Przez ostatnie tygodnie mogliśmy obserwować hurraoptymizm inwestorów i przedsiębiorców związany z wyborem Donalda Trumpa na Prezydenta USA. Śledząc medialny przekaz, można byłoby odnieść wrażenie, że teraz Stany Zjednoczone będą krainą mlekiem i miodem płynącą. Czy faktycznie nowe rządy wpłyną na krajową gospodarkę i jej finanse tylko pozytywnie? Pochylili się nad tym analitycy Pekao.
Jakie będą pierwsze decyzje Donalda Trumpa po rozpoczęciu drugiej kadencji?
Jakie mogą być efekty tych decyzji?
Co jest prawdziwym problemem dla amerykańskich firm?
Co planuje Donald Trump?
Donald Trump niemalże przez całą kampanię wyborczą zapowiadał, że odciąży podatkowo amerykańskie firmy. W przeszłości już raz tak zrobił. W trakcie pierwszej kadencji znacząco obniżył PIT oraz CIT, co przełożyło się na ogromny impuls fiskalny. Mowa o 1,35 biliona dolarów rozłożonych na 10 lat. To z kolei sprawiło, że USA zaliczyło wzrost gospodarczy o 0,5 punktu procentowego niemal od razu po wprowadzeniu tej decyzji.
Podobne zmiany Trump zapowiadał przed drugą kadencją, która niedługo oficjalnie się zacznie. Sęk jednak w tym, że tym razem nowych regulacji nie uda się wprowadzić z miejsca. Najwcześniej wejdą one w życie w 2026 roku, a to oznacza, że na ich pozytywne rezultaty przyjdzie poczekać mniej więcej do połowy kadencji Trumpa.
Jak zauważają analitycy Pekao, te decyzje nie niosą za sobą tylko pozytywnych konsekwencji. Takie impulsy doprowadzają bowiem do powiększenia się deficytu fiskalnego, który w tym momencie już jest wyższy niż 6% PKB USA. To z kolei wpływa na powiększający się dług publiczny. Ten w obecnej sytuacji pochłania aż 14% budżetu! Podobnymi wartościami mogą "pochwalić" się państwa 3. świata.
W swoich politycznych zapowiedziach z ostatnich miesięcy Donald Trump wiele mówił też o cłach nakładanych na licznych partnerów handlowych. To właśnie one miałyby poniekąd zrównoważyć cięcia podatkowe. Pewnie dlatego według planów są niemałe. Unia Europejska ma liczyć się z cłami rzędu od 10% do 20%. Na Meksyk i Kanadę mają zostać nałożone 25% opłaty. Co ciekawe, te w założeniu są niejako karą za rzekomy napływ narkotyków do USA, o który Trump posądza swoich sąsiadów.
Z jeszcze większymi cłami mają liczyć się Chiny. Trump mówił o tym, że tamtejsze towary będą obciążone 60% opłatą, która w niektórych przypadkach ma być nawet większa. Na przykład samochody elektryczne z Państwa Środka mają być objęte cłem rzędu aż 100%! Czas pokaże, w jakim stopniu te pogróżki zostaną wprowadzone w życie, ale raczej nie ma się co łudzić, że Trump całkowicie z nacisku na politykę celną zrezygnuje.
USA wcale nie musi jednak wyjść korzystnie na takich wojnach handlowych. Mogą one kompletnie przearanżować dotychczasowe umowy handlowe, przez co amerykańskie firmy będą zmuszone do szukania nowych łańcuchów dostaw. To może na początku skomplikować funkcjonowanie niektórych branży. Dodatkowo cła prawdopodobnie doprowadzą do zwiększonej inflacji. Trump w niedawnym wywiadzie dla stacji NBC wprost przyznał, że nie może obiecać Amerykanom, że przez te decyzje ceny w sklepach nie wzrosną.
Reklama
Nie mogę nic zagwarantować. Nawet jutra nie mogę zagwarantować - mówił w swoim stylu polityk
Ci już nastawiają się na najgorsze. Według ankiety przeprowadzonej dla portalu CreditCards.com co trzeci obywatel USA robi teraz zapasy najpotrzebniejszych produktów i żywności. Co ciekawe, najbardziej pożądanym towarem jest papier toaletowy. Aż 77% robiących zapasy osób zabezpiecza się właśnie w ten produkt. Dopiero po papierze toaletowym ankietowani wskazują na żywność o długim terminie przydatności do spożycia czy leki.
Analitycy Pekao zwracają też uwagę na bardzo ważną kwestię dotyczącą odciążania amerykańskich firm, które będzie wdrażał Trump. Tamtejsze regulacje już w obecnej formie są dla przedsiębiorców dosyć korzystne. Ich dalsze luzowanie nie musi znacząco poprawić kondycji amerykańskich firm. Te bowiem wciąż będą musiały zmagać się z innym problemem, o którym tyle się nie mówi, a który również generuje gigantyczne koszty.
✕Wydatki na obsługę prawną w wybranych państwach
Źródło: Raport Acritas
Mowa o tamtejszym prawie, które zachęca do sądzenia się z firmami. Chodzi tu nie tylko o konkurencyjne przedsiębiorstwa, ale także konsumentów, którzy są w stanie wyciągać gigantyczne odszkodowania za sprawy, które w innych krajach nie zostałyby tak potraktowane. Przez to amerykańskie firmy na obsługę prawną wydają niemal dwa razy tyle pieniędzy co europejska konkurencja. Na tej płaszczyźnie zmiana nie jest jednak przewidywana. Mocno godziłaby bowiem w wartości, którymi Ameryka żyje od dziesięcioleci.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję