Sytuacja finansowa w polskich szpitalach z dnia na dzień staje się coraz trudniejsza. Do opinii publicznej niemal co dzień przedostają się informacje, z których wynika, że jakiś szpital w Polsce zawiesza przyjmowanie pacjentów lub ogranicza swoją działalność. W czwartek taką decyzję podjął Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach, który wstrzymał przyjęcia planowe do końca 2025 roku. Jak informują przedstawiciele lecznicy opóźnienie w wypłatach za nadwykonania ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia są ogromne. Na koniec października w wobec szpitala wynosiły one aż 19 mln zł. Szpital szacuje, że wysokość nadwykonań na koniec 2025 roku może sięgnąć 30 mln zł w przypadku kieleckiej placówki. A to tylko jeden z przykładów, które w skali całego kraju można mnożyć. Łączna luka w budżecie na ochronę zdrowia jest ogromna. Brakuje 23 mld zł.
Rząd szuka pieniędzy dla NFZ
Od przedstawicieli rządu słychać, że politycy pracują nad wyjściem z tej sytuacji, podkreślając, że rozwiązanie nie będzie łatwe. W każdym z zaproponowanych rozwiązań przewidziane są oszczędności, w tym także te bezpośrednio uderzające w medyków, co może wywołać falę protestów. Jak podaje money.pl do 7 stycznia rząd zobowiązał się przekazać na piśmie pracodawcom i pracownikom służby zdrowia propozycje zmian dotyczące wynagrodzeń medyków.
Jak informuje portal styczniowy termin został wypracowany podczas posiedzenia Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia pracującego przy Ministerstwie Zdrowia.
W grę mają wchodzić przynajmniej trzy rozwiązania, o których przedstawiciele rządu dyskutują ze związkami zawodowymi. Jedno z nich ma polegać na odroczeniu waloryzacji wynagrodzeń medyków z lipca 2026 roku na styczeń 2027 roku, co miałoby przynieść oszczędności w wysokości 6 mld zł. To jednak tylko doraźne rozwiązanie, które i tak nie pokryje dziury w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia.
Czytaj też: Sytuacja w służbie zdrowia pogrąży rząd Tuska? NFZ w coraz trudniejszej sytuacji
Przypomnijmy, że stała waloryzacja dla przedstawicieli służby zdrowia została wprowadzona za czasów poprzedniego rządu. Ta oparta jest o wzrost przeciętnego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej. Tylko w tym roku wzrost pensji medyków wyniósł ponad 14%.
Drugim rozwiązaniem, które ma być brane pod uwagę jest zmiana wskaźnika waloryzacji ze wzrostu przeciętnego wynagrodzenia na wskaźnik dotyczący wzrostu płac w budżetówce. Ta propozycja może okazać się jednak trudna do zaakceptowania przez związki zawodowe, ponieważ zmienia dotychczasowe kilkunastoprocentowe podwyżki w zaledwie kilkuprocentowe. Dla przykładu w 2025 roku wzrost płacy w budżetówce wyniósł 3 %.
Trzecia opcja zakłada zwiększenie uprawnień Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, dzięki którym AOTMiT mogłoby mieć wgląd w kontrakty lekarzy. Dzięki tym informacjom można by ustalić maksymalne kwoty ich wynagrodzenia.
Niewykluczone, że wśród tych propozycji pojawią się kolejne. Nad rozwiązaniem wspólnie pracują premier Donald Tusk, minister finansów i gospodarki Andrzej Domański oraz Jolanta Sobierańska-Grenda. Należy spodziewać się, że w każdym z wypracowanych wariantów służbę zdrowia czeka zaciskanie pasa.
Służba zdrowia rozbije koalicję rządzącą?
Wszystkie rozwiązania, które mogą pojawić się na “tapecie” mogą mieć konsekwencje nie tylko dla służby zdrowia, ale także “Koalicji 15 października”. Wynika to z umowy koalicyjnej zawartej tuż po wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Z jednego z zapisów wynika, że rząd podniesie nakłady na ochronę zdrowia przy jednoczesnym zniesieniu limitów na leczenie przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Przy obecnej sytuacji finansowej NFZ-u wydaje się to nie do zrealizowania. A to może rodzić duże niezadowolenie ze strony koalicjantów. Już teraz niektóre środowiska polityczne głośno podnoszą, że nie zgodzą się na cięcia. Takie głosy słychać między innymi ze strony polityków Nowej Lewicy. Czy to może być krokiem w kierunku rozpadu koalicji rządzącej? To póki co pozostaje pytaniem otwartym.
Będzie dymisja minister zdrowia?
W obecnej sytuacji coraz częściej słychać od polityków, że za sytuację finansową w służbie zdrowia może odpowiedzieć swoim stanowiskiem minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która miała być “lekiem na całe zło”, po tym, jak reforma finansów w tym sektorze nie udała się jej poprzedniczce Izabeli Leszczynie, autorce słów, że sytuację w służbie zdrowia można zmienić, jak “za pomocą czarodziejskiej różdżki”. Ówczesna szefowa resortu, która w połowie 2025 roku (po 1,5 letniej kadencji - przyp. red.) została zdymisjonowana, zapewniała, że finanse w sektorze zdrowia w łatwy sposób da się poukładać, zarzucając tym samym swoim poprzednikom, że nie potrafili tego zrobić. Podkreślała, że “Koalicja 15 października” na pewno sobie z tym poradzi. Pol upływie niemal 2,5-letniej kadencji efektów zmian… na lepsze nie widać. A wręcz przeciwnie, sytuacja z czasem wydaje się coraz trudniejsza. To sprawia, że zarówno wśród polityków opozycji, jak i w kręgu rządowym coraz więcej słychać głosów o tym, że Jolanta Sobierańska-Grenda powinna odejść ze stanowiska.
Zobacz również: Wielkie zmiany w służbie zdrowia. Będą podwyżki, mniejsze kolejki, nowoczesne leki, a to nie wszystko!
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję