To może być walka o ogromne pieniądze i wielkie korzyści, które odczuć mogą także klienci banków, ponieważ dopuszczenie do informacji o kredytobiorcach większej liczby podmiotów może przełożyć się na wprowadzenie nowych, bardziej korzystnych dla konsumentów modeli, na podstawie których badana będzie zdolność kredytowa.
Czytaj też: Kredyty nie potanieją. Bank podjął ważną decyzję o stopach procentowych
Monopol na informacje
Biuro Informacji Kredytowej jest jedyną firmą w Polsce, która ma dostęp do informacji o saldach, kredytach, zadłużeniach i dochodach konsumentów. Zgodnie z polskim prawem bankowym zebrane informacje BIK może udostępnić wybranym podmiotom finansowym, takim jak banki, które potrzebują ich do oceny zdolności kredytowej swoich klientów.
BIK wykonuje bardzo odpowiedzialne zadanie, które zarazem jest bardzo dochodowe. W 2024 roku firma osiągnęła 284 mln zł przychodu (póki co nie ma danych za 2025 rok). To o 28 mln więcej niż rok wcześniej. Przełożyło się to na zysk na poziomie niemal 70 mln zł. Te pieniądze prawie w całości zostały wypłacone w postaci dywidendy właścicielom, czyli bankom, takim jak: Pekao, PKO BP, Citi Handlowy, ING Bankowi Śląskiemu, Santanderowi, BNP Paribas, mBankowi, Millennium, DNB Bankowi Polskiemu oraz Związkowi Banków Polskich.
Skąd taki duży zysk? Otóż BIK za udostępnianie informacji, które gromadzi, pobiera opłaty od banków. Można powiedzieć, że to obieg zamknięty, bo pieniądze ponownie do nich wracają w postaci dywidendy powiększając ich zysk, bo de facto tymi kosztami obciążeni są klienci, którzy wnioskują o kredyt.
Więcej firm uzyska dostęp do “wrażliwych danych”?
BIK jako jedyny w Polsce ma dostęp do danych bankowych, ale nie jest jedynym prowadzącym tego typu działalność. O dostęp do informacji o saldach, kredytach, zadłużeniach i dochodach konsumentów starają się także biura informacji gospodarczej. To instytucje, które podobnie jak BIK gromadzą pewne dane, ale w odróżnieniu od niego nie do wszystkich mają dostęp. Póki co mogą one gromadzić informacje o niezapłaconych rachunkach, fakturach czy alimentach. Takie informacje zbierają cztery instytucje w Polsce: BIG InfoMonitor, Krajowy Rejestr Długów, ERIF BIG (CRIF) oraz Krajowe Biuro Informacji Gospodarczej, które podobnie jak BIK są prywatnymi przedsiębiorstwami. Pierwsza z wymienionych należy do Grupy BIK, kolejne trzy nie mają bankowego właściciela, tym samym nie mają dostępu do danych objętych tajemnicą bankową.
To wkrótce może się zmienić, bo wszystkie z tych firm starają się o to, aby doszło do zmiany w przepisach i monopol BIK został przełamany. Jak przyznał na łamach Money.pl ekspert do spraw technologii finansowych Jan Ziomek - mogłoby to być korzystne dla klientów. Dopuszczenie do informacji nowych podmiotów mogłoby sprawić, że pojawiłyby się nowe modele wyliczające zdolność kredytową Polaków. To wprost mogłoby się przełożyć, że kredyty byłyby bardziej dostępne i tańsze dla konsumentów.
Jak podaje Money.pl za rozbiciem monopolu ma byż Związek Przedsiębiorców Finansowych, który zrzesza ponad 100 firm z polskiego rynku finansowego. Zainteresowane wprowadzeniem nowych regulacji firmy miały nadzieję, że może się to stać przy okazji prac nad nową ustawą o kredycie konsumenckim. To jednak mało prawdopodobne - wynika z doniesień Money.pl, który powołuje się na informacje Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który co do zasady ma być za zniesieniem monopolu i dopuszczeniem do informacji chronionych prawem bankowym nowych podmiotów, ale prawdopodobnie przy okazji innych regulacji.
Zobacz również: Kredyty hipoteczne: Boom kredytowy w Polsce. Zainteresowanie wyższe o ponad 40% niż rok wcześniej
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję