl - protestujących na początku chciała zastraszyć ochrona - licząc pewnie na to, że odpuszczą. Jeden z ochroniarzy miał podejść do manifestujących i najpierw próbować ich usunąć z terenu firmy, a następnie miał powiedzieć, że przez monitoring wszystkie osoby biorące udział w tym zgromadzeniu zostaną rozpoznane. Co mogło sugerować zwolnienia. Tak stało się w przypadku Katarzyny Kiwerskiej, byłej już pracownicy Dino, która zaalarmowała o tragicznych warunkach pracy w sklepie, w którym w zimę temperatura spadała niemal do 0 stopni Celsjusza. Kobieta została zwolniona z pracy. Obecnie domaga swoich praw przed sądem.
Jej sygnały nie były bezzasadne. Dowiódł tego chociażby lider partii Razem Adrian Zandberg, który podjął interwencję poselską w jednym ze sklepów Dino. Jak informował, temperatura była dużo niższa niż pozwala na to prawo.
Nieprawidłowości dostrzega także Państwowa Inspekcja Pracy, która w trakcie prowadzonych kontroli natrafiła już na niemal 1,3 tys. nieprawidłowości.
W proteście oprócz pracowników i związków zawodowych udział biorą także aktywiści z różnych organizacji wspierających pracowników, a także przedstawiciele partii Razem.
Protestują, bo chcą lepszych warunków pracy
Fala krytyki na to, co dzieje się w Dino wylała się w lutym tego roku, gdy opinię publiczną obiegły informacje o tym, w jakich warunkach musi pracować personel sieci. Wówczas wyszły na jaw informacje, że temperatura w niektórych sklepach wynosiła zaledwie 8 stopni Celsjusza. Sprawa została zgłoszona wówczas do Państwowej Inspekcji Pracy, która po procedurze kontrolnej potwierdziła kontrowersyjne informacje. W wyniku kontroli, PIP stwierdził wtedy, że temperatura w marketach była daleka od tej wymaganej do pracy, czyli 18 stopni Celsjusza. Inspektorzy napotkali miejsca, gdzie temperatura nie przekraczała 12 stopni Celsjusza.
A to nie jedyny zarzut do właścicieli spółki. Pracownicy domagają się odciążenia w pracy poprzez zatrudnienie większej liczby osób, programów socjalnych, a także podwyższenia pensji dla każdego pracownika o 900 zł. Do tej pory udało się wywalczyć podwyżki w wysokości 300 zł. O ich przyznaniu pracownicy Dino poinformowali na początku maja.
Głównym postulatem, od którego protestujący chcą zacząć jest rozmowa z przedstawicielami zarządu spółki, do której mimo wielu próśb do tej pory nie doszło.
Zobacz również: Pracownicy Dino mogą liczyć na podwyżki. Proponowana kwota nie zaspokaja żądań związkowców
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
1 miesiąc temu
A więc proszę by tak zrobić kontrolę w biedronkach i lidlach, wydaje się mniej osób pracujących niż w Dino . Obciazeni są wieloma czynnościami a powierzchnię sprzedażowo maja o wiele większa . Moim zdaniem to jest bardziej upozorowany protest skierowany by zniszczyć polską sieć dla wyżej wymienionych sieci . A pracownicy cóż są w tej chwili wykorzystywani , dla dino są terrorystami i z nimi się nie negocjuje .