Pisarze domagają się, aby wprowadzone zostały regulacje na mocy których będą otrzymywać 10% ceny okładkowej książki. Obecnie ich zysk ograniczony jest do 5%, co oburza autorów publikacji, którzy wskazują na to, że ich praca nie jest w odpowiedni sposób doceniana, przynajmniej jeśli chodzi o wynagrodzenie, które otrzymują.
Niespełna 3 zł od sprzedanej książki
Kwota, którą autor książki może otrzymać za sprzedaż jednego egzemplarza do najwyższych nie należy. Jak wynika z raportu “Jeszcze książka nie zginęła?”, który został przygotowany przez Polską Sieć Ekonomii dla Instytutu Książki wynika, że autor książki może otrzymać 2,87 zł z każdego sprzedanego egzemplarza. Jak wyliczono tę kwotę. Otóż poddano analizie książkę, której cena okładkowa wynosiła 57,50 zł. Po zastosowaniu rabatu została ona przeceniona do kwoty 40,25 zł, z której 5%, czyli 2,87 zł trafiło do pisarza. Oczywiście przy sprzedaży 100 książek kwota tantiemy wyniosłyby 287 zł, przy 1000 byłoby to 2 870 zł, a przy 10 000 28 700 zł. Ale pewności w jakiej liczbie książka się sprzeda nigdy nie ma, dlatego właśnie tak duża walka ze strony autorów, o podwyższenie udziału z zysku, który mają zagwarantowane. Należy oczywiście pamiętać o tym, że przy każdej książce zakładane jest minimum, które autor kontraktuje z wydawnictwem, za co otrzymuje pieniądze.
Dlaczego tantiemy ze sprzedaży książek są tak niskie? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Kwota ze sprzedaży książki, której cena po promocji wynosi wspomniane wcześniej 40,25 zł jest dzielona na kilka podmiotów. Dla wydawnictwa po odjęciu kosztów produkcji zostaje 7,87 zł, firma zajmująca się dystrybucją otrzymuje 6,90 zł, a księgarnia 4,60 zł. Stąd właśnie przy tym modelu trudno wygospodarować wyższą kwotę dla autora książki. Ci jednak się tego domagają. 10% z każdego sprzedanego egzemplarza.
Pisarze stają się przedsiębiorcami
Część pisarzy, którzy chcą zarobić więcej próbują na własną działać na własną rękę, z pominięciem wydawnictwa. To może dać przychód na poziomie nawet 70%. Kuszące? Na pewno, ale ta droga jest obarczona dużo większym ryzykiem, niż model, w którym za sprzedaż książki odpowiedzialne jest wydawnictwo. To autor książki wówczas musi organizować takie czynności, jak redakcję, korektę, projektowanie okładki czy druk. Do tego dochodzi jeszcze dystrybucja, którą albo trzeba zlecić zewnętrznej firmie lub próbować robić to samemu, ale tu może pojawić się bariera z dostępem do odbiorców.
Są oczywiście wyjątki, które pokazują, że się da i można na tym sowicie zarobić. Przykładem jest Michał Szafrański, autor książki “Finansowy Ninja”, który podczas konferencji Influenca Live Wrocław przyznał, że jego książka sprzedana została w około 130 tys. egzemplarzy. To miało dać mu dochód przed opodatkowaniem w wysokości 7,5 mln zł. Szafrański ominął wydawnictwo, ale nie można tego przykładu traktować w sposób “jak jemu się udało, to inni też mogą to zrobić”. Otóż Szafrański wydając książkę nie był osobą anonimową. Miał grupę odbiorców, których przez lata inspirował swoją działalnością, dzięki czemu zbudował bazę osób, którzy chętnie sięgnęli po jego książkę.
Trudno spodziewać się tego, że podobny sukces może osiągnąć debiutujący autor, który nie jest znany większej grupie osób. Sposobem, aby to zmienić jest budowanie społeczności, do której publikacja może być skierowane, ale to proces długi i nigdy nie ma pewności, że zakończy się sukcesem. Właśnie dlatego skorzystanie z usług wydawnictwa, co może być znacznie mniej opłacalne dla autora pod względem finansowym, może okazać się jedyną opcją, która pozwala na osiągnięcie ostatecznego sukcesu. Wydawnictwo bierze na siebie ryzyko związane z wydaniem książki, ponosi koszty redakcji, korekty i dystrybucji, a poza tym pozwala dotrzeć do większej grupy odbiorców. To zwłaszcza dla młodego autora może okazać się bezcenne.
Zobacz również: Tylko 3% młodych Polaków myśli o założeniu własnej firmy. To nowy trend, czy zła polityka rządu?
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
13 dni temu
szok, nie spodziewałem się. czyli oni też nie są super wynagradzani.. to tak jak ja:/ łatwo nie jest bo mnóstwo kasy idzie na życie, na spłatę długu w kruku, na szczęście w ratach, no i na opłaty. jak spłacę to może stanę na nogi lepiej, ale ceny w sklepach coraz wyższe..