Kamil Markiewicz (FXMAG): Czym dla polskiego rolnictwa jest umowa z krajami Mercosur? Rolnicy mają w związku z jej podpisaniem się czego obawiać?
dr Arkadiusz Chudzik (ekonomista, ekspert do spraw rolnictwa, Akademia Nauk Stosowanych im. Józefa Gołuchowskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim): Chciałem zacząć od tego czym tak naprawdę jest grupa Mercosur. To zrzeszenie kilku państw południowoamerykańskich, jak Brazylia, Argentyna, Paragwaj czy Urugwaj, które jakiś czas temu stworzyły coś na zasadzie Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Chodziło oczywiście o wspólną wymianę handlową, która może być prowadzona bez ograniczeń. Łącznie dotyczy to około 200 mln osób, wśród których znajdują się zarówno producenci, jak i konsumenci.
Ta ogromna rzesza ludzi jest łakomym kąskiem dla wielu gospodarek, wśród nich tych największych, jak Stany Zjednoczone, Chiny, a także Europa.
Czy jest to zagrożenie dla rolnictwa? Zdania na ten temat są podzielone i to bardzo. Wśród nich znajdują się pozytywne opinie entuzjastów, a także skrajnie negatywne sygnały ze strony przeciwników tego rozwiązania. Osobiście uważam, że to duży rynek zbytu, ale warunek jest jeden - że będziemy potrafili tam sprzedać swoje produkty. Co my możemy sprzedać? Otóż tak naprawdę niewiele, jeśli chodzi o naszą branżę rolniczą. Wśród towarów, które mogą znaleźć odbiorców wśród krajów Mercosur mogą znaleźć się polskie jabłka, dla których cały czas szukamy rynków zbytu. Może być to trochę innych owoców, w tym także tych przetworzonych.
Musimy jednak pamiętać o tym, że to ogromny rynek wytwórczy, gdzie produkuje się ogromne ilości wołowiny, drobiu, przetworów mlecznych, cukier i wiele innych produktów. Dla Polski największym zagrożeniem jest wołowina i drób, które mogą trafiać do naszego kraju z Ameryki Południowej. 80% naszej wołowiny sprzedajemy na rynkach europejskich. W tym momencie nasi producenci będą musieli zmierzyć się z ogromną konkurencją, co z pewnością w dużej części doprowadzi do tego, że stracą oni rynki zbytu. Dlaczego tak się stanie? Otóż przegramy ceną. Unia Europejska nakłada na rolników i producentów trzody chlewnej coraz większe restrykcje. Wiele środków ochrony roślin jest wycofywane, a nowe, które są wprowadzane są coraz droższe. To odbija się na ostatecznej cenie wytworzonego produktu, który trafia na rynek. Do tego dochodzą ograniczenia polegające na całkowitym niestosowaniu antybiotyków w hodowli zwierząt. Oczywiście jest to słuszny kierunek, który chroni konsumentów przed nabyciem lekooporności.
Tych obwarowań nie ma w państwach z grupy Mercosur. W związku z tym koszty produkcji są tam znacznie niższe. Szacuje się, że to około jedna piąta mniej niż w Unii Europejskiej.
Polscy rolnicy w tej sytuacji znaleźli się w bardzo trudnym położeniu, ponieważ produkcja w naszym kraju jest droższa niż w innych unijnych państwach. Wszystko ze względu na bardzo wysokie ceny energii elektrycznej, a także bardzo drogie nawozy. To sprawi, że żywność z Ameryki Południowej, która trafi na nasz rynek będzie na tyle konkurencyjna, że polskim rolnikom trudno będzie sprzedać swoje towary.
Należy zwrócić uwagę, że już teraz część wołowiny dostępna na europejskich rynkach pochodzi z Ameryki Południowej. To mięso, które trafia do fast foodowych sieciówek. Ale gdy umowa zacznie obowiązywać będzie go jeszcze więcej. Szacuje się, że do Europy będzie trafiać około 99 tys. ton wołowiny rocznie, więc nie tak dużo, bo to około 1,5% unijnej produkcji. Jest to jednak ilość, która może mocno namieszać na naszych rynkach. Tą dodatkową pulę towaru, który pojawi się na rynku odczują rolnicy. To może doprowadzić do tego, że polscy producenci będą zmuszeni do obniżenia marży, która i tak jest znikoma. Wszystko przez to, że eksporterzy nie będą chcieli obniżyć swoich cen i aby utrzymać się na rynku, trzeba będzie ograniczyć zyski do absolutnego minimum.
