W ostatnim czasie mówi się głównie o zmianie polityki gospodarczej w USA, problemach Niemiec czy Chin. Zdecydowanie mniej uwagi zwraca się za to na Argentynę, w której to dopiero dzieje się istny przewrót. Odkąd na czele państwa stanął Javier Milei, prawicowy zwolennik otwartego rynku, gospodarka zaczęła się odradzać w imponującym, wręcz trudnym do uwierzenia tempie. Tylko jakim kosztem?
Jak wyglądały bezkompromisowe reformy w Argentynie?
Efekty już zaczynają być widoczne
Cena i konsekwencje reform
Zaczyna się nowa Argentyna
Jeszcze rok temu gospodarka Argentyny była w naprawdę nieciekawym miejscu. Zmęczone dotychczasowymi rządami społeczeństwo w grudniu ubiegłego roku wybrało na prezydenta Javiera Milei, który od początku był postacią kontrowersyjną. Większość Argentyńczyków uwierzyła mu jednak, że będzie on w stanie naprowadzić gospodarkę i ekonomię kraju na właściwe tory. Polityk jest bowiem z wykształcenia ekonomistą i miał bardzo konkretny plan naprawczy, który wprowadził natychmiast. Sęk w tym, że ten plan kompletnie nie brał jeńców, ale o tym w dalszej części tekstu.
Milei niemal natychmiast zaczął ciąć państwowe koszty, a jego pierwsze decyzje były bardzo stanowcze. Znacząco ograniczył wydatki socjalne rządu. Mało tego, zamroził też pensje, by te nie rosły w nieskończoność razem z cenami, co napędzało błędne koło inflacji. Dodatkowo znacząco ograniczył koszty państwowe, zamykając wiele instytucji i zwalniając tysiące urzędników. Usnął aż 9 z dotychczasowych 18 ministerstw, twierdząc, że tamte tylko ciągnęły pieniądze, a do funkcjonowania państwa nie były potrzebne.
Pozytywne efekty tych zmian nie były widoczne od razu. Musiało minąć kilka miesięcy, zanim zastosowane zabiegi faktycznie zaczęły uzdrawiać tamtejszą gospodarkę. Jeszcze w kwietniu inflacja r/r w Argentynie wynosiła 292%. Dla kontekstu, gdy w naszym kraju 2 lata temu narzekano na ogromną inflację, wówczas wynosiła ona "tylko" 18%. Od tamtego czasu zaczęła jednak maleć, a w październiku osiągnęła pułap 193%. Wciąż dużo, ale jednak znacznie mniej. Prognozy ekspertów, w tym chociażby JP Morgan sugerują, że taki trend utrzyma się w najbliższych miesiącach. Ci sami analitycy zapowiadają także znaczący wzrost PKB Argentyny. W przyszłym roku ma on wynieść aż 8,5%, co czyni ten kraj jednym z najprężniej rozwijających się na świecie.
Milei jeszcze przed objęciem urzędu prezydenta doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego plan, choć obiecujący, jest bezkompromisowy. Wiedział, jakie konsekwencje może ponieść społeczeństwo, ale uznał to za ryzyko, które jest gotowy ponieść. Właśnie dlatego swoją pierwszą prezydencką przemowę zaczął od takich słów:
Reklama
Proszę was o zaufanie i cierpliwość. Minie trochę czasu, zanim będziemy mogli zebrać owoc naszych gospodarczych i finansowych reform - przekazał narodowi
Nie wszyscy jednak cierpliwością się wykazali. Trudno im się zresztą dziwić, bo decyzje Milei, szczególnie te wynikające z zamrożenia pensji, wpakowały sporą część Argentyńczyków w trudną sytuację, z którą musieli radzić sobie sami. Według szacunków przez jego decyzję 16% obywateli żyje w biedzie, a aż 16,5% poniżej poziomu ubóstwa. Sklepowe półki są więc pełne, bo w wyniku działań Milei znacząco zwiększyła się podaż, ale takie pozostają, zamiast pustoszeć pod koniec dnia. Mało kogo stać bowiem na te produkty. Znaczna część Argentyńczyków musi rezygnować z najpotrzebniejszych rzeczy. Dobitnie widać to po wynikach sprzedażowych aptek. Te spadły o mniej więcej połowę, co pokazuje, że ludzie, szczególnie seniorzy, naprawdę zostali postawieni w sytuacji, w której muszą wybierać między lekami a jedzeniem.
✕Źródło:LUIS ROBAYO/AFP/East News
Ten przykry stan przejściowy sprawił, że społeczeństwo zaczęło się buntować. W końcu obecna bieda dotyka ich bezpośrednio, a przyszły dobrobyt jest jeszcze zbyt daleki, by był namacalny. W ostatnich miesiącach na ulicach argentyńskich miast doszło do szeregu protestów. W każdym z nich brały udział dziesiątki tysięcy obywateli. Niestety, w niektórych przypadkach przeradzały się one w brutalne zamieszki.
✕Źródło: Rex Features/East News
Milei był na to jednak przygotowany. Jeśli w najbliższym czasie nie zostanie wybrany rząd, który nie zgodzi się z jego polityką, ta będzie kontynuowana bez względu na to, ilu Argentyńczyków wyjdzie na ulice. Nie ma wątpliwości, że obecny prezydent będzie za jakiś czas postacią ocenianą bardzo niejednoznacznie. Część z pewnością będzie widziało w nim bohatera, ojca założyciela nowej, lepszej Argentyny. Inni natomiast będą mówili o potworze, który konkretnie ich rodzinę wpędził w skrajną biedę.
Komentarze
Sortuj według: Najistotniejsze
Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy i rozpocznij dyskusję