Kraje z grupy Mercosur będą w stanie dostosować się do unijnych restrykcji dotyczących zakazu stosowania antybiotyków w hodowli trzody chlewnej oraz drobiu? W ostatnim czasie Komisja Europejska dała ultimatum Brazylii, która wydaje się póki co nic sobie nie robić z unijnych wytycznych.
W krajach Mercosur nie ma tych obostrzeń, które znamy z Europy. Dotyczy to produkcji wołowiny, drobiu, a nawet owoców i warzyw. To szereg elementów, które powinniśmy wziąć pod uwagę. W ostatnich dniach transport z Brazylii został wstrzymany. Wszystko po tym, jak w Holandii, która obok Niemiec jest największym importerem mięsa z Ameryki Południowej, przebadano wołowinę w której znajdowały się znacznie ilości antybiotyków zakazanych w Unii Europejskiej. Miejmy nadzieję, że to właśnie Holendrzy i Niemcy będą podmiotami, które będą badać towary trafiające do Europy, eliminując wszystkie te, które mogą zagrażać zdrowiu i życiu Europejczyków.
W teorii jest to zagwarantowane przez Unię Europejską. Wszystkie restrykcje wyjdą dopiero we wrześniu, gdy zakończy się umowa przejściowa, a wejdzie w życie ta ostateczna podpisana przez Komisję Europejską. Jeśli zapisy byłyby przestrzegane - a obawiam się, że nie będą - to bezpieczeństwo powinno zostać zachowane. Warto zwrócić uwagę na to, że jeśli kraje z grona Mercosur będą chciały handlować z Unią Europejską, to będą musiały się dostosować. Ale czy tak będzie? Pamiętamy przykłady handlu z Rosją, a po wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą z Ukrainą, która miała jedynie transportować zboża przez nasz kraj na zachód Europy. Później okazywało się, że transport w Polsce znikał. A tak naprawdę zboże, które się w nim znajdowało było fatalne, jeśli chodzi o jego jakość. Obawiam się, że podobne rzeczy mogą dziać się w przypadku transportów z Ameryki Południowej.
Moje obawy nie są przypadkowe. Wielu ekspertów zarzucało unijnym politykom i negocjatorom umowy z krajami Mercosur to, że byli bardzo podporządkowani Brazylii. Unijni włodarze sugerowali nawet, że takie kraje, jak Polska, Węgry, czy Austria, które były przeciwne porozumieniu z krajami Mercosur, mówiąc kolokwialnie “biły pianę” nie mając się czego obawiać. Pojawiały się głosy, że powinniśmy się dostosować do obecnej sytuacji i wykorzystać szansę, jaką daje ta umowa, jak miała to zrobić na przykład Francja czy Włochy.
Zastanawiam się, czy nie położono rolnictwa “na ołtarzu ofiarnym” w zamian za to, aby móc sprzedawać inne produkty do krajów z Ameryki Południowej, jak na przykład samochody.
Uważa pan, że Unia Europejska “sprzedała rolnictwo”, dla innych gospodarczych potrzeb? Chodzi na przykład o ratowanie niemieckiej gospodarki, która oparta jest na motoryzacji. Zresztą problemy ze sprzedażą samochodów mają nie tylko Niemcy, ale także Francja czy Włochy, które ostatecznie nie zgodziły się zakwestionować umowy z krajami Mercosur, mimo, że początkowo na to wskazywało. Należy zwrócić też uwagę, że europejscy producenci samochodów mają coraz większą konkurencję ze strony Chin. Przykładem są Niemcy, w których sprzedaż rozpoczyna koncern Chery, czyli producent Omody i Jaecoo. To może sprawić, że Niemcy przerzucą się na chińskie auta. A na te niemieckie trzeba będzie znaleźć nowy rynek zbytu.
Trafił pan z tym pytaniem w samo sedno problemu. Sam korzystam z chińskiego pojazdu i wiem, jak dobre to auto w porównaniu do innych europejskich marek, które miałem wcześniej. Jestem wręcz zaskoczony jakością materiałów, które zostały użyte, a także wykonaniem elementów, które się w nim znalazły. To nie są te produkty chińskie, które kojarzą się nam ze słabym wykonaniem i kiepską jakością.
Europa zamiast zrozumieć, gdzie są problemy i próbować coś zmienić, wciąż trzyma się pewnych standardów, które nie są już w stanie sprostać oczekiwaniom rynku. Odnoszę wrażenie, że jako Europejczycy jesteśmy przekonani o swojej nieomylności, doskonałości, żyjąc w przekonaniu, że wszystko będzie tak, jak było do tej pory. To błędne myślenie, bo Europa stoi w miejscu, a kraje azjatyckie w szybkim stopniu się rozwijają. Musimy się z tego otrząsnąć, bo nie ma w takim podejściu przyszłości.
Z tego co pan mówi można wywnioskować, że Unia Europejska niejako “sprzedała rolników” za możliwość dalszego utrzymania tej wizji Europy, jako tej, która dyktuje trendy. Umowa z krajami Mercosur wpłynie na przyspieszenie części europejskich gospodarek, w tym szczególnie niemieckiej, która od dłuższego czasu znajduje się w zapaści.
Nie tylko Niemiec. Nie lubię tego stwierdzenia, że Unia Europejska robi wszystko tylko dla Niemiec. Choć zgodzę się z tym, że nasi zachodni sąsiedzi, którzy są jednymi z dominujących producentów samochodów z pewnością na tym skorzystają. Skorzysta na tym także Francja czy Włochy.
Z punktu widzenia Polski, to bardzo zła wiadomość. Wystarczy spojrzeć na to, jak dużą część naszej gospodarki stanowi rolnictwo, a także działalność wokół niego, jak chociażby przetwórstwo. Przecież Polska mimo, że są tu zakłady produkcyjne, nie jest producentem żadnej samochodowej marki. Oczywiście są firmy współpracujące z branżą poprzez współpracę z niemieckimi firmami, ale to znacznie mniejszy odsetek niż w przypadku rolnictwa.
Nie chcę, żebym został źle zrozumiany. Nie jestem przeciwnikiem motoryzacji i polskich firm, które z nią współpracują. Uważam, że należy zachęcać przedsiębiorców do otwierania kolejnych fabryk, ale póki co ich oddziaływanie na PKB jest znikome, w odróżnieniu od rolnictwa, które stanowi potężną gałąź polskiej gospodarki. Więc przede wszystkim tego sektora powinniśmy bronić.
Przyglądając się temu wszystkiemu obawiam się, że intencje Unii Europejskiej do umowy z krajami Mercosur są inne niż te, o których oficjalnie mówiono. Obawiam się, że poprawieniu sytuacji w przemyśle motoryzacyjnym w Niemczech, Francji czy we Włoszech oddajemy rolnictwo. Chodzi zwłaszcza o mniejszych producentów rolnych, którzy funkcjonują w takich krajach jak Polska. We Francji występują ogromne gospodarstwa rolnicze, które mimo konkurencji z Ameryki Południowej poradzą sobie na rynku. Problem będzie dotyczył małych gospodarstw, w których trudno będzie jeszcze bardziej obniżyć marżę, która już teraz jest na poziomie, który nie zawsze jest opłacalny.
Natomiast biorąc pod uwagę duże firmy rolnicze z Niemiec, Francji czy Holandii, to dobrze wiemy, że mają one duże udziały także w gospodarstwach rolnych na Ukrainie, gdzie produkcja jest znacznie tańsza. To pozwala korzystając z tak zwanej ekonomii skali osiągać zadowalające dochody przy dużym obrocie. Polskie gospodarstwa, które mają 100 czy nawet 200 hektarów nie za bardzo mogą konkurować z tamtymi firmami ze względu na koszty produkcji w naszym kraju.
Mechanizmy ochronne dotyczące rolnictwa, które zostały zawarte w umowie ze strony Unii Europejskiej w pana ocenie są wystarczające?
Myślę, że życie pokaże. Przykładem, z którym mieliśmy do czynienia nie tak dawno był moment wybuchu wojny na Ukrainie. Wówczas również zostały zastosowane mechanizmy ochronne, które miały gwarantować, że ukraińska żywność będzie jedynie transportowana przez Polskę, ostatecznie zaczęła trafiać na nasz rynek. To pokazało, że unijne zabezpieczenia nie były szczelne. Czy tak będzie i tym razem? Wkrótce się o tym przekonamy.
Prawda jest też taka, że mechanizmy unijne działają bardzo wolno. Ciekaw jestem, jak to będzie wyglądać, gdy okaże się, że są nieskuteczne? Jak długo będziemy czekać na reakcję ze strony Komisji Europejskiej? Jeśli reakcja będzie natychmiastowa i stanowcza, polegająca na przykład na niewpuszczeniu na europejskie wody statków z towarem płynących z Ameryki Południowej, to wówczas uznam, że te mechanizmy są skuteczne. Natomiast czy tak będzie? Tego nie wiemy.
Przykładem, który po raz kolejny podam jest Brazylia, z której transport został zablokowany. Jednym jest to, że w żywności wykryto niedozwolone substancje, a zupełnie czym innym jest to, że kraj w ogóle nie przedstawił dokumentów świadczących o tym, że wprowadził procedury mające na celu zakaz stosowania środków, które są zabronione w Unii Europejskiej, jak na przykład antybiotyki. Czy to się zmieni? Trudno ocenić.
Patrząc na bilans zysków i strat uważa pan, że umowa z krajami Mercosur jest korzystna?
Dla Polski i naszej gospodarki na pewno nie.
Widzi pan w ogóle jakieś korzyści dla polskiego rolnictwa, które wynikają z tego porozumienia?
To będzie zależało od podejścia samych rolników. Muszę zwrócić uwagę, że w czasach, w których żyjemy rolnik, to już nie tylko producent warzyw, owoców, czy hodowca trzody chlewnej. To przede wszystkim menedżer, który musi odnajdywać się w każdej sytuacji, lawirując w taki sposób, aby mógł ze swojej działalności uzyskiwać dochód. Musi umieć dostosować się do sytuacji na rynku, umieć analizować i przewidywać niektóre sytuacje. A nie tylko sprowadzać się do produkcji i narzekania na rzeczywistość.
Rolnicy powinni zająć się szukaniem możliwości zwiększenia produkcji, optymalizacji przychodu i poszukiwaniach nowych rynków odbioru wyprodukowanych dóbr. Może nie będzie popularne to co powiem, ale rolnicy powinni mniej zajmować się polityką, chodzić na protesty, a bardziej zacząć myśleć, jak wyjść z obecnej sytuacji, aby to co się dzieje przekuć w realne korzyści.
Trzeba przewidywać to, co będzie działo się na rynku i czasem nawet przestawiać produkcję na taką, która będzie bardziej opłacalna.
Odpowiadając wprost na pana pytanie, mogą występować korzyści, ale wszystko zależy od podejścia samych rolników. Prawdą jest, że małe gospodarstwa rolne są coraz mniej opłacalne, chyba że produkują coś, na co znalazły niszę. Poza tym często wymagane może być tworzenie dużych gospodarstw, chociażby poprzez tworzenie wspólnot, aby sprostać oczekiwaniom rynku i przede wszystkim stawić czoła konkurencji. Jeśli będziemy umieli się dostosować i mieli odpowiednią siłę, poprzez działanie w dużych grupach, wówczas może udać odnieść nawet w tej trudnej sytuacji sukces.
Może w takim razie umowa z krajami Mercosur zadziała pozytywnie na polskie rolnictwo? Rolnicy do tej pory w dużej części niechętnie ze sobą współpracowali. Nie chcieli zakładać wspólnot rolniczych. To ma szansę się zmienić?
Mam nadzieję, że tak będzie. Liczę na to, że rolnicy wyciągną wnioski z obecnej sytuacji. Jest takie polskie powiedzenie, które dobrze obrazuje to, co się dzieje, czyli “co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie z porozumieniem z krajami Ameryki Południowej i polskim rolnictwem.
Rolnicy powinni nauczyć się ze sobą współpracować, a nie jak do tej pory często bywało eliminować się wzajemnie z rynku.
Musimy brać przykład z Zachodniej Europy, jak z Holandii czy Szwecji, gdzie rolnicy współpracują ze sobą po to, aby nie wpuszczać na rynek konkurencji z zagranicy.
W związku z tą umową można spodziewać się zmniejszenia produkcji rolnej w Polsce?
Wydaje mi się, że nie. Myślę, że rolnicy będą starali się utrzymać produkcję na podobnym poziomie, nawet w sytuacji, gdy produkcja stanie się mniej opłacalna. To co się dzieje, może doprowadzić do zamknięcia nielicznych małych gospodarstw rolnych.
W ekonomii liczy się, że praca rolnika nie jest kosztem. Zapłatą za jego pracę jest przychód ze sprzedanych dóbr. Jeśli nawet marża będzie musiała być obniżona, to przy dużej skali produkcyjnej i tak powinno udać się wypracować zysk.
Dziękuję za rozmowę.
Zobacz również: Unia Europejska robi sobie „jaja” z polskich producentów. Umowa Mercosur może odbić się czkawką dla wielu firm






















































































Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję